Monitor – O Pijaństwie – 1766 r.

Witam,

   Poniżej artykuł Kazimierza Bartoszewicza  z 1897 r. opisujący pokrótce pierwsze polskie czasopismo Monitor czyli po łacinie Upominający wydawane w latach 1765-1785 przez ks. Franciszka Bohomolca twórcę słynnej pieśni kurdeszowej. Poniżej także podane są przez Bartoszewicza listy z dwóch numerów Monitora poświęcone pijaństwu, które uzupełniłem – tak, że są to teraz dwa pełne numery (numer zaczyna się od przytoczonej łacińskiej sentencji). Powyżej portret ks. Franciszka Bohomolca. Tyle ode mnie.

MONITOR

   Pierwszy numer Monitora wyszedł „za pozwoleniem Starszych w Warszawie w Drukarni Mitzlerowskiej roku 1765 dnia 23 marca”. Numer ten był rodzajem przedmowy, wstępu. Wydawca jego ks. Franciszek Bohomolec zapowiadał: „osięgnąć zechcę w biegu pisma tego, nietylko co polepszenia się Rządów i natury onych tykać może, ale cokolwiek czerpając w źródłach moralności, nauk, obyczajności, weseląc oświecać i umysłom do rozszerzania się pole dać może“.

   I dotrzymał ks. Bohomolec słowa. Przez lat 19 Monitor „rozum weseląc oświecał”, aż zgasł ze Monitor4śmiercią swego założyciela (ks. Bohomolec zmarł 28 marca 1784 r. w 19-stą rocznicę wyjścia pierwszego Nru Monitora). Zgasł, ale pozostał w literaturze jako jeden z najciekawszych jej pomników z epoki stanisławowskiej. Ze czcią przegląda się dziś jego karty, z niezwykłem zadowoleniem widzi się ile rozumu i zdrowego rozsądku, ile miłości dobra powszechnego było w tych głowach i sercach, których Monitor był reprezentantem.

   Nie było prawie jednej „materyi”, którejby Monitor nie poruszył. Chłostał każdą wadę narodową i obyczajową. Rozumnie radził w sprawach politycznych i ustroju społecznego. Nie uchodził jego uwagi handel i przemysł, podnosił głos za miastami i mieszczanami, – w obronie ludu stawał z całym zapałem, stawiał projekt oczynszowania poddanych. Możnaby z niego wybrać po całym tomie rzeczy poświęconych sprawom sądownictwa, wychowania, szkolnictwa i literatury. A we wszystkiem prawie był tak szczerze rozumny i postępowy, że jeszcze dzisiaj politykom, statystom, publicystom, pedagogom naszym, za niejedną jego złotą radą iśćby należało. Nie ulega też wątpliwości, że przygotowywał on świetnie grunt pod reformę, której wyrazem była ustawa 1791 r.

   Stąd znaczenie Monitora wielorakie. Ma on prawo mieć kartę nie tylko w historyi piśmiennictwa, ale i w dziejach narodowych. Jako zaś źródło do historyi obyczajów jest wprost nieoceniony. I słusznie też już po roku wydawnictwa mógł ks. Bohomolec położyć z tyłu karty tytułowej (której podobiznę dajemy) czterowiersz:
Narodowi zostawić swemu bardziej drogi
Depozyt nie mógł nad te Monitor przestrogi.
Nie zazdrości swych skarbów, owszem ta jest czysta
Myśl jego: niech z nich Polski czytelnik korzysta.

   Monitor wychodził z początku co tydzień i kosztował „pół szóstaka”. Ale już po wyjściu sześciu numerów zawiadamiał wydawca, że „Monitor dwa razy w tydzień wychodzić będzie we środę y w Niedzielę”. Każdy numer składał się z 4 kartek w formacie nieco większym niż dzisiejsza 16-ka. Rodzaj druku stosował się do rozmiarów rękopisu: jeżeli zwykły druk nie mógł objąć całości manuskryptu, to koniec artykułu składano pismem drobnem (petitem), jeżeli zaś rękopis był szczupłych rozmiarów, to czcionki dawano wielkie (cicero).

