Monopol wódczany i Galicja – przez Leopolda Baczewskiego – 1894 r. cz.1 i 2

Witam,

   Ostatnimi czasy nie mam coś serca do prowadzenia mojego bloga. Powodów jest kilka, a główny jest chyba taki, że większość z tego co mogłem opublikować już opublikowałem. Pozostała część, znacznie ciekawsza, w zamiarze moim będzie kiedyś być może opublikowana w formie książki.

   Ale coś tam jeszcze mam np. artykuł napisany przez Leopolda Baczewskiego dotyczący monopolu wódczanego w Galicji. Dzisiaj będzie część 1

MONOPOL WÓDCZANY I GALICJA

przez Leopolda Baczewskiego

Lwów, d. 10 grudnia 1894 r.

   I.

   Już w roku 1888 przewidywano, że nowa ustawa gorzelniana jest zwiastunem monopolu. Postępowanie władz skarbowych od roku 1888 do dziś dnia utwierdzało na każdym kroku interesantów, że chodzi o zmianę nowej ustawy gorzelnianej, bo każdy z nich do roku kilkakrotnie zmuszanym bywał sporządzać wykazy obrotów swoich, gdzie i jakie wysyłał towary; straż skarbowa zbierała ciągle daty – orientowała się jakie ceny liczy gorzelnik za wódkę, rafiner za spirytus rektyfikowany, fabrykant likierów za rum, anyżówkę, rozolis, likier.

   Ciekawość staży sięgała dalej. Organa tejże konstatowały bezustannie: co kosztuje kieliszek wódki w szynkowniach, ile ta wódka ma stopni, jakie gatunki wódek w tej lub owej kraju połaci mają popyt znaczniejszy?

   Z początkiem sesji bieżącej zapowiedzieli ministrowie finansów obydwu połów monarchii – wprowadzenie monopolu wódczanego w Austro-Węgrzech.

   Charakter i system monopolu wprowadzić się mającego określił pan minister Plener w mowie swojej, wypowiedzianej w Izbie poselskiej Rady państwa na dniu 16 października br. w sposób następujący:

   „Już na wiosnę pozwoliłem sobie zaznaczyć pokrótce, że w silniejszym pociągnięciu wódki, widzę pierwszorzędne źródło pomnożenia dochodów skarbu państwa. (Brawo!) Myśl ta, o której na wiosnę tylko ogólnikowo wspomniałem, weszła już dziś w stadium o wiele poważniejsze i bardziej praktyczne, niż było to wówczas, i niech mi będzie wolno podać Wysokiej Izbie do wiadomości, że z węgierskim prezydentem ministrów, jako ministrem finansów drugiej połowy monarchii, porozumiałem się już prowizorycznie w tym kierunku, ażeby zaprowadzić w miejsce dotychczasowej akcyzy, monopol wódczany w takiej postaci, ażeby państwo objęło w swoje ręce poniekąd handel hurtowy wódką.

   Produkcja zaś spirytusu pozostałaby wolną, tak jak jest dotąd w ręku prywatnego przemysłu, jako też przemysłu rolniczego. Państwo zakupowałoby spirytus surowy od producentów prywatnych po cenach, które byłyby stale ustanowione, przy czym naturalnie uprawnione pretensje właścicieli gorzelni rolniczych musiałyby być odpowiednio uwzględnione. Zakupowany przez państwo spirytus surowy podlegałby następnie przymusowo oczyszczeniu. Wszyscy mężowie nauki i higieniści zgodnie uznają, że nie ma nic szkodliwszego dla ludu, jak używanie wódki nierektyfikowanej, z fuzlem. (Głosy: Tak jest!) I chociażby spotrzebowanie alkoholu we wielkiej masie ludu pod wpływem przyzwyczajenia tudzież stosunków klimatycznych – jak można przypuścić pozostało co do ilości niezmienionym, to byłoby obowiązkiem ustawodawstwa, gdy ma być ten artykuł, obłożony tak ciężkim podatkiem, postarać się o to, iżby to źródło dochodów dla państwa, nie stanowiło zarazem źródła trucizny dla ludu. (Brawo!)

