O hodowaniu wina nad Wisłą, list z 1828 r.

Witam,

   Dzisiaj myślę interesujący przyczynek do historii polskiego winiarstwa. Otóż natknąłem się na informację, że w Warszawie od 1824 r. (lub 1821 r.) istniała winnica założona przez francuza Pana Leraud. On to nie zrażając się naszym klimatem sprowadził z Francji winną latorośl, którą zasadził „gdzieś” w Warszawie, pielęgnował i doczekał się wina. A że był on członkiem towarzystwa agronomii praktycznej w Paryżu – zdał więc na ten temat listowną relacją przytoczoną poniżej.

   Powyżej obrazek winnicy, oczywiście nie warszawskiej, poniżej niepodpisana jest jeszcze widokówka sprzed 1920 roku.

O HODOWANIU WINA NAD WISŁĄ – 1830 r.
Przez P. Leraud, Członka towarzystwa Agronomii praktycznej w Paryżu.

   Jakkolwiek pisane to jest w naszym kraju, gdy atoli prócz Warszawy mało kto wie o tym po województwach, wypisuję tu jego raport do Towarzystwa.

   W 1824 roku sprowadziłem, mówi on, winorośle do Warszawy znad brzegów Mozeli, w gatunku białym i czarnym, sadziłem je na pochyłości góry, wystawionej na południe, w piasku białym krzemienistym i chudym.

   Wtykałem sadzonki w kwietniu wedle przepisów, jakich się trzymają w Burgundii, w ustępach półtora łokciowych. W pierwszym zaraz roku puściły rzuty, 3 linie w przecięciu mające, a 20 do 24 cali na długość. Ten początek uczynił mi nadzieję lepszego skutku, przy czym jeszcze to uważać należy, że grunt ten żadnym nawozem nie był poprawiony. Za zbliżeniem się zimy, odwiązałem rozpięte wici, a okręciwszy słomą, kładłem je na płask w rowki, tym końcem kopane, suchym liściem poprzykrywałem i obsypałem ziemią. Ówczesna zima była tęga, a mrozy dochodziły do 20 stopni Réaumura (-25° C). Za nadejściem wiosny, gdy po wydobyciu zadołowanych winorośli, spostrzegłem z zadziwieniem, że żadnej z nich mróz nie dosięgną. W trzech latach następnych, podobnież się z niemi obchodziłem, i żadnej nie doświadczyłem szkody.

   W roku 1825 rznąłem ich wedle zwyczaju, a tego samego roku kilka egzemplarzy urodziło grona, większa zaś część puściła 3-łokciowe wici. Drugiego roku już tłoczyłem wino, na 20 sążniach kwadratowych miałem 160 butelek. Pewien winiarz Koblencki gdym go tym winem częstował, wziął go za wino Mozelskie.

   Niektórzy dziennikarze polscy porównywali go z austriackim, ja zaś strawiwszy większą część mojego życia we Francji i przyzwyczajony do wybornych win ojczyzny mojej, więcej jak kto inny mogę ocenić korzyści z zaprowadzenia tego gospodarstwa do Polski, i bez przesady twierdzić mogę, że wieje krajów, w których są winnice, podlejsze miewają, wina od Warszawskiego.

   W roku 1827 te 20 sążni kwadratowych czyli 6 prętów francuskich przyniosły mi wina pełną beczkę tej samej dobroci, i nie wątpię, że się na przyszłość poprawi jeszcze, w miarę jak się starzeć pocznie macica. Hrabia Mostowski, Minister Spraw Wewnętrznych, w polskich dziennikach zdał sprawę z tego gospodarstwa, zachęcając ziomków swoich do chwytania się tej gałęzi przemysłu, i nie ,tylko używa do tego środków, jakich mu władza urzędowa użycza, ale jeszcze z własnego doświadczenia stawia przykłady. On to był najpierwszy co udowodnił, że w Polsce pod gołym niebem hodować można gatunek winorośli chasselas zwany. KONIEC

