Henryk Fukier „Nullum vinum nisi hungaricum” – 1928 r.

Witam, 

   Dzisiaj artykuł Henryka Fukiera o winach węgierskich 🙂 Ale zanim, go przeczytacie poniżej opis białych win tokajskich z ok. 1930 r.

Tokajskie Samorodne – wytrawne, ogniste, białe wino o pełnym smaku i delikatnym swoistym aromacie. Przypomina lekkie, wytrawne Sherry.

Tokajskie słodkie Samorodne – pełne, półsłodkie wino o aromacie przypominającym Château Yquem.

Tokajskie Wybierane („Asu”) – mocne, słodkie, nadzwyczaj aromatyczne , wino o szczególnym bukiecie, jest słynnym speciałem węgierskim. Należy do tych niewielu win na świecie, których słodycz wytwarza się w sposób naturalny przez zsychanie się przejrzałych gron na krzewach. Określenie „2”, „3”, „4” lub „5 putniowe” oznacza stopień słodyczy  wina wybieranego. Wskutek stosunkowo znacznej ilości zawartych w nim fosfatów tokajskie wino wybierane bywa używane w celach leczniczych, znano jest ponadto na całym świecie jako wino na szczególnie uroczyste okazje. Ono jest właśnie owym ożywczym nektarem, który poeci całego świata opiewają, płynne złoto, które wlewa w żyły ogień, podnieca zdrowych a przywraca siły chorym. Dzięki temu zasłużył sobie tokaj na powiedzenie: „wino królów i król win”. Tokajskiego wina wybieranego nie można porównywać z żadnym innym winem, gdyż nie ma mu równego.

Kapka czyli Samotreść Tokajska – najszlachetniejszy produkt tokajskiego winobrania, powstały z suchych, wybieranych gron, bogaty w cukier, lecz zawierający mało alkoholu. Spotyka się go jako rzadką specjalność.

     Poniżej artykuł Henryka Fukiera, który pierwotnie ukazał się czaspiśmie „Naokoło Świata” 1925 nr 12.

Nullum vinum nisi hungaricum – 1928 r.

   „Niemasz wina ponad węgierskie” – mawiali smakosze w dawnej Polsce, przekładając węgrzyn ponad wszelkie inne trunki.

   I słusznie. Gdyż nie tylko swym wybornym smakiem, z różnorodnością jego odcieni – od zupełnie wytrawnego do słodkiego, – nie tylko wykwintnym aromatem, t. zw. bukietem, lecz i swoją mocą, oraz „długotrwałością” przewyższają wina węgierskie wszelkie inne.

   Tylko w Polsce znalazły wina węgierskie należytą ocenę i tylko w Polsce, rzecz dziwna, nauczono się je hodować, dochodząc wielką pracą i znawstwem do świetnych rezultatów; nawet na Węgrzech nie wiedziano, iż wina wieki całe rozwijać się mogą. Stąd powstało znane powiedzenie o węgrzynie: Hungariae natum Poloniae educatum.

   O winie węgierskim pragnę mówić nie z punktu widzenia fachowej oceny, lub handlowej jego wartości, lecz jedynie, jako o trunku, od zamierzchłych czasów uważanym za polski trunek narodowy. W średniowieczu wino węgierskie mało jeszcze było w Polsce rozpowszechnione: w większej ilości zaczęto sprowadzać je dopiero w wieku 15-tym; z 16-tego wieku posiadamy już duży materiał archiwalny, dotyczący wwozu wina tego do Polski.

   W 1513 roku skarży się radzie miejskiej w Koszycach jakiś Michał Horwath, że mu oclono wina w Lublo, gdy nawet Kraków nie żądał od niego cła; w 1552 r. skarżą się mieszkańcy Koszyc, że bocznemi drogami przemycają wino do Polski.

   O rozpowszechnieniu wina węgierskiego świadczy i to, że już zajmują się niemi władze; ciekawe jest pod tym względem rozporządzenie Rady miasta Krakowa, dotyczące sprzedaży win: zabrania Rada sprzedawać wina bez etykiet. Etykieta na winie węgierskim ma być zielona, na winie morawskiem – koloru słomy, na czerwonem winie – koloru wypieczonego chleba; kto sprzeda wino bez etykiety, płaci pięć grzywien kary.

   O dobroci i renomie wina węgierskiego świadczy trzeci punkt rozporządzenia, który mówi, że nie wolno nikomu sprzedawać wina morawskie jako węgierskie. Ustanawiają dalej ceny win węgierskich i morawskich: cena zwykłego wina węgierskiego nie może być wyższa nad jeden grosz (za kwartę). Wino morawskie należy sprzedawać po 15 denarów[1].

   Kupcom polskim nie wolno było zakupywać wino inaczej jak w Koszycach, na mocy odnośnego przywileju, jakie miało to miasto. Z tego powodu wobec częstych nadużyć ze strony kupców polskich, mieszczanie Koszyc wnosili często skargi do króla. Celem ułatwienia transportu wina węgierskiego do Polski, utworzono dwa punkty dla handlu winem węgierskiem.

   Obydwa były na ziemi polskiej, w pobliżu granicy węgierskiej, jeden w Dukli, drugi taki punkt był w Jaśle. Obydwa te punkty podlegały prawom węgierskim. Cło nakładane na wywóz wina było dosyć wysokie, za beczkę 2 do 3 guldenów polskich. Poza cłem w Polsce jeszcze był podatek od spożycia, który był również dosyć wysoki, zwłaszcza od 1635 roku, gdy postanowiono, aby Węgrzy płacili od beczki cztery guldeny polskie.

