Dyabeł w butelce, artykuł Bolesława Prusa z 1909 r.

Witam,

   Dzisiaj artykuł z 1909 r. sławnego polskiego pisarza Bolesława Prusa o wymowie antyalkoholowej. Czytam od czasu do czasu historyczne teksty przeciwników alkoholi z XIX i XX w., gdyż owi przeciwnicy bardzo ciekawie czasem opisywali swego wroga i wiele ciekawych informacji można stąd zaczerpnąć. W poniższym artykule w drugiej jego części pojawia się wiele ciekawych i jednak pozytywnych statystyk.

Bolesław Prus Aleksander Głowacki, zdjęcie

DYABEŁ W BUTELCE

   Na wschodniej, jeżeli się mylę, Syberyi, gdzieś pod Irkuckiem, leży wieś Błahoczyńsk, która ostatnimi czasy zdobyła rozgłos w prasie rosyjskiej. Tytułem do sławy jest okoliczność, że jej mieszkańcy: młodzież, starcy, mężczyźni, kobiety a nawet dzieci i niemowlęta – piją prawie do śmierci. Wymarli jeszcze nie wszyscy, jeszcze większość przesiaduje w szynku; w każdym razie w roku ubiegłym, dzięki wódce – 180 osób porzuciło ten padół płaczu. Reszta, nie wyłączając 10-cio i 8-ioletnich pędraków, odwiedza jaknajskrzetniej monopol. Nie bywają w nim tylko Bolesław Prus 350niemowlęta, lecz te pieczołowitość rodzicielska poi mlekiem, zaprawionem wódką. Gubernator, który odwiedził Błahoczyńsk, twierdzi, że nie znalazł we wsi ani jednego trzeźwego człowieka. Kiedyś było tam zamożnie, dziś bieda; w każdym razie mieszkańcy mogą jeszcze poświęcić monopolowi jakąś setkę tysięcy rubli rocznie, no – a to jest chyba najważniejsze.

   Średniowieczni alchemicy zamęczali się poszukiwaniem takiego proszku, który zmieniałby ołów na złoto, i – takiego eliksiru, który dawałby ludziom, jeżeli nie wieczną młodość, to przynajmniej wesołość, niby odblask raju na ziemi. Zachodzi pytanie: czy tym eliksirem cudotwórczym nie jest… alkohol?… Ilu bo on ludzi wzmacnia, ogrzewa, uspokaja! ile trosk łagodzi, ile wywołuje śmiechu!

   Mnogie są typy pijaków: niektóre z nich wylicza dr. T. Jaroszyński w „Kwestyi alkoholizmu”. Więc zmartwiony lub chory pije dla zapomnienia, zmęczony życiem i pracą dla podniecenia sił, głupiec, nie umiejący myśleć, pije dla zabicia czasu, rzetelny konserwatysta dla zwyczaju, człowiek ustępliwy pozwala się zmusić do kieliszka, a nareszcie – „są i tacy, którzy świadomie poszukują alkoholu, gdyż im smakuje: są to właściwi pijacy-degeneraci”. 🙂

   Kto wie zatem, czy mieszkańcy Błahoczyńska, nie są filozofami, którzy, przekonawszy się, jako rzeczywistość nic nie jest warta, poszukują ideałów… na dnie butelki? Może i do nich doszedł aforyzm: „Tyle szczęścia, co człek prześni”… Wszyscy szukamy szczęścia i, choćby we własnem przekonaniu, mamy do niego prawo.

   Bieda tylko, że o „szczęściu”, płynącem z alkoholu, wie coś i medycyna, a bliżej poucza nas o niem dr. L. Bregman w broszurze: „Przeciw alkoholizmowi”. Według lekarzy owo „szczęście” alkoholiczne ma nawet specyalną nazwę euforya, a polega na – „dobrem samopoczuciu, poprawie humoru, na zapomnieniu o troskach, na wesołości i zwiększonej ruchliwości”.