   Oto są względy społeczno-polityczne i higieniczne, które dziś skłoniły Szwajcarię do zaprowadzenia przymusowej rektyfikacji spirytusu, i którą to myśl my w zamierzonej wielkiej reformie bezwarunkowo i u nas zastosować pragniemy. W przyszłości nie będą więc ludzie pili już innej wódki, jak tylko rektyfikowaną. (Brawo!).

   Państwo dokonywałoby rektyfikacji zakupionego spirytusu surowego – bądź we własnych, państwowych zakładach, bądź w prywatnych rafineriach istniejących lub nowo pozakładanych, które też weszłyby w stosunek zakładów, za wynagrodzeniem na rachunek państwa pracujących. Z rafinerii odbierałoby spirytus państwo do rozprzedaży i cena sprzedażna musiałaby naturalnie pokrywać koszta zakupu surowego spirytusu, koszta rektyfikacji i transportu, a nadto jeszcze dołożono by do tych wszystkich kosztów, które zaliczyć można poniekąd do kosztów produkcji, dodatek monopoliczny. Dziś nie jestem w stanie wymienić wysokiej Izbie wysokości owego dodatku monopolicznego. Cyfra tego dodatku stanowi obecnie przedmiot rokowań pomiędzy administracją finansów w obu połowach monarchii, i w tej chwili nie jestem w stanie wymienić jakiejkolwiek cyfry, za którą mógłbym stanowczo przyjąć odpowiedzialność. Po dokładnej rektyfikacji, przechodziłaby wódka do drobiazgowej rozprzedaży. Właściwa rozprzedaż byłaby wolną. Myślę jednak, że skoro państwo w cenie monopolicznej nie tylko chce odebrać to, co ma teraz z akcyzy dotychczasowej, ale także do pewnego stopnia samo korzystać chciałoby z ogromnych zysków handlu pośredniczącego i szynkarstwa drobiazgowego, nasuwa się samo przez się przypuszczenie, że wypadałoby ustanowić obowiązkowe ceny, albo przynajmniej ceny maksymalne dla konsumpcji wódki, według ilości stopni zawartego w niej alkoholu. Jest to myśl nieco trudna do przeprowadzenia, lecz bynajmniej nie taka, której absolutnie nie można by wykonać. Rosja zaprowadziła już na próbę w kilku guberniach monopol wódczany zupełnie według takiego samego planu, jaki ja tu rozwinąłem, i o ile wiadomo, próby te wydały nadzwyczaj pomyślne rezultaty. Idea takiego monopolu wódczanego jest dziś na porządku dziennym w całej Europie. W Niemczech upadł w r. 1888 projekt monopolu wódczanego głównie z tego powodu, że zamierzano tam za daleko rozciągnąć administrację państwową, bo nie tylko handel hurtowy, ale nawet i drobiazgowe szynkarstwo miało przejść w zarząd państwa. Przy tym okazała się potrzeba tak znacznej indemnizacji uprawnionych kupców i szynkarzy, a oprócz tego tyle wyszło na jaw niechęci przeciwko projektowi ze strony różnych wpływowych w życiu publicznym czynników z pobudek politycznych, że po rozważeniu tych wszystkich stosunków, sejm Rzeszy projekt odrzucił. Teraz jednak bardzo poważne koła w Niemczech roztrząsają, gdy bardzo znakomici i wpływowi fachowcy proponują tam owy projekt, który mniej więcej zgadza się z tym, który my tutejszym ciałom ustawodawczym przedłożyć zamierzamy. We Francji uchwaliła Izba deputowanych pomimo sprzeciwienia się rządu rezolucję, wyrażającą życzenie, ażeby i tam monopol wódczany był zaprowadzony. Krótko mówiąc, kwestia monopolu wódczanego, nie należy już teraz w Europie do utopii, do projektów fantastycznych, lecz przybrała cechy zupełnie poważnej reformy w dziedzinie skarbowości – reformy, którą wszystkie wielkie mocarstwa prędzej czy później, w szerszych lub ciaśniejszych rozmiarach przeprowadzą.

