Butelki po alkoholach – to też są zabytki – Grzegorz Miliszkiewicz – część 2

Witam,

   Dziś druga część artykułu o butelkach autorstwa Grzegorza Miliszkiewicza z czasopisma „Spotkania z zabytkami” z 1989 r. nr 6. Powyżej zdjęcie z wystawy zbiorów kolegi pollabela w Płocku. Na zdjęciu puste butelki po alkoholach pollabela + Płocczanka użyczona na wystawę przez Płockie Muzeum, w którym wystawa się odbywała.

   BUTELKI PO ALKOHOLACH – TO TEŻ SĄ ZABYTKI

Monopolówki

   W pierwszej połowie lat dwudziestych wódkę czystą rozlewano do butelek o pojemności: 0,3, 0,6 i 3 l. (tę ostatnią lokalnie nazywano „krową” Pabianice - ConcordiaW350lub „matką”), wykonanych ze szkła półbiałego, często o intensywnym niebieskim, zielonym, lub żółtawo-brązowym zabarwieniu. Pojemności te stanowiły adaptację miar używanych w Rosji, i tak opakowanie 0,6 l. – to odpowiednik „jednej butelki wódczanej” mierzącej 1/20 wiadra. W latach 1925-1927 Państwowy Monopol Spirytusowy wycofał z obiegu butelki o pojemnościach nawiązujących do miary wiadrowej i wprowadził butelkę monopolówkę wzór 1926 o pojemności: 1, 0,5 i 0,25 l, wykonaną ze szkła półbiałego. Następnie zmodernizowano ów wzór, m.in. poprzez umieszczenie na dnie wyczuwalnej palcami, wypukłej „obrączki” w butelkach o pojemności 1, 0,5 i 0,25 l. Huty otrzymały instrukcję dopuszczającą tylko nieznaczne, niebieskawe zabarwienie szkła. Po drugiej wojnie światowej, dzięki częściowej automatyzacji produkcji, pojawiły się monopolówki „ze szwem”, w których na dnie zamiast obrączki monopolowej występuje numer identyfikacyjny huty. Można szacować, że w Polsce przez kilka dziesięcioleci wyprodukowano w dziesiątkach hut kilka miliardów monopolówek z „obrączką”, dla przykładu w sezonie 1933-1934 PMS zużył 166 mln butelek (w 1938 r. huty wyprodukowały 49 tys. ton monopolówek). Butelek tych używano równocześnie do rozlewu spirytusu, denaturatu, octu i innych płynów. Duża ilość monopolówek na strychach wiejskich chałup nie zawsze świadczy o wysokiej konsumpcji alkoholu w tych rodzinach, częściej zaś o wieloletnim gromadzeniu butelek z zamiarem wykorzystywania ich w gospodarstwie domowym. Lekka, przezroczysta i wymierna monopolówka spośród wszystkich rodzajów butelek najbardziej nadawała się do tego celu.

StareButelkiWMoje puste buteleczki o poj. 100 ml. Pierwsza najstarsza (może sprzed I wojny) bardzo prymitywne wykonanie – co stanowi o jej uroku, druga z dwudziestolecia i trzecia powojenna wykonana już maszynowo (widoczny szew)

 Butelki fasonowe po wódkach gatunkowych, koniakówki i likierówkiKaźmierski okW

   W latach dwudziestych i trzydziestych na polskim rynku znajdowało się jednocześnie kilka tysięcy rodzajów wódek gatunkowych. Cały ten przemysł, zredukowany m.in. przez konkurencyjność wyrobów PMS (gatunkowe stanowiły około 10% spożycia wódek) z poziomu 1175 zakładów w 1924 do 78 w 1937 r., przejawiał nadzwyczajną troskę o estetykę i atrakcyjność opakowań. Oferta była niezwykle bogata – posługiwano się najrozmaitszymi fasonami butelek (różne warianty szartresek, kantówek, kord jałówek i wiele innych, nie mających nazw), z wytłoczonymi na pobocznicy napisami i znakami firmowymi; stosowano kształtne i barwne etykiety, winietki i opaski, kapsuły i pieczęcie. Najpoważniejsze firmy (wśród nich: „J. A. Baczewski” rok założenia 1782, „Hartwig Kantorowicz” – 1823, „Winkelhausen” – 1846, „Rektyfikacja Warszawska” – 1886, „Kasprowicz” – 1888) zastrzegały sobie wyłączność nazwy trunku, fasonu butelki i wzornictwa nalepek poprzez rejestrację znaków towarowych i wzorów zdobniczych w Urzędzie Patentowym.

