„Wino z przyległościami” – komentarz czytelnika do artykułu „Pochwała wina” aut. Józefa Łobodowskiego

Witam,

   Dzisiaj zaległy komentarz czytelnika do artykułu Józefa Łobodowskiego Pochwała wina, który zamieściłem TUTAJ.

Wino z przyległościami

   Napełniony winem Worek Judaszów nr 1498 „Wiadomości” najwidoczniej nie był dość dobrze zawiązany, toteż umożliwia pewne uzupełnienie.

   Wspominając istnienie różnych hipotez na temat pochodzenia wina p. Łobodowski nie mówi jakie są uzasadnienia popierające ten czy inny domysł. Choć winorośl rośnie dziś dziko w wielu okręgach Azji Mniejszej, jej pierwotna ojczyzna znajdowała się (najprawdopodobniej) na piaskowzgórzu po obu stronach rzeki, niegdyś dużej, przez Greków zwanej Oxus, a dziś znanej jako Amu Darja. Owe, w czasach przedhistorycznych żyzne tereny, które dziś stanowią pustynie Kara KumKyzal Kum, były miejscem postojów i startu (jeżeli nie kolebką) wszystkich prawie ludów aryjskich, jakie kolejno wędrowały stamtąd na Zachód. Językowe dowody wskazują także że właśnie te ludy aryjskie niosły ze sobą winorośl i technikę wytwarzania trzech najważniejszych napojów fermentowanych: wina, miodu i piwa.

   Wśród wykopanych w Poghazköy tabliczek glinianych znajduje się m.in. interesujący dokument z XIII w. przed Chrystusem Król Hettytów, Hottusilis III wydał edykt wyznaczający obowiązkowe ceny jakie miały być pobierane za produkty wywożone do Asyrii. W długim spisie tych produktów znajduje się też wino.

Piwnica z winem

   Wino które „nasz praszczur Noe pijał dzbanem” zapewne początkowo było dostarczane przez wędrownych kupców hettyckich. Później Noe zakłada sobie własną winnicę. Legenda o pochodzeniu wina od św. Jerzego, cytowana przez p. Łobodowskiego jest średniowieczną przeróbką dużo starszej legendy hebrajskiej, dotyczącej Noego, którą rabbi Tanhuma bar Abba opowiada w Talmudzie. (np. w tekście który Salomon Buber wydał drukiem w Wilnie w r. 1885). Wedle tej wersji Noe zakłada winnicę razem z upadłym już (i wypędzonym na ziemię) archaniołem Samaelem. Przed posadzeniem winorośli Samael zabija i zakopuje w winnicy jagnię, lwa, świnię i małpę. Stąd też po pierwszym pucharze wina człowiek łagodnieje jak jagnię, po drugim wydaje mu się że stał się mocny i władczy jak lew, po trzecim zachowuje się ja świnia, a po czwartym zaczyna małpować i bluźnić poczem traci zmysły. Tak właśnie jak się to wydarzyło Noemu. Przy czym to nie Cham obnażył pijanego, choć on się wyśmiewał, ale uczynił to jego pierworodny syn Kanaan, który ponadto oskopił Noego, zaciskając węzeł cienkiego mocnego sznurka na odpowiedniej części ciała śpiącego. (N.b. podobna metoda „bezkrwawego” kastrowania cieląt i jagniąt jest wciąż jeszcze w użyciu, choć sznurek zastępują teraz obcążki drewniane lub metalowe). W wyniku tego, gdy po potopie Noe wraz z rodziną wylądował na górze Ararat, ofiarę całopalną musiał w jego imieniu składać Sam, jako że tylko „kompletny” mężczyzna może spełniać funkcje kapłańskie.

   Ludy semickie szybko przejęły znajomość wina i już Fenicjanie prowadzą handel winem w skali „światowej” (na równi z wcześniejszymi od nich na tym polu Ormianami i Grekami o czym szeroko opowiada Herodot). Arabowie zaś wnieśli w tym zakresie poważny wkład, ich to (jak same nazwy wskazują) praktycy sztuki al-kimia wynaleźli al-anbik (t.j. alembik) i wytworzyli w nim wain-al-koh’l, którego nazwy w językach europejskich są nie tyle tłumaczeniem oryginału ile opisem procesu: gorzałka, palenka, brandevin i t.p.

