Samogon 1932 r. – część 2/2

Witam,

   Część druga artykułu Jana Szulca z 1932 r. Pierwsza część TUTAJ

SAMOGON

   (…) Fabryczki tego typu są nader różnorodne. Od najprymitywniejszych, składających się z kotła, paleniska, kilku naczyń i rur – do kompletnych gorzelni, wyposażonych we wszelkie nowoczesne aparaty techniczne. Niemniej rozmaita jest zdolność produkcyjna tych fabryczek: podczas gdy jedne wytwarzają dziennie zaledwie kilka czy kilkanaście litrów spirytusu, inne mogą produkować dziennie pięćset i więcej litrów! Przed paru laty wykryto w lasach tuż przy granicy bolszewickiej „lotną” gorzelnię na wozach, w której znaleziono 8 tysięcy litrów zacieru!

Samogon4 Rybnik

   Warto tu wspomnieć o innym jeszcze wypadku wykrycia potajemnej gorzelni – tym razem w Warszawie. Zaczęło się od tego, że władze skarbowe systematycznie natrafiały w różnych podejrzanych szynkach na wódkę nielegalnego pochodzenia, sprzedawaną po cenach znacznie niższych od monopolowych. Wszczęto tedy dochodzenie, które trwało kilka tygodni. Żmudne obserwacje doprowadziły wreszcie wywiadowców do domu nr. 34 przy ul. Świętojerskiej, w którym mieszczą się hale.

   Pewnej nocy otoczono ten dom i rozpoczęto drobiazgową rewizję wszystkich pomieszczeń. Przetrząśnięto cały dom – jednak bez skutku. Wówczas wywiadowcy udali się do piwnic pod domem mieszkalnym i halami. Piwnice te ciągnęły się na dłuższej przestrzeni, tworząc rozgałęzione lochy, ciemne, zalane wodą i pełne szczurów. Przeciskając się przez nie z trudem, wywiadowcy natrafili wreszcie na drzwi, zamknięte na kłódkę. Wyłamano je, wyważono następne, ukryte za pierwszymi – i oto przedstawiciele władz znaleźli się w wielkiej, nowocześnie urządzonej gorzelni. Przy „pracy” zastano trzech wspólników: Izraela Chodaka, Joska Rosenfelda i Srula Rozenbauma.

   W gorzelni tej pędzono spirytus z cukru, a nie z melasy lub ze zboża, jak to się zwykle praktykuje w tego rodzaju „fabrykach”. Na miejscu znaleziono trzy wielkie kadzie z zacierem i kilkadziesiąt litrów gotowego spirytusu. Jak wykazało dalsze dochodzenie, „fabryka” ta funkcjonowała już około dwóch miesięcy, wyrabiając do 200 litrów spirytusu dziennie!

   Walkę z potajemnym gorzelnictwem prowadzi policja, straż graniczna, kontrola skarbowa i K.O.P . Co roku likwiduje się w całej Polsce po kilkaset placówek tego anonimowego „przemysłu” i co roku na ich miejsce powstają setki nowych fabryczek, jeszcze lepiej zakonspirowanych i coraz doskonalszych pod względem technicznym.

   Przed paru laty obiegły prasę codzienną nazwiska kilku „asów” potajemnego gorzelnictwa na Wołyniu. Na czołowym miejscu wymieniano wówczas Helenę Bulbinę z Żytynia, która miała już 18 spraw sądowych za nielegalne pędzenie wódki. Następnym z kolei był Uszer Ponimański z Tuczyna – wybitny „spec” od organizowania lotnych gorzelń, pracujących na jego rachunek. Chłopom, zatrudnionym w swoich „fabrykach”, Ponimański płacił po 10 zł. dziennie, a gdy któryś z nich wpadł w ręce władz – otrzymywał dodatkowo po 10 zł. za każdy dzień zamknięcia w więzieniu. Nic więc dziwnego, iż żaden z wtajemniczonych nie próbował nawet „zasypać” swego szefa wobec władz, to też pan Uszer zawsze wychodził cało z najgorszych opresji…

   Na ziemiach zachodnich fabrykacja „samogonu” jest mniej rozpowszechniona, za to spotyka się tu dość znaczny przemył wódki z Niemiec i Czechosłowacji, zakupywanej w tych krajach przez przemytników po specjalnie niskich cenach „eksportowych”. W okolicy Rybnika oraz w pow. częstochowskim kwitnie obok tego przemył eteru, używanego przez miejscową ludność zamiast wódki, bądź też jako domieszkę do niej. Eter jest tańszy od wódki i posiada znacznie silniejsze własności upajające – tym się tłumaczy jego rozpowszechnienie wśród ludności wiejskiej, nie zdającej sobie sprawy z tego, że picie eteru jest wprost zabójcze dla organizmu ludzkiego.

Samogon3 Torpeda   Na Pomorzu natomiast spotyka się w obrocie nielegalnym spirytus monopolowy, sprzedawany po bardzo niskiej cenie. Jest to spirytus przeznaczony na eksport i sprzedawany przez Monopol eksporterom po cenie kilkakrotnie niższej od ceny obowiązującej wewnątrz kraju. Ośrodkiem wszelkich „kombinacji” z tym spirytusem jest Gdynia. Trafiają się tam niesumienni eksporterzy, którzy wywożą spirytus eksportowy poza obręb naszych wód terytorialnych (6 mil od brzegu) i tam przeładowują go na kutry rybackie – te zaś przemycają go z powrotem do Polski.

   Małe i niepozorne kutry rybackie, myszkujące po zatoce, sprawiają wiele kłopotu straży granicznej! Płytko zanurzone, mogą one przybijać do brzegu w każdym miejscu i mogą też – pod osłoną nocy lub mgły – wślizgnąć się do którejś z wpadających do morza rzeczek i zatrzymawszy się w umówionym miejscu, wyładować swój cenny ładunek wprost do oczekujących już samochodów, które uwożą go w głąb kraju. Proceder ten uprawia bardzo wiele kutrów rybackich.

   W pewnych wypadkach używa się do przemycania spirytusu specjalnie skonstruowanych „torped przemytniczych”. Są to wysokie uchwyty, trzymające stos ustawionych jedna na drugiej metalowych skrzynek ze spirytusem. Torpedę taką przytwierdza się za specjalne ucho pod kutrem. Gdy zagraża niebezpieczeństwo – odczepia się ją po prostu i zatapia w morzu!

Jeżeli podobał się Szanownemu Czytelnikowi powyższy artykuł to proszę o wciśnięcie like’a poniżej 🙂

(366)

1 comment

Dodaj komentarz