   Osobliwie interesujące są egzemplarze z lat czterdziestych, będące już naśladownictwem fasonów w okresie międzywojennym zastrzeżonych i chronionych przez prawo patentowe. Np. firma J. Oster z Zamościa, założona w 1940 r., rozlewała krem miętowy do butelki z trójsegmentową szyjką, zastrzeżoną przed wojną przez „Baczewskiego”. Jednakże butelki te nie dorównywały pierwowzorowi ani jakością formy, ani czystości masy szklanej. Po prawej buteleczka o poj. 100 ml z wytwórni A. Kaźmierskiego z Chojnic. Poniżej wspomniane w tekście butelki Ostera i Baczewskiego.

Oster, Baczewski

Winówki

   Na obszarze Lubelszczyzny spotyka się fasony opakowań szklanych KruszwicaWcharakterystycznych dla kilku europejskich ośrodków winiarskich – bordo, burgundzkie, reńskie, tokajki, szampanki. Na ogół tylko w wypadku zachowania się etykiet na korpusach możliwe są pewne uściślenia, ponieważ zdecydowana większość winówek nie ma tłoczonych napisów i znaków towarowych.

   W okresie międzywojennym wina wytrawne trafiały do Polski głównie z dorzecza środkowego Renu w butelkach tzw. reńskich ze szkła zielonego (wysokość: 34-37 cm), o pojemności określonej napisem na dnie „0,7” l. Najbardziej interesujące są jednak butelki reńskie bez szwu, odznaczające się wklęsłym dnem z centrycznie umieszczonym „guzkiem”, smukłym profilem i intensywną barwą szkła: ciemnoczerwoną, zieloną, ciemnoniebieską (po prawej). Fason ten wykorzystywały też niektóre polskie firmy, np. wzmiankowana niżej Kujawska Wytwórnia Win.

   Wina francuskie i hiszpańskie rozlewano do butelek typu borto z mocno wklęsłym dnem, później także z płaskim. Na przykład skład win A. Krychowskiego przy ul. Krakowskie Przedmieście 27 w Lublinie importował wino w beczkach oraz sprowadzał od producenta etykiety, winietki i korki i kapsuły, natomiast butelki bordo zamawiał w hucie „Wyszków”. Ze względu na cenę win importowanych, grono ich konsumentów ograniczone było w okresie międzywojennym do warstw dobrze sytuowanych w środowisku miejskim, a w miasteczkowym do elity. Konsumpcja kosztującego 15-25 zł szampana wyraźnie nie szła, skoro wspomniany tu sklep Krychowskiego dawał złotówkę kelnerom za każdy dostarczony korek po szampanie rozprowadzanym przez firmę.

   Zagadnienie opakowań win krajowych ilustruje przykład zespołu butelek po wyrobach Kujawskiej Wytwórni Win Henryka Makowskiego w Kruszwicy. Założona w 1902 r. na Ukrainie, od 1920 w Kruszwicy, firma ta zajmowała czołowe miejsce wśród krajowych producentów win owocowych i miodów syconych (w 1937 r. – 100 zakładów). W jej asortymencie znajdowały się wina białe z jabłek, m.in. wytrawna, półsłodka i słodka „Złota Reneta”, „Vermouth”, reklamowany jako napój leczniczy, oraz wina czerwone z różnych odmian porzeczek i czarnych jagód, np. „Czerwone Mocne” i „Malaga Krajowa”. Miały one dorównywać jakością winom gronowym. Większość gatunków sprzedawano także w tzw. półbutelkach, zwykle o poj. 0,35 l (w Rosji „półbutelka od wina” miała pojemność 1/32 wiadra, tj. około 0,38 l). W latach okupacji wytwórnia wykorzystywała butelki przeróżnych fasonów (np. vichy) i objętości, nie zawsze zgodnych z treścią etykiety, w tym opakowania z tłoczonymi, firmowymi napisami, np. „Takara”, „Martini”, „Społem”, co związane było ze spadkiem produkcji właściwych opakowań, zwłaszcza butelek typu bordo. Chaos opakowaniowy obserwujemy również u wielu producentów napojów alkoholowych w pierwszych latach po wyzwoleniu. Na ten „przednormalizacyjny” okres warto zwrócić szczególną uwagę podczas selekcji butelek w miejscach pozyskania.