   Zazwyczaj każdy numer był dla siebie skończoną całością, ale jeżeli tego ważność „materyi “ wymagała, to było jej poświęconych kilka numerów z rzędu. Tak np. „materya” o poddaństwie ludu powtarza się kilka razy, a w samem I. półroczu 1767 poświęcono jej sześć numerów.

   Monitor każdą sprawę przedstawiał jasno, prosto, językiem dobrym i czystym, bez gonitwy za ozdobami stylowemi. Używał często satyry, nieraz traktował rzecz z prawdziwie fejletonowem zacięciem. Lubił formę listów: ktoś niby do niego pisał, a on odpowiadał. Takimi korespondentami jego byli: Śmiałecki, Rzetelnicki, Politycznicki, Próżniakowski, Wodnicki, Antalewicz, Łykaczewski itd. Czasem w braku na razie „materyi“ do omówienia, podawał Monitor przekład jakiej satyry Horacego, wiersza Popego, wyjątek z „Emila“ Rousseau’a itp.

   Prócz tego miał ks. Bohomolec współpracowników, do których między innymi zaliczał się Ignacy Krasicki, a nawet rodzaj stałego komitetu redakcyjnego, o czem parokrotnie wspomina w samym Monitorze i w komedyi swojej, noszącej ten sam tytuł, napisanej w r. 1767 w odpowiedzi na czynione Monitorowi zarzuty.

   Ten przydługi może wstęp do wyjątków z Monitora uważam za oddanie hołdu jego pamięci. Podaję wyjątki tylko z jego lat pierwszych, kiedy to Monitor po wielkiej przerwie, reprezentował, można powiedzieć, sam jeden naszą satyrę. W kilka lat później nastąpił jej niebywały rozkwit. Wyjmuję naturalnie z Monitora nie ustępy najlepsze, lecz te, które z treści swojej i formy do „Ksiąg humoru” się nadają.

Kazimierz Bartoszewicz

Sentencja - wino1

O PIJAŃSTWIE

Sunt delicta tamen quibus ignovisse velimus (Są błędy, którym zechciejmy wybaczyć).
Horatius

   Znać, że Monitor o pijaństwie jakążkolwiek uczynił impresję, kiedy wkrótce odebrałem list, który tu kładę z niektórymi zamiast responsu uwagami.

List

   M. Panie Monitor! Przedsięwziąłem miałkiem mojem zdaniem usprawiedliwić W. M. Panu tych, których ogólnie pijakami nazywasz. Zdałoby mi się, iżby potrzeba uczynić różnicę między zataczającym się po drodze, lub leżącym w błocie bez zmysłów pijanicą, a tym, który z dobrym przyjacielem in charitate non ficta (ze szczerej miłości) czasem też sobie podochoci. Zastraszyłeś W. M. P. tak dalece całą tutejszą okolicę, iż imieniny żony mojej ledwo nie spełzły. Siedzieliśmy u stołu jak na stypie; pogadawszy trochę o naszych stajniach i psiarniach, tak nam na koniec dyskursu brakło, iż dobry nasz staruszek ksiądz pleban kazanie swoje powtarzać zaczął i uśpił wszystkich co do jednego. Zważ sam W. M. Pan co się nam działo, kiedy on skończył a my się ocknęli. Za przeproszeniem W. M. Pana Dobrodzieja musiałem rad nie rad przynieść mój ulubiony kielich; naprzód zgodziliśmy się wszyscy na to, aby wypić za zdrowie Monitora. Ach Mości Dobrodzieju, gdybyś tam był, dopierobyś zobaczył jak w nas duch wstąpił; dyskursa się zaczęły; ci którzy się ledwo znali przed pierwszą koleją, po trzeciej poprzysięgli sobie wieczną przyjaźń, ja na to patrząc, ażem zapłakał z radości. Prawda, że dwóch z naszej kompanii zwadziło się ku wieczorowi i jeden drugiemu pysk wyciął, ale gdyby byli trzeźwi, zapewneby się byli pozabijali. Nazajutrz bolała mnie głowa niezmiernie, ale to podobno winien był temu dzień pochmurny, niech wreszcie tam będzie co chce, a W. M. Pan bądź na nas łaskaw.

