Polsko-radziecka wojna o wódkę – część 1/2

Witam,

   W polskim internecie krąży kilka historii związanych z historią polskich alkoholi. Jedną z takich historii jest polsko-radziecka wojna o wódkę o której tekst jest np TUTAJ.

   Poniżej jeden z chyba pierwszych tekstów prasowych dotyczących tego konfliktu z gazety „Fakty i mity” nr 42 z 2008 r. Mój brat, kiedyś kupił tą gazetę, był tam ten artykuł i mi wyciął 🙂

Polsko-ruska wojna wódczana

   Znani dokumentaliści z Hollywood zamierzają nakręcić film o roli wódki w cywilizacji. Chodzi głównie o dwie cywilizacje: rosyjską i polską. Przy okazji wyjdzie na jaw jedna z wielkich tajemnic PRL: polskie władze bezczelnie stawiały się „Ruskim” w kwestii wódki.

   Na gwiazdę filmu zapowiada się już europoseł Ryszard Czarniecki, który zwrócił na siebie baczną uwagę świata podczas batalii o definicję wódy. Na forum Parlamentu Europejskiego jak lew bronił wódki jako destylatu ze zboża i ziemniaków przed zakusami świętokradczych wielbicieli sfermentowanych owoców. Pasja i błyskotliwość posła bardzo Amerykanów zauroczyła. Stwierdzili oni: „Urzekła nas jego wypowiedź w europarlamencie, gdzie pytał, czy Francuzi zgodziliby się na produkowanie szampana ze śliwek, a Brytyjczycy na wytwarzanie ginu z moreli. Chcemy, by powtórzył ją przed kamerą”.

   Za film odpowiada producent słynnych, demaskatorskich dokumentów Michaela Moor’a – Jim… Czarnecki. Nie ma tu kumoterstwa, bo zbieżność nazwisk jest przypadkowa.

   Jednak najciekawsze jest co innego. Otóż jednym z wątków amerykańskiego filmu jest ciekawy epizod stosunków polsko-radzieckich: u nas, niestety, prawie zupełnie nieznany. Chodzi o polsko-rosyjską „wojnę wódczaną”.

Wyborowa 1981 WSReklama prasowa z 1981 r.

   Popularne dziś w pewnych kręgach zaklęcie, jakoby PRL była zaledwie pokraczną kolonią ZSRR zaludnioną „przez płatnych zdrajców pachołków Rosji”, dowodzi po prostu nieuctwa. Z niedawno opublikowanych w Rosji stenogramów z polsko-radzieckich negocjacji w październiku 1956 roku wynika niezbicie, że ówczesne władze Polski radzieckim towarzyszom ani nie ufały, ani nie darzyły ich miłością. Gomułka i Ochab stawiali się Chuszczowowi wyjątkowo uparcie.

   Oczywiście ZSRR trzymał nas mocno w objęciach, więc jakieś większe przewały nie wchodziły w grę. Ale prawdą jest, że w wielu dziedzinach wysoko postawieni Polacy prowadzili krecią robotę, sabotaż i akcje pod ogólnym hasłem „dopieprzyć Ruskim”.

   Jedną z tych dziedzin był sport, a kolejną handel zagraniczny. Najbardziej zaś widowiskowym antyradzieckim sabotażem była „wojna wódczana”, jaką Polska prowadziła z ZSRR na arenie międzynarodowej w latach 1977-1982.

   Jesienią 1977 roku grupa największych zachodnioeuropejskich i amerykańskich producentów wódki rozpoczęła kampanię mającą na celu pozbawienie radzieckiego monopolu spirytusowego praw do używania nazwy towarowej „vodka”. Motywowano to tym, że w ZSRR produkcję wódki rozpoczęto dopiero po 26 sierpnia 1923 roku, kiedy to anulowano dekret prohibicyjny (najmniej przestrzegany dekret w historii ludzkości) z grudnia roku 1917. Tymczasem w USA i Europie wódkę zaczęto wytwarzać już w latach 1918-1921, gdy uruchomiono wytwórnie emigracyjne Piotra Smirnoffa i innych producentów z carskiej Rosji.