   Co do mnie, czułbym się bardzo szczęśliwym, jeżelibyśmy w szeregu państw środkowej Europy na tej drodze innych o krok uprzedzili. Rozumie się, że przy przeprowadzeniu reformy opodatkowania spirytusu musiałby ulec także reformie i krajowe opłaty konsumpcyjne od napojów gorących, gdzie takowe istnieją. Sądzę, że Wysoka Izba ocenia doniosłość zapowiedzianej tu przez mnie reformy, a i ja świadom jestem tego, jak wielka to sprawa, i jak znaczne przy jej przeprowadzeniu będą do zwalczenia trudności. Uważam zaś tu za decydujący nie wzgląd na to, ażeby przysporzyć skarbowi państwa świetną podwyżkę dochodów, lecz powoduje się w tej sprawie administracja finansów li troską o to, ażeby umożliwić państwu choć troszeczkę wolną rękę”.

   Znajdujemy się tedy wobec faktu bardzo poważnego, faktu, który w jednej chwili zmieni stosunki rolnicze i gorzelniane w kraju, który wpłynie dodatnio lub ujemnie na dochody kraju, który zmieni cyfrę dochodów miast zamkniętych, który dotknie niezmiernie galicyjski fundusz propinacyjny, który handlowi i spekulacji spirytusem położy koniec stanowczy, a jeśli utrzymają się taksy maksymalne – zrujnuje szynkarzy.

   Zadowoli natomiast bezwarunkowo rząd, który nie tylko uzyskać może znaczniejsze dochody, lecz i nabędzie niesłychanego wpływu politycznego na te masy ludności, które się produkcją, rektyfikacją i sprzedażą wódki trudnią. Ci ludzie w życiu politycznym będą musieli iść ślepo za dyspozycjami rządu – a życzenia wyborcze komisarza skarbowego będą dla nich alfą i omegą.

   Po tym może nieco przydługim wstępie chcę przejść po kolei wszystkie grupy zarobkujących, których sferę interesów dotknie monopol i pozwolę sobie w końcu wysnuć wnioski odpowiednie.

   II.

   Co do gorzelnictwa, które z taką radością powitało zapowiedź monopolu, to zdaje mi się, iż zapał ten radosny ostygnie wkrótce. Gorzelnik może dziś obracać się z całą swobodą w ramach przydzielonego mu kontyngentu. Wolno mu wódkę wypalić się mającą sprzedać z góry tj. zanim ją palić zacznie, wolno mu przeto korzystać z koniunktury. Producent, nie posiadający kapitałów, może z wielką łatwością uzyskać zaliczkę na wódkę wypalić się mającą i tym sposobem znajduje gotówkę potrzebną na puszczenie w ruch gorzelni, na zakup wołów itp. Naturalnie zaliczek tych, przynajmniej w znacznej większości wypadków podobnych, producent nie spłaca w gotówce, lecz częściową ilością wypalonej wódki pokrywa.

   Kredyt ten, z którego, bez przesady twierdzić można, 80% galicyjskich gorzelników korzysta, jest w naszych stosunkach rzeczą konieczną, rzeczą niezbędną, rzeczą, bez której gospodarstwo rolno-gorzelniane bez przewrotu, bez kryzy obejść się nie może, zwłaszcza, że wobec istniejących stosunków kredytowych w kraju, instytucje finansowe gospodarzom rolnym kredytu nie udzielają. Jeżeli gospodarz zapotrzebuje pożyczki, – po prostu jej nie dostanie, bo pożyczkę względnie zadatek na ziemiopłody uzyskać jest trudniej i da się tylko w mniejszej kwocie jak za wódkę. Pszenica lub żyto musi mieć pewien gatunek, musi posiadać pewne warunki celności. Są to zresztą artykuły, które się sprzedaje tylko według wzoru. Co do wódki zaś wystarcza, jeśli jest tylko z kartofli paloną, a bez względu na stopniowość tejże, bez względu na fuzel, który w mniejszej lub w większej ilości zawiera, płaci się za nią cenę jednakową.