   Pamiętam niedawno i na kazaniu słyszałem, że vinum bonum laetificat cor hominis, (dobre wino raduje serce człowieka) – ile możności ja staram się żeby u mnie dobre bywało i tylko bym chciał sobie podweselić, a przypadkiem się chyba upiję. Zważ W. M. P. Dobr. i to jeszcze, iż jak zapamiętam w sąsiedztwie naszem żaden kompromis bez kielicha się nie skończył, znać że wino do zgody dobre. Byłem sekundantem na dwóch pojedynkach i tam wino moje lepiej od ładunków Ichmościów adwersarzów uspokoiło. Proszę zatem W. M. Pana Dobrodzieja pozwól nam się ucieszyć cokolwiek, przecież to i ojcowie nasi dobrze pijali, a poczciwie służyli Ojczyźnie. Jeżeli zaś łaska mego kochanego Dobrodzieja nastąpi, oddawca listu domek mój opowie, w którym otwartem sercem oczekuję bytności jego z wysokiem zostając poważaniem.

Antalewicz, 1766 r.

   Między tym, który się po rynsztokach wala, a tym który w pokoju na nogach utrzymać się nie może, cała różnica zafisła od sytuacji miejsca, że ten w izbie a tamten na ulicy. Vinum leatificat cor hominis kiedy zarzyte w mierze; zaś rozweseleniem serca, nie może się nazywać strata zmysłów i przytomności. Jeżeli wino do kompromisów i pojedynków może być niekiedy zdatne, nie pochodzi stąd, iż jest doświadczonymm lekarstwem do zgody, w czym biorę na świadectwo tegoż samego Jegomości, któremu pysk wycięto na Imieninach Jmci Pani Antalewiczowej.

   Zbyt dobrą mam opinię o całym sąsiedztwie korespondenta mego, żebym miał sądzić, ich doskonałości na samej tylko psiarni, stajni i kieliszku zasadzoną. Rozumiem zatem iż w tym punkcie Jmć Mciwy Pan żartuje, albo się chwalebną modestją uopokarza.

   Ojcowie nasi, że pijali, pozwalam; że Ojczyźnie poczciwie służylli, i temu nie przeczę; nie dlatego służylli dobrze Ojczyźnie że pijali, raczy na to pozwolić Imość, a na to jeszcze bardziej, iż gdyby byli nie pijali, zgodniejszymi staliby się do usług publicznych, tego i samemu Imości Panu Antalewiczowi gdy życzę, radzę wstrzymywać się od tak hojnego Imienin Ieymościnych obchodzenia.

Aleksander Orłowski - Uczta u RadziwiłłówAleksander Orłowski – Uczta u Radziwiłłów

 Quod si etiam prudentissimi peccaverunt cuius non error, bonam causam habet
(Ale nawet jeśli nie jest to błąd, którym najmądrzejsi zgrzeszyli, mają dobrą wymówkę)
Seneka

Drugi list w tejże materyi

   M. Panie Monitor. Rozumiałem, że tak istotna między pijanym a pijakiem różnica, jaką pokazał w liście swoim do W. M. Pana pisanym Jmć. Pan Antalewicz, mój wielki przyjaciel, skłoni go do łaskawszych sentymentów na nas za przyczyną pijących, aliści położone na końcu uwagi jakby mnie z nóg ścięły, widząc W. M. Pana jednakowo przeciw wszelkiemu rodzajowi pijaństwa surowego.

   Gdy mi równie jest ciężko tak z dobrem winem jak i z W. M. Pana szacownemi rozstać się naukami, przedsięwziąłem jeszcze tentować łaski jego następującemi uwagami.

   Żebyśmy się mogli zaszczycić cnotą wstrzemięźliwości, trzeba nam nieraz nie czasem ale zawsze zachować pomiarkowanie w napoju; żebyśmy też przyszli na obelgę pijanicy, mało jest czasem się upić, bo tak cnoty jako i występki wtenczas w rodzaju swoim doskonałe, kiedy nie trefunkowe, ale zwyczajne.

