Szampan Doyen – Historia pewnej butelki – część 1/2

Witam,

   Dzisiaj ciekawy tekst reklamowy popularnej w Królestwie Polskim i Rosji szampańskiej marki Doyen et Comp. Wpis podzieliłem na dwie części, bo tekst jest dość obszerny.

HISTORIA PEWNEJ BUTELKI – 1910 r.

   Stała na wystawie bogatego sklepu zajmując narożne miejsce w szeregu szklanych towarzyszek. Dookoła piętrzyły się delikatesy, słodycze, stosy egzotycznych owoców. U stóp jej, w wianku złocistych messyńskich pomarańcz puszka sztrasburskiego pasztetu półgłosem sprzeczała się z okrągłem pudełkiem kawioru astrachańskiego.
– Pękate to takie i pcha się na pierwsze miejsce!
– A ty byś może chciała sama jedna się tu wylegiwać, gęsia wątrobo w glinianej koszuli!

Champagne5W

Pin-up girl z szampanem

   Butelka spojrzała na sprzeczających się z uśmiechem. Obok stały rzędem flaszki burgunda w zielonych błyszczących czapkach – dalej złociste „Barsac” i poważny „Médoc”, w żółtych i czerwonych kaszkietach, wysmukłe koleżanki znad Renu, bateria omszałych węgierek, słowem cała armia szklanna pełna treści, humoru i woni. Ona stała w samym rogu wystawy i nawet jej do głowy nie przyszło sprzeczać się o miejsce.
– Pani rzeczywiście imponujesz nam manierami! – rzekła do niej węgierka – stoisz sobie spokojnie na boku, nie pchasz się na pierwsze miejsce…
– I tak mnie wezmą! poszukają, znajdą! Beze mnie się nie obejdzie żadna prawdziwa feta!
– No, to zależy od gustu!
– Tak, ale moje miejsce zawsze jest na ostatku! wy przychodzicie przede mną – a ja konkluduję!
– No, no! i czemże się to dzieje?
– Bardzo proste. Wy sycicie pragnienie, pobudzacie apetyt, ja sytym daję humoru, werwy, podniecam ich fantazję, ożywiam krew, niosę wesołość, dowcip – czasem zapomnienie, czasem nadzieję, czasem nawet – słodki szał!…
– Skądżeś wzięła to wszystko?
– Z Szampanji przybywam – córą Francji jestem – galijski humor we mnie się pieni, francuska lekkość i wdzięk musuje we mnie! A mimo to jestem kosmopolitką!
– Kosmopolitką? jak to?
– Tak. We Francji, nad Marną, opodal starej Rheimskiej katedry się urodziłam, a jestem obywatelką całego świata. Wszędzie ze mną spotkać się można: w Londynie, tak samo jak w Moskwie, w Sztokholmie i w Melbourne, w Konstantynopolu i Rio de Janeiro, w Indjach, i w Japonii, na wyspach Sandwich i w mroźnej Syberji, na dalekim Zachodzie Zjednoczonych Stanów i na dworze Negusa Abisyńskiego, piją mnie w wykwintnej bulwarowej restauracji, zarówno jak w barze nocnym, w pałacach monarchów i w restauracyjnym wagonie… słowem – jestem wszędzie i zawsze wszędzie i zawsze też witają mnie wyciągniętą dłonią i wesołym uśmiechem.
– I to od dawna już masz takie powodzenie?

   Szampanka uśmiechnęła się skromnie.
– Ród mój zawsze się niem cieszył. Od pierwszej chwili mego powstania. Liczna bardzo jest nasza rodzina i różne naturalnie nosimy imiona, ja np. zowie się „Doyen et Comp”, wszędzie jednak i zawsze wyróżniają nas, byle krew była dowiedziona, byle pochodzenie nasze naprawdę wiodło do słonecznej, pełnej blasków i kwietnych woni Szampanii.
– Któż był jednak protoplastą waszym? opowiedz nam twoją historię rodową.
– Historia to niekrótka. Cała nasza rodzina pochodzi, jak już wspomniałam z okolic Rheims i Epernay, z kraju gdzie na przestrzeni 10 zaledwie tysięcy hektarów, rozsiadły się winnice dając ten wyjątkowy produkt zawarty w pękatem mojem wnętrzu. Czem się to dzieje, że na tej równinie dającej nam swoje nazwisko, rośnie winna latorośl o tak cennych i wyjątkowych przymiotach, jakie nigdzie zresztą na całym świecie nie spotkać – tego już nie wiem i nie zbadali tego dotąd ani przyrodnicy, ani fabrykanci nasi. Grunt tam próchniczy, żyzny na skalistem podłożu, bogaty w krzem – oto wszystko co się da o nim powiedzieć. Od dawna też ta wyjątkowość Szampańskich winnic drażniła zawistnych, od dawna próbowano szczepy naszych rodowych winnic przeflancować na inne ziemie, pod inne nawet szerokości geograficzne, ale nie udawało się to nigdy w tym stopniu aby wino szampańskie można było gdzie indziej jak w Szampanji uzyskać. Niemcy, Węgrzy, Belgowie, Rosjanie, Yankesi wreszcie, próbowali tego niejednokrotnie. Są też u nich różne pseudoszampańskie winnice, ale wina szampańskiego prawdziwego nie ma.