Szustow, Warszawa - 1914W1914 r. Reklama koniaku Szustowa, o której to firmie będzie kolejny wpis, zresztą bardzo fajny!

   Wszystkie te rozkosze dźwięczą i promienieją przy małych dawkach alkoholu: przy większych – „zabawa może przejść w burdę i zakończyć się bójką, a nawet zbrodnią”. W każdym zaś wypadku – „po objawach podniecenia następuje porażenie: ludzie upijają się, tracą świadomość tego, co mówią i czynią, a na drugi dzień budzą się z bólem głowy, uczuciem ogólnego rozbicia i niezdolności do pracy”.

   Uważane z tego punktu „szczęście” alkoholiczne zaczyna wyglądać niedobrze. Uciecha, po której następuje niesmak przykry a długotrwały, dużo traci na swoich powabach. Jest to jednak dopiero początek: w broszurze bowiem dra Bregmana znajdujemy całą litanię nie tylko przykrych niesmaków, ale cierpień i klęsk, których ostatecznym uwieńczeniem bywa – paraliż, obłąkanie, śmierć zarówno samych pijaków, jak i nieszczęsnego ich potomstwa.

   Żołądek, wątroba i nerki, serce i arterye, krew i mózg, wszystko to zostaje zatrute i zmienione nawet małemi dozami alkoholu, wypijanemi co dzień. Dalszymi zaś skutkami są: większa skłonność do chorób, dłuższy czas leczenia się z nich, krótsze życie, gruźlica, obłąkanie, częstokroć samobójstwo. Niemniej groźne są szkody natury duchowej. Alkohol przytępia pamięć, osłabia pracę umysłową, hamuje postępy w naukach. Po wypiciu kieliszka wódki nawet żołnierze strzelają cztery razy gorzej, aniżeli na trzeźwo.

   A szkody społeczne!… Zaniedbanie obowiązków rodzinnych i obywatelskich, zubożenie, prostytucya, skłonność do przestępstw – oto skutki alkoholizmu. Kto z nas wreszcie nie spotkał w życiu ludzi bardzo zdolnych, wielkiej wartości moralnej, którzy wprost zmarnowali się przez alkoholizm?

   Zabójczy wpływ napojów spirytusowych na organizm ludzki i duszę można objaśnić następującym przykładem. Wyobraźmy sobie, że człowiek, aby żyć zdrowo, powinien wydawać np. 10 groszy co godzinę. Gdy w ciągu jakiejś godziny wyda więcej, będzie wesoły, gdy wyda mniej – smutny, a nawet chory. A teraz pomyślmy, że, w pewnej godzinie, zamiast 10 groszy, wydaliśmy 50 groszy. Rozumie się, że uciecha nasza będzie bardzo wielka – w danym czasie; co jednakże, nastąpi trochę później?… Oto – ponieważ zużyliśmy o 40 groszy za wiele, więc musimy je odzyskać, lecz w jaki sposób?… Jest tylko jeden: zmniejszenie wydatków w godzinach następujących. Ale ponieważ tego rodzaju pożyczki zawsze ciągną za sobą procent lichwiarski, więc, zamiast nadebranych 40 groszy, musimy zaoszczędzić bodaj – czy nie 80 groszy… Przypuściwszy zaś, że co godzinę odłożymy tylko dwa grosze, będziemy musieli od tego momentu wydawać, zamiast 10, tylko 8 groszy, i to przez 40 godzin. A że każde zmniejszenie wydatku pociąga za sobą smutek, upadek sił, więc rzecz jasna, iż po uciechach przepicia musi nastąpić wiele godzin apatyi, znużenia i niesmaku. Co zaś najgorsze, że przy gwałtownych podnieceniach sił i upadkach prędzej zużywa się i nasz organizm. Oto, zdaje mi się, najprostsze wyjaśnienie skutków alkoholizmu. Za to, że w pewnej chwili wydałeś trochę za wiele, musisz przez długi czas skąpić sobie i wypłacić znacznie więcej.