   Wódka zawsze znajdzie odbiorcę czy to po wysokiej czy to po niskiej cenie i prawie nie ma wypadku, by gorzelnik z zapasem wódki z zaszłej kampanii przechodził w kampanię nową. Chyba, że ktoś chce umyślnie przejść z zapasami na rok przyszły, spekulując na wyższą cenę. Lecz kto chciał sprzedać, sprzedał z pewnością, bo na ten artykuł zawsze jest popyt. Rzecz ma się inaczej z ziemiopłodami. Nieraz rolnik zbyć by rad zboże po jakiejkolwiek cenie – lecz kupca znaleźć nie może i kraj cały przechodzi rok rocznie z dużymi zapasami starego zboża w nowe żniwa.

   Gorzelnictwo jest zresztą stanowczo przemysłem protegowanym przez państwo, bo za każdy hektolitr wódki otrzymuje gorzelnik 3 lub 4 zł. a ewentualnie zł. 5 bonifikaty, czyli innymi słowa produkty rolnicze używane do wyrobu wódki są subwencjonowane  bonifikacją, gdyż cena targowa wódki, jeśli uwzględnimy przecięcie bodaj trzyletnie jest zawsze wyższą, i to znacznie wyższą od kosztów produkcji tejże. Ta bonifikacja niemało się przyczyniła do zwiększenia renty rolnej i bodaj czy nie wpłynęła znacznie na podniesienie ceny majątków ziemskich a zwłaszcza tych, w których znajdują się gorzelnie.

   Zachodzi teraz pytanie, czy i o ile zyskać może na wprowadzeniu monopolu gorzelnik?

   W pierwszej linii zysk lub strata, a względnie zysk mniejszy zależeć będzie od dwóch warunków a to: od mniejszego lub większego urodzaju i jakości kartofli – a z drugiej strony od ceny fiskalnej ustanowić się mającej jako cenę wykupna surowego spirytusu przez rząd.

   Co do pierwszego warunku to ani nie da się przewidzieć ani powiedzieć. lecz co do drugiego, to jeśli ta cena miałaby być jednaką dla wszystkich producentów galicyjskich, to z góry już byłaby niesłuszną, bo produkcja wódki zachodniej części kraju jest znacznie droższą i cena, po której zbywał tamże producent wódkę obecnie tj. przed zaprowadzeniem monopolu  jest bezwarunkowo wyższą jak cena, jaką uzyskuje gorzelnik wschodnio-galicyjski. Rzecz ta dowodu nie potrzebuje, skoro tylko skonstatuje się fakt, że zachodnia część kraju nie produkuje tyle, ile konsumuje i jest zmuszoną ze wschodniej części importować wódkę.

   Osią, około której rzecz głównie toczyć się będzie jest jednak sam system ustanowienia ceny fiskalnej.

   Nie mam zamiaru przytaczać cyfr, jakie się słyszy już obecnie w sferach gorzelniczych – bo są to przypuszczenia pesymistyczne lub optymistyczne a często mrzonki. Faktem jest jednak, że egzystencja gorzelnictwa w kraju zależeć będzie w przyszłości od ustanowienia ceny fiskalnej – przeto: caveant consules!…

   Jeśli sytuacja polityczna byłaby zawsze taką, że w parlamencie austriackim Polacy stanowić będą silne stronnictwo w łonie większości, to nie zachodziłaby obawa, że cena fiskalna za wykup wódki spadnie znacznie, że ledwie pokryje koszta produkcji lub nawet niższą będzie od własnych kosztów gorzelnika. Lecz któż zaręczyć może, że wkrótce lub za lat kilka sytuacja w parlamencie naszym się nie zmieni, że głosy polskie przejdą do opozycji, że wpływ – zniknie? To co naówczas?

   Naówczas mająca ustanowić się cena wódki będzie silną a pewną bronią w ręku rządu, który będzie mógł w miarę grzeczniejszego lub mniej grzecznego sprawowania się delegacji polskiej niższą lub wyższą cenę zakupu stanowić.

