Opowieści dziwnej treści – „Psychoterapia”

Witam,

   Dzisiaj ponownie odcinek Opowieści dziwnej treści.

PSYCHOTERAPIA – 1937 r.

– Ja, panie kochany, bardzo lubię popić i zakąsić. I nie tyle zakąsić co popić. To dziedziczne. Ze strony ojca uwielbiam wódkę, a ze strony dziadka nieboszczyka – koniak. Jałowcówką też nie gardzę, ale to już po kądzieli.

Mówi więc do mnie moja żona ślubna:

– Ach, Piotrusiu jakiś ty niedobry! Twoja skłonność – powiada – do płynnych ciał rozweselających zabija mnie.

– Z przyjemnością – powiadam – przestałbym zatruwać organizm, ale nie mam dostatecznego impulsu woli.

– Doskonale rozumiem, ale wszak można zwrócić się do hypnotyzera. Leczy psychoterapią. Niech cię – powiada – na mleko przeciągnie. Zakąska ta sama niech będzie, śledzik – powiada – albo ogórek, ale zamiast spirytualii – mleko.

Poszedłem więc do hypnotyzera. Przyjął mnie. Powiadam popić sobie lubię i serdecznie pragnę się odzwyczaić.

– A dlaczego pan pije? – pyta hypnotyzer – dziedziczność, czy własna, pańska inicjatywa?

Dziedziczne – powiadam. Wódzię ze strony tatusia uwielbiam. Tylko zimna żeby była z lodu… i oczywiście mocna. A zagrycha też musi być, coś takiego…

– No tak, bez zagrychy pić, to brak wychowania… Ze śledzikiem można.

– Ze śledzikiem można i z grzybkami. – Myśliwskie kiełbaski są dobre, a świeży pomidorek też niezły. Po tych słowach zakradł mi się do, serca cichy smutek.

– A jak sprawa z koniakiem? – pyta hipnotyzer.

– Koniak – powiadam – ze strony dziadka nieboszczyka. Też niezły wynalazek. Tylko zakąskę ma ograniczoną.

– Słusznie – powiada hypnotyzer.

– Więc zaczynamy. Na początek, koniak będziemy wybijać z głowy. Zaczął na mnie patrzeć i ręką w powietrzu wywijać.

– Nakazuję – powiada – koniaku, nic używać. Nic w nim dobrego nie ma a pod względem zakąski – płyn mało wartościowy.

A ja siedzę i czuję, rzeczywiście, wobec wódki koniak nie wiele wart.

– No – powiada hypnotyzer – z dziadkiem już skończyliśmy. Co pan, woli – powiada – kieliszek wódki, czy koniaku?

– Wódki – powiadam.

– Aha – mówi – podziałało. Naukowa metoda. Trzeba teraz oblać powodzenie. I honorarium – powiada – 20 złotych.

Poszliśmy naprzeciwko do knajpy i dobrze sobie popili. Nazajutrz następna wizyta. Wybijamy Jałowcówkę. A czystą tymczasem zostawiamy. Najpierw drugorzędne napoje. Według katalogu, żeby niczego nie opuścić. I zaczęło się nowe życie. Wybijaliśmy portwein, maderę, benedyktyn, szampana, jasne piwo. Za każdym razem oblewaliśmy powodzenie wódką. I już hypnotyzer honorarium ode mnie nie bierze; po przyjacielsku leczy.

– Co tam – powiada – honorarium. Chodź, lepiej napijemy się. Dobry hypnotyzer. Rzeczywiście już trzeci miesiąc nic, oprócz wódki do ust nie biorę.

Dziś zdobyłem nowy cennik win i wódek. Przejrzałem i pomyślałem, ile to człowiek wynalazł rozmaitych napojów szkodliwych pod względem fizycznym i moralnym. Pokiwałem tylko głową.

I wypiłem dużą czystą na cześć psychoterapii.

Michał Zoszczenko

(166)

1 comment

  1. barteczek19 napisał(a):

    Psychoterapia? Tylko z dobrym specjalistą! Sam chodziłem do p. Ewy Guzowskiej – czołówka polskich psychologów. Można się wiele nauczyć od tej kobiety, polecam! 🙂
    http://www.psychoterapia-coaching.pl/oferta/psychoterapia-psycholog.html

Dodaj komentarz