   Dla ostatecznego oświetlenia obrazu przytoczę z broszury dra Bregmana jeszcze następującą cyfrę. W Europie, w ciągu każdego roku, z powodu alkoholu ginie 250.000 ludzi. A że podobno same Niemcy wydają na alkohol rocznie przeszło półtora miliarda rubli (!), więc – za drogie, ale to bardzo drogie pieniądze kupujemy sobie śmierć w najohydniejszych postaciach, tudzież mnóstwo chorób, zaczynając od lekkiego kataru gardła, kończąc na paraliżach i obłąkaniach.

   Mieszkańcy Błahoczyńska niedobrze robią, odwołując się do eliksiru wiecznej młodości i wesołości. Ani zazdrościć, ani naśladować ich nie warto.

Pijący1 okpijący (?)

   Oto ogromna zasługa urządzonej w mieście naszem wystawy antialkoholicznej, i nie mam dość słów dla osób, które wzięły w niej udział, a nadewszystko dla lekarzy i badaczów, którzy złożyli tam swoje pracowite, a mądre i szlachetne wysiłki. Przez sale wystawy przesunęło się tysiące widzów obojej płci rozmaitego wieku i zajęć. Każdy z nich słyszał coś niecoś o szkodliwości wódki, ale – nie zwracał na to uwagi, widząc ogromną liczbę takich, którzy piją, i – sam niejednokrotnie ulegając zaproszeniom. Dzisiaj, obejrzawszy tablice i okazy wystawy i zamyśliwszy się nad nimi, już będzie wiedział, że na dnie każdego kieliszka siedzi najzłośliwszy z demonów, który za nikłą przyjemnostkę każde sobie płacić nie tylko naszem zdrowiem i życiem, ale zdrowiem i życiem potomków!

   Plastyczne wykazanie ogólnych skutków alkoholizmu jest to dopiero jedna użyteczna strona wystawy. Niemniej ważną załugą jej są cyfry i fakty, dotyczące naszego narodu.

   U Francuzów z dawien dawna istnieje przysłowie: „pijany, jak Polak”, które w nadzwyczajnych wypadkach zastępują innemi: „pijany, jak cała Polska”… z czego brać mamy naukę, że rodacy nasi nie zawsze jaśnieli pięknymi obyczajami, przynajmniej w oczach Francuzów… jakże jednak naprawdę wygląda ta kompromitująca nas kwestya?

   Na to odpowiadają: 1-mo pp. Jodkowski i Kączkowski, że gdy w Królestwie Polskiem wypijają najwięcej gub. warszawska: 2 i pół kwart alkoholu rocznie, najmniej gub. płocka i kielecka około kwarty, to już w gub. kijowskiej wypijają po 3 kwarty, zaś w Prusach po 4 i pół kwart, a w Austryi po 5 i pół kwart na jednego przeciętnego mieszkańca. Ciż sami badacze wykazują, że w Królestwie Polskiem od roku 1896 do 1905 spożycie alkoholu spadło o pół kwarty na rok.

   2-do. Z mapy dra Macieszy wynika, że gdy w powiecie warszawskim przeciętny mieszkaniec wypija za 8 rubli wódki, a w łódzkim przeszło 6 i pół rubli rocznie, to w innych powiatach piją znacznie mniej, np. w łomżyńskim, płockim i włocławskim za 2 do 3 rubli.