   Ten atak Ministerstwo Handlu Zagranicznego ZSRR odparowało dość łatwo: wskazując, że ów dekret Lenina podtrzymał jedynie prohibicyjne rozporządzenia rządów carskiego i Tymczasowego, zatem w istocie potwierdził ciągłość monopolu spirytusowego na terytorium Rosji. Ale wówczas pojawiło się poważniejsze zagrożenie, i to ze strony najmniej oczekiwanej – bratniej Polski. Mianowicie Polska wykorzystała sytuację i zwróciła się do Międzynarodowego Arbitrażu Handlowego z wnioskiem o odebranie ZSRR praw do posługiwania się nazwą towarową „vodka” i przyznanie wyłącznych praw do tej nazwy Polsce. Umotywowano to faktem wcześniejszego rozpoczęcia produkcji wódki na terytorium Polski, w rozumieniu terytorium państwowego byłego Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

   Radzieckiego niedźwiedzia początkowo zatkało, a zaraz potem odebrano to jako żart. Jednak precedensowe postępowanie mające na celu ustalenie dat rozpoczęcia produkcji innych słynnych rodzajów alkoholi i przyznanie ochrony marki i nazwy (jak głośne genewskie zwycięstwo prowincji Cognac dzięki cudem odnalezionemu kwitowi z roku 1334) wskazywały na powagę sytuacji.

   Na początku roku1978 arbitraż dał stronom czas na zebranie dowodów. Strona radziecka zamówiła ekspertyzę archiwów u równie znakomitego co ekscentrycznego historyka Williama Pochlobkina, autora pomnikowej „Historii herbaty”, wydanej w roku 1968. W Polsce konsekwentnie, a niesłusznie nazywanego „Pochlebkinem”.

   Pochlobkin ukończył swą analizę wiosną 1979 roku. Dowiódł w niej (choć jego ustalenia później krytykowano), że wytwarzanie tożsamego z wódką trunku „gorzałka” rozpoczęto w Polsce, na terytorium dzisiejszej Ukrainy, nie około roku 1550, jak twierdzili Polacy, ale 1540.

   Wykazał również, iż produkcję wódki na terytorium Państwa Moskiewskiego rozpoczęto znacznie wcześniej – mianowicie pomiędzy rokiem 1448 a 1478. Rosyjska wódka byłaby więc jednym z najstarszych trunków wysokoprocentowych: pierwsze wzmianki o ginie pochodzą z roku 1485, a o szkockiej whisky – z roku 1494.

   W roku 1982 na podstawie przedstawionych dowodów sąd arbitrażowy oddali pozew Polski, zaś pracę Pochlobkina w formie monografii wydano po rosyjsku w roku 1991, a rok później po angielsku w Londynie i Nowym Jorku. Jest to oczywista potwarz i smuta dla dzielnego narodu polskiego, aż dziw, że niewymieniana cięgiem z zaborami, łagrami i 17 września. Cała sprawa jest jednak, ogólnie rzecz biorąc, tajemnicza.

   Samego Pochlobkina zamordowano w do dziś niejasnych okolicznościach w roku 2000. Wiktor Jerofiejew napisał wówczas żartobliwie, że niechybnie stoją za tym Polacy, którym Pochlobkin odebrał wódczany prymat. Zabawne, że owi Polacy o ciekawym epizodzie swej historii dowiedzą się z filmu… amerykańskiego.

   Innymi słowy, trochę szkoda, że na historię PRL mają teraz monopol ludzie pokroju Bronisława Wildsteina i historyków z IPN, którzy tamten czas postrzegają wyłącznie jednokolorowo – jako „ciemną noc okupacji”. Mamy bowiem sytuację paradoksalną: za Polski Ludowej o scysjach z „bratnim” Związkiem Radzieckim mówić nie wypadało – oficjalna przyjaźń musiała być jak monolit.

   Teraz zaś podobnym monolitem musi być „czarna legenda” PRL. A był to kraj, wbrew opinii Wildsteina, barwny i dość niezależny. Wiele przykładów tej niezależności wciąż czeka na dociekliwych historyków. Ale IPN takiej pracy raczej nie wesprze.

Magda Hartman

   Artykuł przedstawia mniej więcej tą historię w wersji jaka funkcjonuje w internecie, zawiera wiele błędów, ale  pytanie podstawowe brzmi – ile z tego jest prawdą? Czy taki spór był naprawdę?

   Znalazłem nowe materiały, które rzucają trochę światła na tą historię – przedstawię je w kolejnym wpisie dotyczącym tego tematu. Plakat przedstawiony powyżej sugeruje, że coś na rzeczy było.

   Swoją drogą sam film, o którym mowa w powyższym artykule powstał i zamieszczam go poniżej. Pierwotnie była dostępna także wersja z polskim napisami, ale teraz już jej nie ma. Wyborowej film bardzo się spodobał i zamówiła filmiki zatytułowane „From Poland with love” z Ingmarem w roli głównej, które dostępne są tutaj TUTAJ.

 

 

(401)

2 komentarze

Dodaj komentarz