    No cóż, butelki – temat błahy. Jeżeli jednak zdamy sobie sprawę, jak niezmiernie trudno, w ramach prac nad pełnym obrazem kultury materialnej ziem polskich, zdobyć dziś materiały (w tym ilustracyjne) do choćby mikroskopijnych monografii fabryk i fabryczek przemysłu spożywczego czy też hut szkła z pierwszej połowy XX w., to każda ocalona stara butelka nabiera wartości szczególnej. Niezbędne są tu także nowe informacje o poszczególnych kolekcjach.

 Grzegorz Miliszkiewicz

(1998)

2 komentarze

  1. Grzegorz napisał(a):

    Serdeczne Noworoczne Pozdrowienia!
    Bardzo to miłe, iż wydobył Pan ten artykuł z omszałych szponów Gutenberga i tak pomysłowo, na nowo, tak trafnie ożywił eksponatami. Dzięki za zamysł i solidność tej relacji oraz przejrzystość i artyzm ilustracji. Zajmuję się m. in. historią opakowalnictwa końca XIX-1 poł. XX w. na ziemiach polskich, w tym szklanego. I tu – jeżeli Pan pozwoli – propozycja na przyszłość. Jeżeli coś, co mam już napisane, nie będzie mogło doczekać się druku w pokonferencyjnych zbiorach, chętnie prześlę to Panu do tak sprawnego internetowego upowszechnienia. Tylko to już nie są popularnonaukowe ujęcia, jak w „Spotkaniach z Zabytkami”, lecz opracowania zaopatrzone w aparat badawczy. W „Spotkaniach z Zabytkami” przypisów nie było. Więc lepiej byłoby zachować przypisy, by uwiarygodnić historyczną refleksję, np. nad formami zamknięć butelek, fasonami oranżadówek, słoików na musztardę, czy nad zagadnieniem pojemności niegdysiejszych naczyń. To delikatna propozycja współpracy – co Pan na to?
    Jeszcze raz dłoń ściskam, z Lublina,
    Grzegorz

    • Czajkus napisał(a):

      Witam!
      Bardzo mi miło 🙂 cieszy mnie bardzo ten komentarz! Uważam Pana artykuł sprzed tych 24 lat za jeden z lepszych jakie znalazłem, no i jedyny o tej tematyce. Jakieś 2-3 lata temu gdzieś wygooglałem jakiś ślad i po artykuł udałem się do biblioteki ASP w Krakowie, gdzie go skserowałem i zrobiłem zdjęcia. W oryginalnym artykule też są zilustrowane butelki z opisami, ale na kserówce trudno są widoczne i ich nie zamieściłem.
      Tego typu wiedza, o starych butelkach czy fabrykach jest niesamowicie specjalistyczna i trudno dostępna. Stąd też nie wiem ilu w ogóle jest zainteresowanych? Sam znam kilku.
      Z przyjemnością zamieszczę inne Pana materiały 🙂 i jak będzie możliwość je zilustruję.
      Niedawno widziałem taką 3-litrową „krowę”, ale sobie nie kupiłem, a w sumie trzeba było.
      Swoją drogą niebywały refleks z tym komentarzem 🙂

      Pozdrawiam noworocznie z Krakowa
      Łukasz

Dodaj komentarz