Warszawa Wino ObrazWObraz, autorem jest chyba Teschek Keller

   Artykuł ten znalazłem w czasopiśmie z 1830 r., ale jest on także przedrukach późniejszych. W gazecie z 1875 r. jest następujący wstęp do powyższego listu Hodowla winorośli Chasselas i wyrób wina francuskiego w Warszawie. Piękne okazy białych winogron, dojrzałych w drugiej połowie miesiąca sierpnia w roku tak niepomyślnym dla owoców jak bieżący, a umieszczonych w oknie wystawy sklepowej braci Bardet’ów z napisem: Chasselas Vibert, krzew kop.50, a nieco wyżej: Sprzedaż wina na butelki, mimowoli nasunęły nam na myśl, że przemysł wyrabiania win francuskich w Warszawie datuje się już od lat pięćdziesięciu blisko. Pierwszym pionierem, szczepiącym ten proceder nad Wisłą, był Francuz, pan Leraud, członek Towarzystwa agronomii praktycznej, który w 1828 roku następny w tej materii przesłał raport Towarzystwu.” 

   Jest i zakończenie – Ani jednakże działalność p. Leraud’a, ani zachęty Hr. Mostowskiego nie zwróciły na siebie poważniejszego nastroju myśli naszych ziemian, z powodu zajęcia się ich uprawą kartofli na większą skalę, w celu przeróbki tychże na okowitę.” No tak zapewne gdyby nie ziemniak bylibyśmy teraz winnym eldorado 🙂

   W kolejnym czasopiśmie, tym razem z 1889 r. znajduje się o informacja o pierwotnym „tłumaczu” tego listu i pierwszym źródle polskim, które je zawierało:

1889 r. WSTĘP

   Wielce zasłużony dla polskiego ogrodnictwa hr. Stanisław Wodzicki, oprócz bardzo cennej 6-tomowej książki swojej „O Chodowaniu Roślin”, wydawał nadto od 1-go stycznia 1829 r. aż do r. 1836 (z dłuższą przerwą z powodu r. 1830) „Dziennik Ogrodniczy”. Wyszło ogółem tego periodycznego wydawnictwa, ukazującego się co kwartał, 3 tomy, dziś w handlu dosyć rzadko napotykane. „Dziennik” ani dziennikiem, ani gazetą ogrodniczą, w pojęciu zwykle do tego wyrażenia przywiązanym, nie był. Były to tylko wypisy (tłumaczenia) z rozmaitych współczesnych pism ogrodniczych zagranicznych, oraz autorów tak ogrodników, jak i botaników. Wśród tej silva rerum niezmiernie skąpo rozsiane są wiadomości o ogrodach i ogrodnictwie krajowem, a szkoda, bo hr. W. dużo mógł w tej materii napisać ciekawych i ważnych rzeczy, które oświeciłyby nas i na ślady tego co wówczas w kraju w dziale ogrodnictwa robiono, naprowadziły.

   Przerzucając tomy „Dziennika” znaleźliśmy w pierwszym z nich wiadomość, która zapewne zajmie szan. czytelników naszych i dlatego ją podajemy. Rzecz ta zatytułowana jest: „O chodowaniu wina nad Wisłą”, p. Leraud, człon. Tow. Ogr. Prakt. w Paryżu…

   Dalej następuje przytoczenie listu… Jakkolwiek pisane to jest w naszym kraju, gdy atoli oprócz Warszawy mało kto wie o tem po województwach, wypisuję tu jego raport do Towarzystwa. Przypuszczam, że wstęp ten napisał hr. Stanisław Wodzicki, po czym przytacza list p. Learud, który zaczyna się od podania roku – 1821. Powyżej w przytoczonym liście jest rok 1824, występuje więc rozbieżność dat.

   „W 1821 sprowadziłem, mówi on, winorośle do Warszawy z nad brzegów Mozelli, …

   I zakończenie wzmianki z 1889 r. jest następujące:

1889 r. ZAKOŃCZENIEKobiety i wino2

   Jakkolwiek w artykule p. Leraud czuć pewną przesadę i trudno nam uwierzyć, by wino nadwiślańskie było równie dobre jak mozelskie (zwłaszcza o ile będzie z chrupki (Chasselas) wytłoczone), to jednak okazuje się, że już w początku prawie bieżącego stulecia dowiedziano się o możliwości otrzymania dojrzałych gron pod gołym niebem w okolicach Warszawy. W artykule wprawdzie nie wskazano gdzie to mianowicie hodowla miała miejsce, z opisu gruntu można jednak domyślać się, że po prawej stronie Wisły.

