Samogon 1932 r. – część 1/2

Witam,

   Dzisiaj pierwsza część artykułu Jana Szulca z 1932 r. Obrazki pochodzą z artykułu. Zdjęcie wstępne to autentyczny sprzęt bimbrownika z II RP, także z artykułu. Druga część jutro 🙂

SAMOGON

   Malkontenci, narzekający na powszechny zastój w przemyśle i handlu, nie mają racji – istnieje bowiem dziedzina przemysłu, prosperująca świetnie na przekór wszelkim narzekaniom, mianowicie: potajemne gorzelnictwo.

   Anonimowy ów przemysł prosperuje tern lepiej, im bardziej pogłębia się kryzys gospodarczy. Jest to zrozumiałe, gdy się zważy, iż w miarę pogarszania się swej sytuacji finansowej przeciętny obywatel coraz rzadziej może sobie pozwolić na luksus picia drogiej wódki monopolowej. A że nawet w ostatecznej nędzy stworzenie ułomne, jakiem jest człowiek, bynajmniej nie wyrzeka się „rozkoszy” picia, pozostaje mu więc tylko picie wódki tańszej. Tę właśnie tańszą wódkę dostarczają mu potajemne fabryczki spirytusu.

   Kalkulacja takiej fabryczki jest niezmiernie prosta. Państwowy Monopol Spirytusowy kupuje po niespełna 1 złoty za litr spirytus produkowany przez legalne gorzelnie – i w tej kwocie mieści się już zysk producenta. Spirytus ten, po doliczeniu kosztów administracyjnych, oraz rektyfikacji, rozlewu i wreszcie wysokiej opłaty akcyzowej na rzecz Skarbu, Monopol sprzedaje po 10.80 zł za litr. Tymczasem anonimowy fabrykant, ponoszący jedynie niewielkie stosunkowo koszty wyrobu spirytusu, może sprzedawać swój towar za połowę tej ceny i jeszcze zarabia na tern paręset procent!

Samogon1   Interes tedy opłaca się znakomicie, nic dziwnego więc, że mimo licznych represji, stosowanych przez władze, tysiące potajemnych gorzelni pracuje „całą parą”, produkując rokrocznie setki tysięcy litrów samogonu. I rokrocznie Skarb Państwa ponosi z tego tytułu milionowe straty…

   Ilości anonimowych fabryczek spirytusu w Polsce nie sposób obliczyć nawet w przybliżeniu. Najwięcej jest ich na Kresach wschodnich, gdzie procederowi temu sprzyja rozwielmożnione tam niebywale pijaństwo wśród ludności wiejskiej. Przysłowiowa nędza wsi kresowej sprawia, że chłop zapija się tam „samogonem”, nie mając pieniędzy na wódkę monopolową. A że najczęściej chłop ów nie jest w stanie kupić nawet taniego stosunkowo samogonu, radzi sobie przeto w ten sposób, że sam zajmuje się pędzeniem wódki na własny użytek.

   To też w wielu wsiach na Wileńszczyźnie, Polesiu i Wołyniu w każdej niemal chałupie znajduje się mniej lub więcej prymitywne urządzenie do wyrobu „samogonu”. Najczęściej fabrykuje się tam wódkę ze spirytusu skażonego (denaturatu) przez odciągnięcie z niego drogą destylacji składników trujących. Sposób ten często zawodzi, gdyż zupełne odkażenie denaturatu wymaga bardzo precyzyjnych urządzeń, których chłop, oczywiście, nie posiada. W rezultacie – wypadki utraty wzroku, a nawet śmiertelnego zatrucia wskutek używania niedokładnie odkażonego denaturatu, są tam zjawiskiem nader częstym.

   Rzadziej – jeśli chodzi o „produkcję” na własny użytek – spotyka się urządzenia do pędzenia wódki z melasy lub zboża. Są one zbyt kosztowne dla wieśniaka, to też posiadają je przede wszystkim takie fabryczki, które są obliczone na zbyt swych wyrobów.

   Fabryczki te są gęsto rozsiane po całej Polsce, największe wszakże ich skupienie przypada na Kresy wschodnie. Niedostępne błota i bagna, rozlewiska rzek i jezior, zarosłe gęsto sitowiem, podmokłe lasy trudne do przebycia, znaczne oddalenie wsi od szlaków komunikacyjnych – wszystkie te właściwości terSamogon2enowe Polesia znakomicie ułatwiają ukrycie licznych „fabryczek” przed okiem władz. Wielkie niezamieszkałe przestrzenie Wołynia i Wileńszczyzny dostarczają potajemnym gorzelniom równie bezpiecznego schronienia.

   Aby zmylić czujność władz policyjnych i skarbowych, które ścigają niezmordowanie „konkurentów” monopolu spirytusowego, ci ostatni stosują niezwykle pomysłowe sposoby konspirowania swych fabryczek. Na Polesiu np. montuje się często aparaturę do pędzenia wódki na łodziach; fabryczka taka, zaszyta w sitowiu zdała od ludzkich osiedli, pracuje bez obawy „wsypy”. Gdy zagraża jej niebezpieczeństwo – po prostu zatapia się aparaturę, oznaczając odpowiednio miejsce zatopienia, a gdy niebezpieczeństwo minie – „fabryczkę” wyciąga się z wody i puszcza się ją na nowo w ruch!

   Istnieją też lotne wytwórnie „samogonu”, zmontowane na wozach chłopskich. Taka „gorzelnia na kółkach” wędruje z miejsca na miejsce po niedostępnych lasach i po drodze fabrykuje wódkę. O fortelach, stosowanych przez „asów” potajemnego gorzelnictwa, głośno było przed paru laty w całej prasie polskiej. Aparaty do pędzenia wódki znajdowano już nawet na… cmentarzu, ukryte dowcipnie w obmurowanym grobie. Szczytem wszakże pomysłowości było urządzenie tajnej gorzelni na strzelnicy wojskowej w Kołodence pod Równem – przy czym aparatura znajdowała się tam pod wałem chwytającym kule. Pędzono tedy „samogon” dosłownie pod ochroną kul!

cdn. CZĘŚĆ 2

(509)

1 comment

Dodaj komentarz