O Pijaństwie na wsi – 1909 r.

Witam,

    Dzisiaj artykuł z 1909 r., o wymowie antyalkoholowej, ale dostarczający pewnych informacji.

O PIJAŃSTWIE NA WSI – 1909 r.

Lublin, dnia 16 sierpnia 1909 r.

   Pamiętają ludzie starsi, kiedy każdy prawie dwór miał gorzelnię, z której wódka szła na użytek najbliższych mieszkańców.

   Było to za czasów złotej wolności szlachty, a żelaznych kajdan ludu. W owych czasach pijaństwo było powszechne; pili na umór wszyscy, tak szlachta, jak i lud, zachodziła ta tylko pomiędzy pijącymi różnica, że pijana szlachta piła i jadła, biedny zaś chłopek tylko pił.

   Karczma była alfą i omegą życia naszego chłopa. Do kościoła, a po tym do karczmy, niesiono chłopa niemowlęciem, w karczmie wlewała mu matka do ust gorzałkę na przemian z zatrutym gorzałką pokarmem, później, gdy dzieciak podrósł, szedł z rodzicami lub po rodziców do tejże karczmy, po tym, gdy już trochę podrósł, szedł do karczmy sam na hulankę i na pijatykę.

    Chłopak w karczmie najczęściej upatrywał sobie dziewczynę, szedł w zalecanki, z karczmy też wychodziła za mąż nie jedna dziewczyna, utraciwszy w niej swoją cześć dziewiczą. Gdy przyszła pora żeniaczki, to do upatrzonej dziewczyny posyłał młodzian, a i do dziś dnia posyła „swaty” z wódką; zaręczyny odprawiały się przy wódce, wesele łączono też z pijaństwem. Pito w domu weselnym, pito w karczmie, pito na poprawinach, słowem, połączenie się dwojga ludzi na dolę i niedolę życia, oblewano obficie gorzałką, co się do dziś praktykuje.

Karczma w Wierzbnie - okKarczma w Wierzbnie, wzniesiona na początku XIX wieku

   Nic dziwnego, że wielu bardzo z naszego ludu wiejskiego, jako spłodzeni przez ojców pijaków, poczętych przez pijane matki, wykarmione ich zatrutym mlekiem, zmieszanym z gorzałką, zatruwanych nią od dzieciństwa, jest niestety bardzo skłonnych do pijaństwa. Nic dziwnego, że wielu jest całkowitych, a wielu pół idiotów, nic dziwnego, że lud jest taki umysłowo ociężały, apatyczny. Po uwłaszczeniu pijaństwo wzmogło się jeszcze: karczmarze robili świetne interesy. Niektórzy z uwłaszczonych włościan przepili w dosłownym tego wyrazu znaczeniu swoje gospodarki. Trafiały się wypadki zapicia się na śmierć, wypadki nagłych zgonów w karczmie, a w gospodarstwach panował zastój, ruina, nieład, marniało wszystko, szły na poniewierkę dzieci, bo rodzice oboje przepędzali czas w karczmie. Po tym, po powrocie do domu po pijanemu wyprawiali bójki, mąż bił i poniewierał żonę w obecności dzieci. Znamy takie wypadki, że oboje rodzice bywali bici przez dorosłe dzieci, słowem wytworzyło się takie straszne zło, jakie sobie tylko wyobrazić można.

   Rzućmy zasłonę na tę ohydę, na tę podłość, niech ją wieczna hańba okryje!

   Taki był stan rzeczy na wsi, gdy zaprowadzono monopol wódczany i zmniejszono liczbę karczem, obostrzywszy jednocześnie przepisy o sprzedaży wódki. Zdawało się, że pijaństwo przecież się zmniejszy. Ale niestety lud! lud nasz już był tak bardzo znieprawiony piciem, tak rozpity, tak chciwie szukał sposobności picia wódki, że widzimy teraz po zaprowadzeniu monopolu i przy surowym przestrzeganiu przepisów o wstrzemięźliwości na ulicach, rynkach itp., że chłop, kupiwszy sobie butelkę pije tuż w pierwszym lepszym kącie.

   Wódkę może on kupić niemal w każdym sklepie po kryjomu. Wielu kupców zaopatruje się w patent na sprzedaż wódki, jedynie w celu przynęty kupujących. Tylko książki nikt ludowi nie podsuwa na każdym kroku.

(227)

No comments yet.

Dodaj komentarz