Tabaka w Polsce

Witam,

   Dzisiaj „nadprogramowy” wpis o tabace z magazynu Wędrowiec 🙂

   Szukając informacji z historii alkoholi znajduję siłą rzeczy wiele ciekawych artykułów na inne tematy. Większość ignoruję, ale wyroby tytoniowej mnie interesują i o nich jak może zauważyliście informacje na blogu zamieszczam.

   W zeszłym tygodniu rozmawiałem także z kolegą babcisem na temat – „czy dawniej ktoś zbierał buteleczki?” i doszliśmy do wniosku, że nie bo nikt dawniej takich rzeczy codziennego użytku nie zbierał. Nawiązanie do tej naszej rozmowy jest także w poniższym artykule, potwierdzające, że dawniej nikt nie zbierał opakowań. Artykuły takie jak poniższy, opisujące historię używania artykułów codziennego użytku, to prawdziwe skarby, polecam 🙂

TABAKA W POLSCE – 1900 r.

   W zbiorze jednego z tutejszych miłośników starożytności krajowych, znaleźliśmy oryginalne wzory etykiet, używanych w Polsce za czasów Stanisława Augusta, przy cząstkowej sprzedaży tabaki wyrobu krajowego. Lubo nie jest to zabytek ważny, niemniej jako materiał ilustracyjny, z korzyścią może być zużytkowany do uzupełnienia historycznego obrazu wyrobów tytuniowych (tak „tytuniowych” dalej poprawiam na tytoniowych przyp. Ł. Cz.) na ziemiach dawnej Polski, a dla ogółu o tyle ciekawy, iż daje nam bliżej poznać obrazek, na który przodkowie nasi patrzyli, zanim przyszło do Tabaka Holenderka Przedniaotwarcia pakieciku z ulubioną tabaczką. O ile mogliśmy przekonać się, wzory te pochodzą z r. 1781-go; z natury swojej muszą one być rzadkie, bo oczywiście nikt wówczas, tak samo jak dziś, opakowania nie zbierał. Zachowanie takiej całości, jaką mamy pod ręką, możemy tylko zawdzięczać wyjątkowym okolicznościom, które przez tak długi czas zdołały ochronić ją od zniszczenia. Podajemy wierne podobizny wzmiankowanych wzorów, poświęcając kilka słów tabaco, która przez długi szereg lat należała do niezbędnych potrzeb życia codziennego naszych przodków.

   Tytoń znano już w Polsce w pierwszej połowie XVI-go stulecia. Anna Jagiellonka, wielce zamiłowana w botanice, uprawiała tę roślinę w swoich ogrodach, jako nowość rzadką, pochodzącą z krajów zamorskich, chętnie okazywała ją gościom, zwiedzającym monarszą siedzibę. Budowniczy i muzyk nadworny, Adam Jarzemski, opisując Warszawę w roku 1643-m zaznacza, iż w ogrodzie króla Władysława IV-go rośnie sławne ziele powszechnie zwane tabaką. Są ślady, iż za panowania tego monarchy tytoń używano do fajki, i w postaci proszku miałkiego, jako tabakę do zażywania. Zwyczaj ten, pomimo groźby papieża Urbana VIII-go, zaczął się szybko rozpowszechniać w Polsce. Już Jakób Kazimierz Haur, ceniony za czasów Jana III-go pisarz na polu gospodarstwa domowego, w swojej „Ekonomice ziemiańskiej generalnej” wspomina, iż wielu wówczas ludzi zażywało tabakę, czyli „proszek francuski do nosa”, i że od zwyczaju tego często nie uchylały się nawet niewiasty. Za panowania Jana III-go, tytoń w r. 1677-ym opodatkowano.

Tabaka de Paris   Palenie tytoniu Polacy przyjęli ze Wschodu; najlepiej o tym świadczy źródłosłów wyrazów, używanych w języku polskim na oznaczanie przedmiotów, związanych z czynnością palenia. Cybuch, cybuszek pochodzi od wyrazu tureckiego tschubuk, tschubek; tytoń również z tureckiego tiutiun; kapciuch, a jak dawniej mówiono: kapczuk, z tatarskiego kipczuk; stambułka, lulka gliniana turecka. Przez długi czas w mowie potocznej i na piśmie Polacy roślinę tytoniową nazywali wprost po turecku: tiutiun. Tak np. w „Zabawach przyjemnych i pożytecznych” (1769-1777) czytamy: „Miły tiutiuniu, gdy już twą parę widzę niknącą bez zwrotu, wystawiam sobie prawdziwą miarę życia swojego obrotu.” „Monitor warszawski” (1764-1784) podaje: „Człowiek może zbytecznie tutuń kurzyć, tabaki zażywać, tak, że mu się od tego wstrzymać, i odłożyć niepodobna.”

