Sklep Boreas o nalewkach

Witam,

   Nawiązałem współpracę z ciekawym sklepem z o nazwie BOREAS. Sklep stacjonarny mieści się w Wadowicach pod adresem pl. Kościuszki 21 oraz w Internecie www.boreas.pl. Sprzedają m.in. wina, kawy, herbaty etc. oraz co mnie najbardziej interesuje nalewki (w sklepie stacjonarnym także inne alkohole). Nalewki opatrzone są firmowymi etykietkami. Podejrzewam sądząc po nazwach nalewek, że część z nich to znane i lubiane Nalewki Staropolskie Karola Majewskiego.

   Co do podanych na stronie cen to okolice 75 zł za 350 ml to regularna cena sklepowa Nalewek Staropolskich i innych też. Po przeliczeniu wychodzi mi cena 21,4 zł za 100 ml. Za to w ofercie Nalewek Staropolskich nie ma butelek o poj. 0,5 l i tu cena jest 97,90 zł czyli 19,58 zł za 100 ml. Nalewki Staropolskie mam wrażenie, że jest coraz trudniej dostać, przynajmniej w Krakowie – a w mojej ocenie w chwili obecnej (pod nieobecność starki) jest to najlepszy jakościowo polski alkohol dostępny w sklepach. Najlepsze koniaki, whisky czy wina są monstrualnie drogie i niemal nikt ich nie pije, za to na najlepsze nalewki można sobie pozwolić 🙂

   Na stronie sklepu sklepu internetowego boreas jest zamieszczony artykuł o nalewkach przez nich przygotowany. Pozwoliłem sobie zamieścić go na blogu poniżej – ale opatrzyłem go własnymi, mam nadzieję interesującymi, komentarzami.

STAROPOLSKIE NALEWKI
23.01.2015 r., BOREAS

   Nalewki pijemy już od czasów I Rzeczpospolitej[1]. Można powiedzieć, że przepis jest bardzo prosty. Wystarczy zalać owoce spirytusem lub wódką i dodać słodkiego syropu albo cukru, czy sprawa jest naprawdę taka prosta? Przyjrzyjmy się bliżej tym trunkom o wielowiekowej tradycji.

   Nalewki przywędrowały do Polski prawdopodobnie w XVI wieku wraz z pierwszym elekcyjnym królem, Henrykiem Walezym[2]. Wcześniej swoją nalewkę produkowali m.in. benedyktyni, którzy recepturę swojej benedyktynki opracowali w 1510 roku. Do Polski dotarł też włoski rosolis[3], czyli spirytus z olejkiem różanym, który do XX wieku podawany był nawet dzieciom. Wierzono, że ta nalewka ma cudowne właściwości zdrowotne.

   W Polsce nalewki pełniły podobną rolę, jak koniaki we Francji czy whisky w Szkocji[4]. Trunki były przygotowywane z przepisów znanych tylko niektórym domownikom, a receptury te często przekazywane były dopiero w testamencie[5]. Warto dodać, że na wyrób nalewek mogły sobie pozwolić tylko zamożniejsze rodziny[6]. Mniej zamożni pili inne trunki lub czystą wódkę zwaną okowitą[7], bez dodatków owoców i ziół. Nalewki były jak wina: słodkie, wytrawne, półwytrawne, słabe i bardzo mocne (do 75% alkoholu), a gama smaków była równie bogata. Wystarczy wspomnieć chociażby popularne nalewki takie jak: wiśniówka, tarninówka, dereniówka, jarzębiak, śliwówka, morelówka, orzechówka, piołunówka.

   Nalewka to jednak nie tylko wyjątkowy smak, ale również wspaniałe właściwości lecznicze. Zresztą za ojca pierwszej nalewki uważa się Hipokratesa[8], który stworzył ją w celach medycznych. Z kolei pewien kataloński uczony[9] uważał, że alkohol zasługuje na miano wody życia, ponieważ „podtrzymuje zdrowie, rozprasza niepotrzebne humory, ożywia serca i konserwuje młodość”. Gdy okazało się, że alkohol wzmacnia lecznicze działanie wielu ziół, medycy na całym świecie zaczęli przepisywać nalewki na rozmaite dolegliwości. Kieliszek orzechówki pomagał przy niestrawności, jałowcówka była dobra na przeziębienie, a nalewka czosnkowa obniżała poziom cholesterolu[10]. Do dzisiaj w wielu przepisach można znaleźć informacje na jakie dolegliwości pomaga dana nalewka.

   Oprócz tradycyjnego zalewania owoców alkoholem, zwanego macerowaniem, można przygotować nalewkę na sucho: należy wlać do naczynia (najlepiej dużego słoika) spirytus, nad nim rozciągnąć gazę lub inny przepuszczalny materiał i położyć na niej owoce (tak, żeby nie dotykały spirytusu), po czym zakręcić naczynie w taki sposób, żeby brzegi gazy wystawały za zakrętkę. Dzięki oparom, spirytus nabierze koloru i aromatu owoców, nie mając z nimi bezpośredniego kontaktu[11]. Taka nalewka ma zazwyczaj wyższe stężenie alkoholu niż przygotowywana przez tradycyjną metodę.