   3-io. W broszurze dra T. Jaroszyńskiego znajduje się następujące zestawienie: dr Rothe w roku 1882 obliczał ilość wypijanej przez mieszkańca Królestwa wódki na 8 kwart i 3 kwaterki, gdy w tymże czasie przeciętny Niemiec wypijał 10 kwart, Duńczyk 20, a Holender 40 (!)… Zaś piwa wypijali Polacy po 12 i pół kwart na głowę, gdy na Francuza wypadało 21, a na Niemca 52 kwarty. W siedemnaście lat później tą samą sprawą zajął się dr A. Puławski i okazał, że gdy w roku 1891 wypijano u nas po 6 kwart wódki na głowę, to w roku 1894 wypijano tylko 5 i ćwierć. A nareszcie pp. Jodkowski i Kączkowski obrachowali, że od r. 1896 do 1905 przeciętny mieszkaniec Królestwa wypija o pół kwarty mniej wódki. Opierając się na tych podstawach, zdaje się, że dr Jaroszyński miał wszelkie prawo zapisać w swoich notatkach „Królestwo Polskie w środkowej Europie tworzy jakby wielką wyspę trzeźwości, na której spożycie alkoholu prawie z roku na rok zmniejsza się”. Trzeba jeszcze dodać, że wsie nasze mniej piją, aniżeli miasta, a w czasie karnawału i po zbiorach pije się więcej, aniżeli np. w wielkim poście.

Naga kobieta na rowerze pijąca winoZ serii „Nagie kobiety na rowerze pijące wino” 🙂

   Ogromnej doniosłości spostrzeżenia porobił dr Zawadzki w „Pogotowiu ratunkowem”, które udziela pomocy w rozmaitych wypadkach, a między innemi spotyka i pacyentów pijanych. Otóż zestawił on procent uszkodzonych pijaków różnych wyznań z procentami ludności i otrzymał tablicę następującą:
– Katolicy tworzą wśród ludności: 57%; między pijanymi: 86%;
– Prawosławni tworzą wśród ludności: 3,6%; między pijanymi: 7,6%;
– Ewangelicy tworzą wśród ludności: 2%; między pijanymi: 2%;
– Żydzi tworzą wśród ludności: 34%; między pijanymi: 3%.

   Czy domyślasz się, czytelniku, ile tragiczności leży w tych cyfrach?… Oto katolicy mają półtora raza więcej stosunkowo pijaków, aniżeli ewangelicy, prawosławni mają stosunkowo przeszło dwa razy pijanych, aniżeli ewangelicy, z Żydzi… Żydzi w porównaniu z ewangelikami mają 11 razy, a w porównaniu z katolikami 16 razy mniej pijanych!

   Czy rozumiemy teraz jedną… powtarzam tylko: jedną z przyczyn niższości Słowian wobec „Szwabów”, a jeszcze bardziej wobec Żydów?… Niestety! Obok patrona, który nazywa się Wódkociągiem, my, Słowianie, mamy jeszcze kilku, niemniej wpływowych: Małoroba, Dużojada, Mnogospała i Rublochwyta. I za to gniewamy się na „Szwabów”, a pogardzamy Żydami.

   Przychodzą cyfry jeszcze smutniejsze. Według dra Roszkowskiego, który zbadał przeszło 2,400 dzieci – i wśród nich alkohol zdobywa sobie ofiary, naturalnie, przedewszystkiem z winy rodziców. Więc pije wódkę przeszło 2 proc. dzieci, mających kwartał, 19 proc. dzieci rocznych, a zaś 6 proc. 12-tolatków pija już wódkę stale. Cyfry te uzupełnili pp. Jodkowski i Glass datami, odnoszącemi się do młodzieży szkolnej. Z badań ich okazuje się, że 86 proc. uczniów i 89 proc. uczennic w ogóle piją trunki, z pośród nich jednak tylko 27 proc. uczennic, ale za to aż 67 proc. uczniów piją chętnie. Nadto 6 proc. uczniów, a 3 i pół proc. uczennic pije trunki codziennie…

   Wobec tych spostrzeżeń, zapewne jak wszyscy staruszkowie, mam ochotę zawołać: – Tego za „moich” czasów nie bywało!…

Bolesław Prus

Philippe LE MIERE Major Original painting - Female Nude 'VENUS SUN MOON'Skoro na początku był dyabeł to na koniec… praca Philippa Le Miere z serii Female Nude „Venus Sun Moon”

(586)

No comments yet.

Dodaj komentarz