   Gra tedy jest niebezpieczną a ewentualnie zgubną dla przemysłu gorzelnianego. Kraj ponieść może straty nieobliczone a zawarować się do tego stopnia, by było inaczej, nie zdoła żadna ustawa. Jeśli miara wartości jednego z najgłówniejszych produktów krajowych będzie w ręku rządu lub P. T. komisji szacunkowej, co do składu której także rząd będzie miał słowo i to może słowo główne do powiedzenia.

   Sam monopol daje rządowi w rękę niesłychanej doniosłości statuty polityczne, lecz kto wie, czy nie większe korzyści polityczne u nas w kraju nie uzyska rząd przez prawo ustanowienia ceny fiskalnej. Oto 600 wyborców z większej własności w kraju – właścicieli gorzelń – zmienia swoją pozycję dotychczasową niezawisłą, i stanie z chwilą monopolizacji wódki w stosunek zależny do rządu a życzenia wyborcze rządu znajdą często bardzo posłuch – zwłaszcza u mniejszych właścicieli, u których zysk z gorzelni jest kwestią egzystencji.

   To samo mieć się będzie w parlamencie, gdzie wśród polskich posłów ziemska własność ma większość znaczną. I obawiać się należy, iż kiedyś w przyszłości mogłoby przyjść do tego, że z wyższą lub niższą ceną wódki los tej lub owej ustawy wiązać się będzie tj. rząd powie jeśli ławy polskie pójdą za ustawą, to wódka płacić się będzie w kampanii bieżącej po cenie x. Nie będą zaś głosować Polacy za ustawą, to wykupimy wódkę np. po cenie x -4, a właśnie ta ustawa będzie sprzeczna z interesami kraju.

   Zawisłość tedy będzie podwójna – podwójnie bolesna i upokarzająca: primo finansowa, secundo polityczna. I jedna i druga ewentualność jest jednakowo złą.

   Korzyść, jaką gorzelnia z monopolu odnieść może, może znaleźć tylko i jedynie wyraz w wysokim kontyngencie i wysokiej cenie.

   Co do kontyngentu, to zostanie tenże zmniejszonym raczej aniżeli podwyższonym – boć przypuszczać trudno, by wobec wysokiej ceny monopolowej konsum wódki w kraju się zwiększył. Owszem zmniejszy się on prawdopodobnie i to znacznie – co zresztą w kołach rządowych przewidują. Dziś produkcja kontyngentowanej wódki jeszcze przewyższa konsumpcję, tak, że do tej pory od wprowadzenia nowej ustawy gorzelnianej wódka po wyższej stopie podatkowej, tj. po 45 ct. od litra do konsumpcji nie przeszła. A więc przemawia ta najgłówniejsza okoliczność za tym, że po zaprowadzeniu monopolu raczej zmniejszonym zostanie kontyngent dotychczasowy.

   Rząd, zakupując cały produkt gorzelników, musi się liczyć z istotną konsumpcją i nie może przechodzić z kampanii w kampanię z nadwyżka wódki. Gdzie bowiem to z biegiem lat mogłoby rząd zaprowadzić, gdyby rząd magazynował takową – i przechowywał z roku na rok w coraz to większych ilościach, zaiste trudno przewidzieć. Byłoby to marnowaniem procentów od kapitału.

   A i co zauważyć należy, że wódka podlega silnemu zanikowi, który nie dozwala ją trzymać przez dłuższe czasookresy bez strat dotkliwych.

   Cena wysoka, a więc cena wyższa jak obecna cena targowa wraz z obecną bonifikacją rządową, może jedynie tentować gorzelnika. Przypuściwszy nawet, że rząd, ażeby móc przeprowadzić monopol, zgodzi się na cenę wysoką – bardzo nawet wysoką – to pytanie zachodzi, czy rząd gotów się zgodzić na tę cenę na dłuższy szereg lat? Przypuściwszy jednak, że i to ustępstwo rząd dla przeforsowania ustawy monopolowej uczyni – to znów kwestia, czy w razie zmian politycznych cena ta dotrzymaną będzie?