   Na początku XVIII-go stulecia tytoń w Polsce był już w powszechnym użyciu. Za Sasów tabakę wiercono (ucierano na proszek przyp. Ł. Cz.) w zwyczajnej donicy, żeby zaś roślinę tytoniową uczynić mocniejszą, zapaleni „niąchacze” dodawali do niej popiołu ze skórek łoziny, albo z grochowin. Zażywających tabakę zwano wówczas „niąchaczami”. Nieco później weszła w modę tabaka St. Omer, przygotowywana na tarce blaszanej, ale ponieważ ten gatunek był droższy od tabaki prostej, używały go więc tylko osoby zamożniejsze.

   Ks. Kitowicz, mówiąc o tabace w swoim „Opisie obyczajów i zwyczajów za panowania Augusta III-go” zaznacza: „W początkach panowania Augusta III-go, zjawiła się w Warszawie jedna Włoszka, z miasta Sirakuzów, od którego mianowała się i pisała Sirakuzana; ale pospólstwo warszawskie, a od niego wszystko inne całego kraju, zepsutem słowem zwało ją… Ta tedy pani wymyśliła tabakę proszkową w takich ziarnkach, jak proch ruszniczy i takiego koloru: wchodziły do tej tabaki, prócz Tabaka St. Omertytoniu, który był pierwszą i główniejszą materią tabaki, lawenda, albo też olejek pomarańczowy. Kiedy tabaka była zaprawiana lawendą, zwała się lawendową; kiedy olejkiem pomarańczowym, zwała się pergamatą, do obydwu zaś gatunków przydawano koperwas, dla czarności i szczypania. Ta tabaka w krótkim czasie taki znalazła dla siebie nacisk, że nie tylko w Warszawie nikt już więcej innej tabaki zażywać nie chciał jak tylko proszkową, ale też kto tylko nawiedzał Warszawę, starał się, aby z niej bez tabaki proszkowej nie wyjechał.”

   Tabaka Sirakuziny miała olbrzymie powodzenie. Żadna konkurencja, chociaż może starała się wyrabiać lepszy produkt, nie mogła wyrugować z handlu „Sirakuzianki”, którą zarówno biedny braciszek klasztorny, jak możny pan na rozlicznych włościach, z przyjemnością zażywał, bo była dobrą, smakowitą, a przede wszystkim modną. Toteż sprytna Włoszka, z tego mizernego proszku, jak się wyraża ks. Kitowicz, w niedługim stosunkowo czasie zrobiła wcale ładną fortunkę, kupiła sobie kamienicę, a córki z dobrymi posagami, powydawała za mąż za herbową szlachtę.

   Po śmierci Sirakuzany fabrykacją tabaki zajmowali się dwaj bracia Fontana, a po nich Bizesty. Wszyscy ci fabrykanci cieszyli się znacznym powodzeniem, bo tabakę proszkowaną używano na całych obszarach rozległej Rzeczypospolitej, zbyt więc był zapewniony. Ale oto po dwunastu latach takiego powodzenia, postać rzeczy zmieniła się nie do poznania. Upadek zupełny tabaki proszkowej, autor „Opisu obyczajów i zwyczajów” przypisuje okoliczności następującej: „Bądź ze złości, bądź ze szczerości, parobek jeden fabryczny od tej tabaki doniósł sędziemu marszałkowskiemu pod sekretem, że Włosi, fabrykanci tabaki proszkowej, mieszają do niej popiół palony z trupich kości, włosy końskie drobno strzyżone, mocz ludzki i bobki końskie, tudzież koperwas. Sędzia marszałkowski kazał instygatorowi zapozwać do swoich sądów wszystkich fabrykantów tej tabaki. Wywiedli się oni z trupich kości, z włosów i limonii końskich, iż takowych ingrediencji nigdy do tabaki nie potrzebowali. Na inne zaś zyskali zdanie doktorów, jako nosom ludzkim i zdrowiu nie szkodzą. Ale lud, mając takowe świadectwa za przekupione, i nie wchodząc w tę sprawę, a na samym odgłosie trupich kości i innych plugastw przestając, jak raz za odgłosem tego procesu tabakę proszkową porzucił, tak i po wygranej sprawie więcej się do niej wrócić nie chciał. Wrócili się wszyscy i możni i pospolici do tabak kafelkowych swojej roboty, z tytoniu prostego krajowego w kaflu, od którego nazwisko brała, albo w doniczkach wierconego”.