Węgrzyn Owocowy

   „Fałszowanie” wina, czego wynalazek p. Łobodowskiego zdaje się przypisywać naszym czasom jest procederem tak dawnym chyba jak handel winem. Wszakże to już Ojcowie Kościoła (w Azji Mniejszej i Aleksandrii) prowadzili uczone dyskusje, zastanawiając się jakie to opłakane skutki muszą wynikać z użycia do sakramentów wina niedostatecznie czystego. Rozważania o różnych rodzajach fałszowania wina zostawili także np. Pilinius Caecilius, czy hiszpańskiego pochodzenia, Marcus Valerius Martialis. Cztery bowiem są rodzaje „fałszowania” wina. 1. „naturalizowanie” czyli przypisywanie innego niż rzeczywiste pochodzenia, lub wieku, co zawsze było procedurą rozpowszechnioną, ale w istocie dotykającą głównie naiwnych snobów. 2. „zaprawianie”, czyli dodawanie innych gatunków wina, nasycania wyciągiem ziół czy korzeni, czy nawet wzmacnianie alkoholem. Niektóre z tych procedór stały się nawet „legalne”. Tak przecież powstały różne wermuty, tokaje, oporto, xeresy, czyli malagi i nikt już nie uważa ich za „fałszowane” wina. 3. „reperowanie” wina zepsutego częściową fermentacją octową czy pleśniową. W starożytności takie wina odkwaszano cedząc przez warstwę mielonego marmuru, strącając stęchliznę węglem palonych łupin orzechów i t.p. Dziś chemik robi to nawet prościej. 4. Fałszowanie snesu stricto, t.j. produkowanie napoju z wody, kwasów, cukru, spirytusu i sztucznych aromatów. Bywało stosowane i wywoływało skandale, a nawet pogromy, już w czasach pochodów krzyżowych.

   Vermouth NamysłówW wielu zakonach, które rozpoczynały uprawę winorośli w zasadzie po to aby swym opatom i biskupom zapewnić dostawę wina sakralnego, szybko zaczęto produkować wina i do innych użytków, a także eksperymentować z sokami różnych owoców, ziołami i alembikami. W wyniku mamy dziś nie tylko przeróżne kordiały i likiery, ale i takie użyteczne wynalazki jak śliwowice, jarzebiaki, framboazy, prunleki, kirsze, kalwadosy i t.d.

   Wreszcie może niesłusznie piętnuje p. Łobodowski starożytny zwyczaj rozcieńczania wina wodą, gdyż naprawdę dotyczyło to tylko dwuch okazji. Młode, kwaśne wino rozcieńczano wodą, a właściwie wodę „dosmaczano” winem gdy służyć miała jako orzeźwiający napój przy południowym posiłku. Przez wiele stuleci, dla ogromnej większości ludzi (wcale nie biedoty) był to posiłek skromny składający się z suchego chleba (lub jęczmiennych placków jakie Grecy nazywają „maza”) i twardego sera, zazwyczaj owczego lub koziego, zapijanych wodą z winem (lub słabym piwem, jakie np. w Polsce szlacheckiej nazywano „półpiwkiem”). Poza tym przy wieczornych ucztach (a więc u bogaczy) przy jedzeniu pito wiele różnych win (nie rozcieńczonych), a po jedzeniu, do licznych toastów i przemówień, oraz przy słuchaniu występów rozrywkowych, podawano ciężkie wino, mocno zaprawiane ziołami, żywicami, pączkami sosnowymi (jak to opisuje np. Iuvenal), które po odbiciu glinianego korka cedzono z amfory do „krateru”, rozcieńczano wodą i wtedy rozlewano w puchary. Ale to właśnie musi przypominać się każdemu kto widzi jak Serb czy Bułgar rozcieńcza śliwowicę, Grek dolewa do ouzo, a Szkot do whisky, nie mówiąc już o rozcieńczaniu wermutu (lodem).

J. P. Horzelski
(P e n r h y n c o c h, D y f e d, W a l i a)
„nic tak nie odurza jak patriotyzm i alkohol”

(398)

No comments yet.

Dodaj komentarz