   Rzecz inaczej się ma z bonifikacją teraźniejszą. To jest przywilej, że tak powiem, ustawowy, to jest po prostu subwencja konieczna – umożliwiająca wobec kontyngentu, pędzić gorzelnie w ogóle w kraju naszym, to jest subwencja niezbędna dla naszego rolnictwa, wynikająca z odrębnych stosunków w jakich rolniczy przemysł gorzelniczy u nas się znachodzi.

   Bonifikacja, to jest wynagrodzenie stałe, niezależnie od cen wódki, niezależnie od złych lub dobrych urodzajów. Nie jest to rzecz elastyczna, niepewna, lecz ustawowo niewzruszenie ustanowiona. Bonifikacji ani zwiększyć ani zmniejszyć organa skarbowe lub polityczne nie są w stanie, nie mogą wypłaty jej wstrzymać, słowem jest to prawo nie dające inaczej się tłumaczyć, jak asygnacją do kasy rządowej na wypłatę.

   Rzecz się ma inaczej z ceną. Sam bowiem wyraz „cena” jest już obrazem niestałości, chwiejności, zależności od stosunków, w jakich stanowioną bywa. A cena i do tego fiskalna cena odznacza się zawsze specjalna chwiejnością, i to tylko w dół, tego najlepszym dowodem np. wykupno tytoniu.

   Wobec przytoczonych powyżej rozumowań chyba zgodzić się wypada na wniosek, że dzisiejszy stan rzeczy jest korzystniejszym dla gorzelnictwa, aniżeli najkorzystniej ustanowiona „cena fiskalna”.

   A teraz słowo o szlachcie. Ta najwybitniejsza i najważniejsza w naszym życiu społecznym i politycznym klasa ludności, ze względów na swoje materialne i moralne interesy ma najmniej powodu oświadczyć się za monopolem.

   Zadaniem szlachty jest: być dynamiczną. Ażeby zaś podołać temu zadaniu, należy w pierwszej linii dzierżyć stale w swoim ręku własność ziemską, a co za tym idzie, bronić interesów tej własności do upadłego i nie dać nic uronić z jej wartości.

   Jeśli chodzi o usunięcie zastarzałych średniowiecznych przywilejów, to pojmę, że wobec nowoczesnych prądów konserwatyzm szlachty poddać się musi, pojmuję dobrze, że wykupno propinacji ostatecznie nastąpić musiało – pojmuję, że tego przywileju szlachta wyzbyła się za stosowną zapłatą, acz z drugiej strony nie da się zaprzeczyć, że zrobiła szlachta jako kasta zły interes, gdyż pozbyła się prawa realnego, przywiązanego do ziemi, dającego tzw. suchy dochód w zamian za bardzo ulotną rentę kapitałową.

   Niejako w zamian za to uronienie z okazji zawotowania nowej ustawy gorzelnianej w r. 1888 uzyskała własność ziemska nowy przywilej – przywilej bardzo ważny: uprawnienie do pobierania bonifikacji od wypalonej wódki w gorzelniach rolniczych.

   Zapytuję, czy ważne tyle prawo bonifikacji może zrównoważyć choć w części „cena fiskalna”, która chyba nie będzie wiecznotrwałą?

   Czy można przypuszczać, że bonifikacja może być tak łatwo zniesioną z okazji zmian politycznych – bez indemnizacji – jak łatwo może komisja szacunkowa orzec cenę wódki na X, X-1 lub X-4 ustanowić?

   Niech sobie czuły czytelnik odpowiedź na to pytanie sam w duszy dośpiewa…(c.d.n.)

Leopold Baczewski

 

(230)

1 comment

  1. PawelWojcik napisał(a):

    cyt: „Pozostała część, znacznie ciekawsza, w zamiarze moim będzie kiedyś być może opublikowana w formie książki.”
    jako staly czytelnik tego bloga PROTESTUJE!!!
    przeciez ksiazka to przestarzaly i prymitywny sposob przekazu informacji. w dodatku coraz trudniej zarobic na niej $$$.
    wiem, zycie… trzeba cos jesc i (szczegolnie) pic, wiec dodaj tu moze jakies banery (obiecuje klikac), albo nawet reklamuj tu jakis paskudny trunek, tylko nie zamrazaj tego projektu please !!!

Dodaj komentarz