   Z tej dziedziny znany mi jest jeszcze inny fakt podobny.

   Przed laty kilkunastu, pod Nieporętem na wzgórzach piaszczystych, stanowiących obrzeżenia Powiśla francuz jakiś założył winnicę, z którejś jak wieść niesie, miewał dochodu do 5000 rs. rocznie. Szczątki tej winnicy przed kilkoma laty widziałem i między innymi przekonałem się, że korzenie winorośli przebiły tu całą warstwę piaszczystego pagórka na kilkanaście stóp wysokiego, by wrosnąć w żyzny grunt niziny. Dzięki temu, winnica, starannie zresztą utrzymywana, dobre dawała rezultaty.

   Czy przykłady te zachęcą właścicieli nieużytków powiślańskich do uprawy winorośli? Przecież dziś znamy wcześniejsze i lepsze odmiany wina, niż za czasów Wodzickiego i Mostowskiego. Przecież posiadamy podręczniki wskazujące jak hodować krzew winny racjonalnie.

   Przecież na koniec są nad Wisłą i indziej ziemie, jeszcze na ten cel odpowiedniejsze niż piaszczyste pagórki, a za takie uważamy wapienne wzgórza, w znacznej ilości rozrzucone po obu stronach królowej naszych rzek, od Kazimierza do Radiowa, dalej niedaleko Opola, w Chełmskiem itp. Warto nad tern zastanowić się i rzecz bliżej nieco zbadać.

Edmund Jankowski

   Mam nadzieję, że podany wpis będzie stanowił wkład w historię polskiego winiarstwa, które obecnie rozwija się bardzo prężnie 🙂

   Poniżej jeszcze notka z 1817 r. Być może krajowe wina byłby i tak lepsze od importowanych, które bardzo często były po prostu fałszowane.

1817 Wino Ostrzeżenie W

(714)

2 komentarze

  1. pollabel napisał(a):

    W Płocku – mieście położonym też nad Wisłą 🙂 jest dzielnica o nazwie Winiary. Nazwa ta pojawia się już przed XV wiekiem i jest oczywiście związana z uprawą winorośli i produkcją wina. Ukształtowanie skarpy wiślanej w okolicach Płocka ( wzgórza ok. 50 m wysokości) idealnie nadawało się na winnice. Arcybiskup J. Nowowiejski w książce „Płock – monografia historyczna ” pisze między innymi : ” Zwrócić należy uwagę w tym akcie na świadectwo o kulturze wina w Płocku , zapewne dla celów liturgicznych głównie uprawianego. Winnice istnieją jeszcze w 1569 r. na górach zamkowi i miastu przyległych; w roku 1592 czytamy w dokumentach o winnicy prepozytora kolegiaty, a w 1616 czytamy o dwóch winnicach : „jedna przy zamku u bramy grodzkiej , druga nad Wisłą nieogrodzona czynią obie łącznej intraty złp 30″ , a już w 1661 roku zapisano : ” Winnice ad praesens finditus spustoszone i żadnego z nich nie ma pożytku „.
    Z tego opisu wynika, że pod koniec XVII wieku winiarstwo w Płocku upadło, a szkoda, bo wzgórza ciągle istnieją 🙂

    • Czajkus napisał(a):

      Nazwa „Winiary” jest jak piszesz związana z winem, ale są i „Winniki”, które jak ostatnio przeczytałem wcale, jak by się zdawać mogło, z winem związane nie są cyt. „Pędzono przeto u nas w owych czasach wódkę także w bardzo licznych gorzelniach miejskich. Z biegiem czasu jednak wskutek odnośnych ustaw państw zaborczych gorzelnie po miastach i miasteczkach zniknęły z powierzchni i pozostał po nich jeszcze tu i ówdzie ślad w nazwie przedmieść lub przysiółków „Winniki”.”

      Także Winiary to pamiątki po winnicach a Winniki po gorzelniach 🙂

Dodaj komentarz