   Z nalewkami związane są również pewne tradycje. W czasach Polski szlacheckiej obowiązywał zwyczaj zbierania owoców przez panny na wydaniu. Musiały one zorganizować zbiór dojrzałych owoców, a następnie sporządzić nalewkę. Jeśli mężczyzna, który starał się o rękę dziewczyny, został poczęstowany nalewką oznaczało to, że rodzina go zaakceptowała[12]. Wierzono również, że przygotowanie takiego alkoholowego wyciągu z owoców powinno towarzyszyć narodzinom dziecka. Jeśli w rodzinie kobieta spodziewała się potomka, zbierano owoce na trunek i w dniu porodu rozpoczynano proces wytwarzania. Tak przygotowana nalewka spożywana była dopiero na weselu dziecka[13].

   Staropolska tradycja wytwarzania nalewek przetrwała mimo wojen i zakrętów historii. Nalewki produkuje się zazwyczaj z owoców i ziół rosnących w najbliższym otoczeniu. Oprócz wiśni, śliwek, gruszek, malin, poziomek, porzeczek i żurawin, możemy też skorzystać z owoców drzew i krzewów rzadko dziś uprawianych, takich jak pigwa czy dereń[14]. Nalewka to prawdziwe dobro narodowe, które powinno być chronione prawnie, jak nazwa szampan we Francji[15]. Taki zabieg wyeliminowałaby z rynku napoje alkoholowe, które z prawdziwymi staropolskimi nalewkami, oprócz nazwy, nie mają nic wspólnego.

   Sztuka przyrządzania tych doskonałych trunków wraca dzisiaj do łask. I dobrze, bo nalewki dojrzewające w domowych spiżarniach to prawdziwe przysmaki, a z pewnością nie ma nic lepszego do deseru lub kawy niż kieliszek domowego specjału. Poza tym można pochwalić się przy znajomych czymś oryginalnym i niepowtarzalnym. Jeśli chcecie spróbować nalewek o doskonałym smaku tarniny lub pigwy, przygotowanych według tradycyjnych receptur, zapraszamy do naszego sklepu.

Boreas NalewkiNalewki i ajerkoniak ze sklepu Boreas, zdj. Boreas

[1] To prawda pijemy, ale nie wiem czy w I RP w użyciu było słowo nalewka? W użyciu były słowa wódka, gorzałka, likier czy rosolis. Nalewki w naszym pojęciu nazywano ratafiami lub wódkami np. ratafia z pigwow, pomarańczowa wódka.
[2] Koncepcja ta zapewne wiąże się z tym, że jedna z historii głosi, że likiery do Francji przywiozła z Włoch Katarzyna Medycejska (czy raczej jej dworzanie), która wzięła ślub z Henrykiem II w 1533 r. Następnie z Francji do Polski likiery miałby przywieść Henryk Walezy, który był naszym królem w latach 1573-74. Tylko, że wcześniej niż we Francji, bo w 1518 r. inna Włoszka Bona Sforza wzięła ślub z naszym królem Zygmuntem i logicznym jest, że to raczej ona przywiozła do Polski likiery i nie potrzebowaliśmy drogi na około przez Francję.
[3] Pewnie właśnie dotarł z Boną do Polski.
[4] Whisky w Szkocji pełniła taką rolę jak w Polsce gorzałka – tani trunek dla chłopów, zresztą whisky i gorzałka to do pewnego momentu było niemal to samo. Przy koniaku dość wcześnie stosowano maturację, stąd też był uważany za szlachetny trunek. Nalewki to jednak inna technologia, prostsza – łatwiej tu przekazać przepis, przy koniaku raczej przekazywało się umiejętności praktyczne jak np. umiejętność zestawiania koniaków.
[5] O testamentach – to jedna z popularniejszych historyjek – i pewnie jakieś ziarno jak ktoś zna jakiekolwiek źródło na ten temat to niech poda.
[6] No raczej, chłopom jak sądzę nie można było produkować alkoholu, aczkolwiek jak sobie od Pana kupili gorzałkę to mogli sobie go uszlachetnić i zrobić np. krupnik? W miastach sprawa była skomplikowana.
[7] Okowita to był spirytus otrzymywany w gorzelniach – nikt go nie pił czystego. Chodzi tu raczej o gorzałkę czy szumówkę czyli zwykłą wódkę do picia, która najczęściej była przepalana z anyżem więc też czysta nie była.
[8] Cofamy się do starożytności, gdzie jak dotąd nic nie wiadomo o tym, by Grecy znali mocniejszy alkohol niż wino. Aczkolwiek Hipokrates robił swoje nalewki lecznicze na bazie wina.
[9] Chodzi o Arnolda de Villanova, który pisał o alkoholu, ale go nie wynalazł.
[10] Tym właśnie do XVIII w. były wódki.
[11] To mnie zaciekawiło – nie wiem czy tak jest, nie próbowałem, może kiedyś.
[12] Czyli jak podano nalewkę to wesele a jak czarna polewka to szukamy dalej.
[13] Podobieństwo do historii o przygotowaniu starki uderzające. Czy to jest prawda? Być może trochę tak.
[14] O pigwie i dereniu nasi przodkowie doskonale wiedzieli, a o żurawinie chyba nie słyszeli.
[15] To prawda – z tego co zrozumiałem z rozmowy z Panem Karolem Majewskim w chwili obecnej winiarze do jakieś ustawy sobie wpisali definicję nalewki i zgodnie z tą ustawą nalewka to taki napój na winie.

Boreas alkoholeMarkowe alkohole w sklepie Boreas, zdj. Boreas

(1308)

1 comment

  1. Łukasz Gołębiewski napisał(a):

    Czy można tam wpaść i spróbować (odpłatnie) nalewek? Czy nie ma degustacji na miejscu?

Dodaj komentarz