   Tabaka kafelkowa, lubo szeroko rozpowszechniona, nie cieszyła się jednak długim powodzeniem, wkrótce bowiem wyrugowały ją z użycia tabaki zagraniczne, które na wielką skalę zaczęto sprowadzać do kraju. Głównie sprowadzano trzy gatunki: St. Omer, hiszpankę i holenderkę; Tabaka Marocconajwiększą atoli wziętością cieszyła się ta ostatnia. Funt holenderki w opakowaniu, gotowej już do użycia, kosztował wówczas groszy 15. Dla pospólstwa kupcy korzenni przygotowywali sami tabakę, tłuczoną w moździerzu, a następnie przez sito przesiewaną.

   Za panowania Stanisława Augusta, oprócz tabaki proszkowej, francuskiej, holenderki przedniej, Marocco i St. Omer, były jeszcze w użyciu dwa pospolite gatunki: holenderka poślednia i tabaka naturalna ordynaryjna Rappe. Tabaka w tych czasach pomimo nadzwyczajnej wziętości, w ogóle była bardzo droga. W okresie, kiedy dochody tabaczne wydzierżawiła od skarbu kampania, złożona z trzech kapitalistów: Piotra Blanca, Andrzeja Rafałowicza i Jana Dekerta, początkowo za funt holenderki przedniej, Marocco, St. Omer i tabaki francuskiej płacono w sprzedaży detalicznej po złp. 6; za funt holenderki pośledniej po złp. 2, a za tabakę naturalną ordynaryjną Rappe po złp. 1. Później ceny te znacznie w górę podskoczyły. Pod rokiem 1788-ym. Księgi „Interesów tabacznych” wykazują, iż Marocco, St. Omer i holenderkę przednią sprzedawano po złp. 7 1/2, a tabakę francuską po złp. 8 za funt. Względnie do wartości pieniędzy w okresie stanisławowskim, były to ceny niezwykle wysokie. Tabaka, lubo lubo ją powszechnie zażywano, należała do artykułów najdroższych, i niewątpliwie stanowiła bardzo ważną rubrykę w budżecie rocznym każdego „niąchacza”. Na uzasadnienie naszego zdania przytaczamy ceny niektórych artykułów według specyfikacji targu warszawskiego z dnia 7-go listopada 1788-go roku, zamieszczonej w „Dzienniku Handlowym y Ekonomicznym” z tegoż roku (stron. 728), a zaświadczonej przez Wiesiołowskiego instygatora taksowego jurysdykcji marszałkowskiej koronnej: za korzec pięknego żyta płacono złp. 13 gr. 15; za korzec jęczmienia złp. 12, owsa złp. 7; za parę indyków złp. 5, indyczek złp. 7, gęsi złp. 3, kaczek złp. 1 gr. 15, kapłonów złp. 1 gr. 15 itd.

   Kiedy na wniosek kompanii tabacznej w r. 1784-ym, w niektórych miejscowościach na granicy pruskiej i austriackiej, urządzono składy eksportowe sprzedaży wyrobów tytoniowych polskich na użytek ludności państw ościennych, po cenie niższej od taksy krajowej, oficjaliści musieli pilnować, ażeby wyrobów z tych magazynów nie sprzedawano miejscowym nabywcom, lecz zgodnie z przeznaczeniem, wyłącznie tylko zagranicznym konsumentom tabaki. Ażeby ułatwić kontrolę pod tym względem, wyroby, przeznaczone na wywóz opatrzono w etykiety barwy białej bez herbów, z literami M. E. i napisem w języku niemieckim. Wyroby dla nabywców krajowych miały etykiety białe, czerwone lub niebieskie z orłem na laku czerwonym, wyroby zaś fabryk litewskich etykiety barwy żółtej lub zielonej z pieczątką, na której wyciskano Pogoń na laku czerwonym.

H. Sadowski

(585)

No comments yet.

Dodaj komentarz