Opowieści dziwnej treści – „Żyd karczmarz”

Witam,

   Dzisiaj wpis z serii Opowieści dziwnej treści o wydźwięku antyalkoholowym. Jest to historia, jak podaje autor, prawdziwa z końca XIX w. Żydzi jako właściciele lub dzierżawcy dużej części karczem wiejskich widzieli swój interes w tym, by namawiać chłopów do picia wódki. Z drugiej strony kościół agitował w druga stronę – by nie pić. Jak to wyglądało – poniżej relacja z pierwszej ręki.

ŻYD KARCZMARZ – 1887 r.
Z prawdziwego zdarzenia napisał Józef Dziankowski, ślusarz

   Jadąc z montażu, nie wiem jakim sposobem uroniłem pugilares (przestarzale portfel), zawierający 80 rs. Byłem nadzwyczaj zmartwiony, pomimo to kazałem Jaśkowi zajechać przed karczmę, aby zmordowane konie cokolwiek popaść. Gdy wszedłem do izby, zacząłem się przechadzać zamyślony, nie mówiąc do nikogo ani słowa. Żyd karczmarz, widząc, iż nie każę sobie dawać ani jeść, ani pić, przystąpiwszy do mnie, rzekł:
– Niech to będzie bez urazy pańskiej, czy nie możnaby się spytać, co to panu jest, że pan tak chodzi a chodzi, myśli a myśli?
– Idźże precz żydzie, co tobie do tego – odpowiedziałem zirytowany.

   Żyd zamilkł, lecz po niejakiej chwili znowu odezwał się do mnie.
– Jak ja uważam, rozważam, to ja się domyślam, że pan ma jakieś gryzoty.
– No i cóż z tego? – odpowiedziałem, patrząc się na żyda.
– Co z tego? Oto to z tego, że ja bym panu poradził na te zgryzoty…
– Ty? głupi żydzie – odpowiedziałem.
– No, niech ja sobie będę i głupi, co mnie to szkodzi? ale dlatego pan może mnie posłuchać.
– Nie słucham cię, idź precz – odpowiedziałem ze złością.
– No, ja wiem, że mnie pan posłucha, jak panu tylko dwa słowa powiem.

   Ciekawością zdjęty, coby to być mogło, co on mi ma powiedzieć, stanąłem i rzekłem:
– No, gadaj żydzie.
– Czy pan widzi tę górę, co tam jest niedaleko lasu? Prawda, że ona jest duża?
– Tak, prawda że duża! – odpowiedziałem.
– Ta góra jest duża, a rydel co tak jest mały, to tę górę rozkopie; a więc rydel jest mocniejszy od góry. Czy prawda panie?
– No, prawda i cóż dalej? – odpowiedziałem.
– Pan powiada, że rydel jest mocniejszy od góry, a włożyć ten rydel w ogień, to on się w nim roztopi; a więc ogień jest jeszcze mocniejszy od rydla, czy nieprawda, panie?
– Prawda – odpowiedziałem.
– Pan tak powiada, że ogień jest mocniejszy od rydla; a nalać na ogień wody, to ogień zgaśnie, a to dlaczego? oto dlatego, bo woda jest mocniejsza od ognia. No, powiedz pan, czy to nieprawda?
– Słusznie mówisz, woda jest mocniejsza od ognia.
– Woda jest mocniejsza, to pan tak powiada; a jak na wodę przyjdzie wiatr, to ona i tak i tak porusza się na wszystkie strony, a porusza się dlatego, że wiatr jest mocniejszy od wody. No, powiedz pan, czy ja kłamię?
– Nie, mówisz prawdę.
– Pan utrzymuje, że ja mówię prawdę, ale pan wie, że jak człowiek zbuduje sobie chałupę, jak się zamknie w tego chałupę, to jemu i wiatr nic nie poradzi, a to dlatego, że człowiek jest mocniejszy od wiatru. No i cóż pan na to?Przedstawienie ''Pusta karczma'' w Teatrze Nowości w Krakowie. Leopold Zbucki (z lewej) i Roman Jaglarz w jednej ze scen przedstawienia.
– Prawda, ani słowa – odpowiedziałem.
– Więc pan mówi, że człowiek jest mocniejszy od wiatru; ale jak na człowieka przyjdzie zgryzota, to po nim tak jeździ i tak go męczy, że on jak gdyby pałką w łeb dostał. A co, nieprawda panie, że zgryzota to jest mocniejszą od człowieka?
– Oj, co prawda to prawda, mój żydku. Tak, zgryzota jest mocniejsza od człowieka.
– Pan mówi, że zgryzota jest mocniejszą, a ja powiadam, że jak człowiek na zgryzotę wypije jeden i drugi kieliszek wódki, to i zgryzotę diabłu weźmie; a więc gorzałka jest mocniejsza. No, powiedz pan sam, czy to nieprawda?
– Zdaje się – odpowiedziałem.
– No, widzi pan, że dowiodłem co to jest gorzałka; a że pan ma zgryzotę, a ja mam wyborową wódkę szabasówkę, życzę, abyś się pan napił z parę kieliszków, a ręczę moją poczciwością, że pan gorzałką zabijesz swoją zgryzotę.

   Gdy przebiegły karczmarz wymawiał ostatnie słowo, naraz z trzaskiem otwarły się drzwi, a w nich zadyszany ukazał się Jasiek.
– Na miłość Boską, co ci się stało? – zapytałem się go.
Jasiek skłonił mi się do samej ziemi i po chwili rzekł:
– Pański pulares w siedzeniu znalazłem; oto jest nienaruszony.

   Uradowany, kazałem Jaśkowi podać gorzałki. Lecz Jasiek odpowiedział, że nie pije, że wszyscy parobcy ze wsi Gruduska, dali słowo proboszczowi, że pić wódki nie będą i słowa dotrzymać powinni. Wynagrodziłem więc Jaśka i pojechałem.

   Na szosie długo stał żyd drapiąc się po brodzie i myśląc w duchu: co to dalej będzie robić?

Mława, 7 Maja 1887 r.

Powyżej na zdjęciu Leopold Zbucki (z lewej) i Roman Jaglarz w jednej ze scen przedstawienia ”Pusta karczma” w Teatrze Nowości w Krakowie w 1926 r.

(541)

No comments yet.

Dodaj komentarz