Opowieści dziwnej treści – „Potajemne Fabryki Wódek w Krakowie!”

Wstęp,

   W numerze 4/2010 magazynu Mówią Wieki zatytułowanym Kuchnia XIX-wieczna (był to numer specjalny) na str. 64-68 jest ciekawy artykuł Pawła Libery „Epoka podrabianych alkoholi”. Autor podaje w tym artykule różne przykłady podrabianych wówczas trunków i metody jak tego dokonywano. Jest tam także fragment dotyczący podrabiania koniaku cyt. Krakowska wytwórnia J. Fedorowicza produkowała koniaki za pomocą drożdży winnych, spirytusu, wiórków dębowych, eteru octowego, saletrzanego i syropu z cukru. Inna wersja, podana przez Konrada Niklewicza, polegała na sporządzaniu trunku z rozgniecionej jarzębiny, rodzynków i tynktury z fiołków.

   Ja także znalazłem w starej gazecie z sierpnia 1897 r. opis procedury podrabiania koniaku przez Mojżesza Urbacha. Tylko dlaczego dwa przykłady i dwa razy Kraków?

   Jako obrazek wstępny fragment ulicy Skałecznej na Kazimierzu. W tle widoczny kościół Bożego Ciała.

FABRYKA KONIAKU W KRAKOWIE – 1897 r.

   Nikt nie przypuszczał, że w Krakowie istnieje fabryka koniaku; przecież istniała ona, a właściciel jej nie tylko produkował, ale i pozbywał szlachetny napój w dość znacznej ilości, mimo, że fabryki swej bynajmniej nie reklamował. Fabrykant ów nazywa się Urbach Mojżesz, pochodzi z Chrzanowa; fabrykę zaś posiadał w jednej z piwnic na Kazimierzu. Koniak wyrabiał w bardzo prosty sposób: nakrywał beczkę starym workiem, kładł na niego rozmaite ingrediencje, a na to wszystko lał spirytus. Przeciekający przez worek płyn nazywał się koniakiem i fabrykant przelewał go w butelki, zaopatrzone w szumne etykiety i złote kapsle. Na etykiecie litografowane były złote medale, odznaczające zawarty w butelce koniak na wystawach w Amsterdamie roku 1883 i Kalkucie roku 1883-1884. Napis na etykiecie brzmiał: Barnet & Flis – Cognac. Na szyjce butelki błyszczały trzy gwiazdy. Koniak ten miał nawet tę zaletę, jaką mają stare oryginalne; po przechyleniu flaszki można było widzieć pływające wewnątrz strzępki; były to cząstki worka. Takiego to koniaku sprzedał p. Mojżesz Urbach 28 flaszek po bardzo taniej cenie jednemu z krakowski restauratorów; gdy nabywca się dowiedział, że koniak fałszowany, chciał go wrócić fabrykantowi. Spotkał się wszakże z takim zuchwalstwem, że musiał udać się o pomoc na policję a ta zbadawszy rzecz bliżej, przekonała się, że Mojżesz Urbach był już raz karany za fałszowanie koniaku grzywną pieniężną, że fabrykacji tej nie porzucił, tylko ją rozszerzył i ulepszył, a poszukiwał podobno nawet wspólnika z kwotą 10,000 zł do tego przedsiębiorstwa. Tym razem sprawa oddaną zostanie sądowi. Mówią, że w Galicji mało mamy ludzi przedsiębiorczych! Oszczercy!…

   I jeszcze jedna notka z 1899 r. – jak to w Krakowie wódki produkowali 🙂

UKRYTA FABRYKA WÓDEK – 1899 r.

   Z Krakowa donoszą: Kalman Mandelbaum, mający sklep z wiktuałami przy ulicy Bożego Ciała, bez pozwolenia władz założył w piwnicy fabrykę wódek. Sprowadzał jawnie całe beczki spirytusu i przerabiał je na różne słodzone wódki, które sprzedawał w swoim handlu wiktuałów. Stowarzyszenie tutejszych restauratorów i szynkarzy zwróciło uwagę magistratu na niedozwoloną działalność Kalmana Mandelbauma i wskutek tego przybyła do niego niespodziewanie komisja, złożona ze starszego stowarzyszenia restauratorów i szynkarzy oraz urzędników magistratu i znalazła kilkanaście gąsiorów ze spirytusem, wódkami słodzonymi, rumem i śliwowicą, jak również flaszki z wódkami słodzonymi, olejki eteryczne do zaprawiania wódek, barwniki w płynie i w proszku, miary, lejki itp., a w piwnicy znaleziono beczki ze spirytusem. Fabrykę opieczętowano i skonfiskowano aparaty używane do wyrobu wódek, a Mandelbaum pociągnięty będzie do odpowiedzialności.

(346)

No comments yet.

Dodaj komentarz