Stary francuski plakat obiad i szampanStary francuski plakat „Obiad i Szampan”

   Ojczyzna moja dostarcza światu corocznie około 200,000 hektolitrów, czyli około 25 milionów butelek oryginalnego szampana, z której to ilości 17-18 milionów butelek skonsumowanych bywa corocznie poza granicami Francji. Wielu utrzymuje, że szampan jest fabrykatem chemicznym i wychodząc z tej zasady fabrykują ludzie różne mikstury, wlewane w butelki tego co ja kształtu i oklejane podrabianymi etykietami, które jednak nigdy nie zwiodą człowieka co już prawdziwego szampana kosztował. Bo gdyby nawet wino szampańskie można uważać za fabrykat chemiczny, ze względu na proces jakiemu ono dla wytworzenia swych wyjątkowych własności podlega, to jednak faktem niezbitym jest, że do fabrykacji wina szampańskiego w pierwszym rzędzie potrzebne są prawdziwe szampańskie winogrona. Bez szampańskich winogron – nie ma i nie może być prawdziwego szampana. To pewnik dowiedziony.

   Naturalnie nie wszystkie winogrona szampańskie są równej wartości. Dzielą się one podług zalet swoich na pewne klasy: I tak: winnica w Ay, w Verzenay, Mareuil, Rilly, Cramant, Avise, należą do najlepszych; Champillion, Hauvilier, Cumiéres, zajmuja drugie już miejsca, a dalej dopiero idą Damery, Venteuil i inne.

   Stwierdzony heraldycznie nasz początek datuje się od sławnego dom Périgona, piwnicznego opactwa w Hautvillers, jednego z największych piwnicznych na świecie. Zakonnik ten świętobliwy (zmarł około 1715), pierwszy zaczął fabrykować produkta z winnic swojego opactwa wino musujące.

   W podeszłym już będąc wieku oślepł i dotknięciem palców tylko już rozpoznawał grona nadające się do wyrobu tego przedziwnego napoju. Naturalnie, ród nasz jest starszy i sięga właściwie lat dużo dawniejszych.

   Już za czasów kiedy przeorem w Rheims był Filip VI Walezjusz, a zatem w 1328 r. jak głoszą stare kroniki, wypijano w opactwie około 300 butelek „wina musującego”, z winnicy miejscowej. Ale od dom Pérignon’a zaczęła się już fabryczna genealogia nasza w uporządkowany sposób.

   Naturalnie postęp i tu jak wszędzie zaznaczył swój zwycięski pochód. Dom Pérignon i uczniowie jego: Jan Oudart, bracia zakonni Filip, Lemaitre i Andrzej, postawili jako zasadę fabrykacji pewne reguły procesu chemicznego służące do wytwarzania w winie szampańskiem owego gazu musującego, który jest jego duszą. Reguły te zachowuje fabrykacja dzisiejsza, zwłaszcza w odniesieniu do spuszczania wina z beczek w butelki i do korkowania ich.

1910 - Doyen11910 r. reklama

   Rok 1836 i 1837 przyniósł pewne zmiany. Gaz węglowy w winie szampańskiem wytwarza się jak wiadomo, przez dodanie doń syropu cukrowego. Otóż do wspomnianej epoki dodawano ilości dowolne „według smaku”. Otóż wytwarzanie się kwasu węglowego było bardzo rozmaite pod względem ilości, ponieważ nie umiano obliczać naprzód matematycznie dodatku cukru. Ciśnienie kwasu węglowego dochodzi do 6 i 7 atmosfer, jak wiadomo, butelki przeto przeładowane cukrem wytwarzały nadmiar gazu i pękały tak często, że procent ubytku na tej drodze dochodził do 80 i 90%. Do dziś opowiadają w Rheims o pewnym fabrykancie, który wyprodukował 1000 butelek i zostało mu z nich zaledwie – 120! wszystkie inne pękły.

   Dziś dozy syropu są ściśle odmierzone i butelki już nie pękają, a jeżeli się to zdarzy, to winę należy przypisać hucie, która je sfabrykowała. Dokończenie nastąpi.

Znawca

(316)

No comments yet.

Dodaj komentarz