   Stany Polskie uchwaliły w 1611 roku ustawę, określającą drogi, któremi można było sprowadzać wino do Polski, a więc Jasło, Dukla, Rymanów, Sącz (Sandecz), Nowy Targ, Krosno, Sambor, Stryj, Jordanów i Żmigród. O ile przyłapią kogo na drodze zakazanej, zabiorą mu wino, którego połowa należy się królowi, połowa zaś temu, kto doniósł o tem. Dba również ustawa polska o to, aby nie sprowadzać fałszowanego wina, osobnik, który to uczyni, karany jest stu grzywnami. Ustawy polskie szczegółowo określają ceny poszczególnych win. W 1593 roku cena starego wina węgierskiego wynosi pięć groszy, słabszego cztery, młodego – trzy. W 1611 r. stare wino węgierskie kosztuje już sześć groszy, młode pięć.

   Upowszechnienie się wina w Polsce – pisze Z. Gloger w swej „Encyklopedji Staropolskiej” – wypada na dobę Zygmunta III, co wyraźnie stwierdza Szymon Starowolski, pisząc w „Reformacji obyczajów polskich” na schyłku panowania Zygmunta III: „Za Zygmunta Augusta w jednym tylko domu w Krakowie wino szynkowano, teraz niemal w każdym, w klasztorach, u plebanów i u samych panów”.

   Zamiłowanie do wina węgierskiego przechowało się w tych sferach przez długie wieki; a i dziś jeszcze spotkać można po dworach i plebaniach stary węgrzyn, którym się właściciele chlubią, jako resztką spuścizny po dobrych czasach. Te sędziwe, omszałe butelki wyciąga się już tylko, oczywiście, na wielkie uroczystości familijne, zgodnie z tradycją, na wesela i chrzciny.

   W niektórych klasztorach już w wieku 16. mnisi próbowali zakładać ze szczepów węgierskich winnice na własny użytek. Usiłowania te jednak nie wydały w Polsce dodatnich rezultatów i powrócono do sprowadzania wina węgierskiego z jego ojczyzny. Do dziś dnia w Polsce na wino mszalne używane jest lekkie wino węgierskie, wytrawne i w dużych ilościach się je sprowadza.

   W ogóle, nie tylko do użytku kościelnego, przywozi się do nas więcej wina węgierskiego, t. zw. samorodnego, niż ciężkich, słodkich „maślaczy” i „kapek”, – wyszłych prawie zupełnie z użycia i rzadko już na Węgrzech spotykanych.

   Jak się okazało, nie tylko klimat Węgier, lecz przedewszystkiem gleba odgrywa w hodowli wina węgierskiego ważną rolę; niejednokrotnie próbowano przenosić winne szczepy do Beserabji i na Kaukaz, mając nadzieję otrzymania wspaniałych gron, które po wytłaczaniu daćby mogły mocniejsze wina, niż wszystkie południowe. Same wina węgierskie nie wszystkie były równe sobie. Dzielono je zawsze na północne i południowe, lecz w Polsce tylko te najlepsze z okolic miasta Tokaju, były powszechnie znane pod nazwą Tokaju[2].

   Okolice tego miasteczka, oraz Abauj-Szanto, Mad i inne, otoczone są łańcuchem wzgórz, pokrytych całkowicie winnicami – symetrycznemi nieskończonemi rzędami tyczek, podtrzymujących winną łozę.

   Przy pielęgnowaniu w piwnicach wina węgierskiego, zauważono osobliwe zjawisko. Oto wino w beczkach zaczyna się burzyć w tym samym czasie, kiedy jego rodzinne winnice zaczynają kwitnąć. Ten ciekawy objaw łączności wywiezionego wina z ojczyzny, tę jakby „nostalgję winną” wielokrotnie zaobserwowali kiprzy, w licznych dawniej piwnicach polskich winiarzy.

   Gdy w 17. wieku wina węgierskie bardzo rozpowszechnione zostały, powstały liczne składy i winiarnie, tak w Warszawie, jak i w Krakowie, gdzie wina węgierskie i miody sprzedawane były hurtowo i detalicznie, to jest na beczki i gąsiory. Podówczas winiarnie, w których szlachta i mieszczanie chętnie i licznie przebywali, odgrywały ważną rolę, gromadząc przedewszystkiem sejmikowych krzykaczy, u których winne wapory budziły wrodzone instynkty warcholskie. Lecz chcąc być bezstronnym, stwierdzić należy, że i niejedna dobra i szlachetna myśl zrodziła się za biesiadnym stołem, gdzie grono przyjaciół gaworzyło de publicis przy miodzie lub przy węgierskim winie.

Henryk Fukier

[1] Dane historyczne w tym szkicu zawdzięczam prof. Adorjanowi Diveky’emu, autorowi pracy pt.: „Stosunki handlowe Górnych Węgier z Polską (zwłaszcza w wieku 15-17)” – Budapeszt 1905 r.

[2] Por.: wódka francuska z okolic Cognac’u – Koniak

Poniżej Cennik Winiarni T. Fukiera

Zobacz też inne artykuły o Fukierze na moim blogu i polub mój Fanpage 🙂

Teofil Fukier na Wystawie Petersburgskiej w 1870 r.

Fuga Fukiera

Z wizytą w winiarni Fukiera w 1874 r.

 

 

(129)

No comments yet.

Leave a Reply