   Od Noego Patryarchy do najpóźniejszej daty świeżego teraźniejszych czasów pijaka, wyliczyłbym W. M. Panu milion ludzi godnych, z których wysokiej sławy aż do wieku naszego zaniesionej bynajmniej nie ukrzywdziła ta (jak ją W. M. Pan zowiesz – przywara. Ale dosyć mi wspomnieć jednego Katona: narratur & prisci Catonis virtus aliquando caluisse mero; quare si quis Catoni ebrietatem obiecerit, facilius efficiet hoc crimen honestum, quam tarpem Catonem. A za cóż my ludzie dobrzy, od surowości dawnych filozofów dalecy, mamy się kondemnować, że sobie czasem przyjaciel z przyjacielem podochoci, kiedy to i najgodniejszym osobom uchodziło. Nie przeczę W. M. Panu, że wstrzemięźliwość jest wysoką cnotą, tylko na to pozwolić nie mogę, żeby się bez niej nikt nie mógł zwać poczciwym człowiekiem.

   Znamy wielu po pijanemu szczerych, miłosiernych, pobożnych, uniżonych, zgoła niezliczonych cnót pełnych, bo źródło tego wszystkiego nie z wina, ale z ich szczęśliwej natury płynie, będą zaś we wszystkiem przeciwni, jeżeli są z złych sklejeni namiętności, pijaństwo bowiem nie rodzi, ale zrodzone zewnątrz wyrzuca na wierzch defekta; może się zdać przynajniej na sposób poznawania hypokrytów.

   Że Mahomet będąc podległy epilepsyi, wina pić nie mógł, dla tego podobno przez zazdrość zakazał go uczniomi naśladowcom swoim, lecz my mamy lepszego prawodawcę który napisał: Vina bibunt homines, animalia cetera fontes. (Wina piją ludzie, wszystkie inne stworzenia – wodę). O zwierza pijanego dla tego trudno, bo wino nie leje się po strugach tak jak woda, będąc ku używaniu dla samego tylko człowieka sporządzone.

   Miałem już kończyć, kiedy przyszedłszy do mnie stary pan winiarz, tak utyskiwał: Ah! Mci Panie cóż się to z nami ubogimi szynkarzami dziać będzie; słyszę wyszła z Warszawy jakaś inhibicya, żeby wina i wszelkich gorących trunków nie pijano tylko pod miarą. Jam się w tem mieście pięknie wymurował, dziatkim przystojnie wychował, z córką dałem blisko na 50.000 złr. wszystko to się zebrało od Ichmciów, którzy pro honore gentis i sami się upijali i poili drugich, teraz przyjdzie mi i wielu ze mną szynkarzom chleba żebrać, jeżeli ten chwalebny narodu zwyczaj ustanie, miasta w ruinę pójdą, gdyż najwięcej na propinacyi stoją. I tam dalej rozwodził swoje żale. Jam na to odpowiedział: nie frasuj się mój panie winiarzu, nie znajdzie się łatwo taki w Polszcze Podwojewodzy, któryby miarę w gardle postanowił.

   Proszę W. M. Pana, abyś łaskawie przyjął te moje uwagi, ja zaś za pozyskany fawor obiecuję W. M. Panu, iż co przedtem dzień tylko jeden w tydzień miałem poślubiony trzeźwości, to teraz odmienię votum i tylko się raz w tydzień za zdrowie jego upiję.

 Łykaczewski.

Sentencja - wino2

   List ten który bardziej delikatną satyrą niż usprawiedliwieniem pijaństwa sądzę, rozumiem że tym sposobem pochwały tego bezprawia opiewa, któym niegdyś sławny Erasmus economium Morie pisał. Ze sposobu pisania wnoszę iż zbyt dobrze myśli autor listu, żeby miał być przyjacielem a dopieroż obrońcą występku tego.

   Że się Katon upijał, to tylko stąd wynosić można: iż najwięksi ludzie defektami swoimi oddają trubat wrodzonej wszystkim ułomności; zaś sentencja która woli czynić crimen honestum, quam turpem Catonem, bardziej jest brzmiąca niż prawdziwa.

   Gdyby wino strugami płynęło, alboby w ten czas przyrodzenie odebrało mu dzielność pojącą, alboby nadało instynktowi zwierząt tyle odrazy, iżby się żadne trucizny takowej nie tknęło; doświadczenie albowiem uczy iż im takowy napój niemiły i niezdrowy.

   Bądź jakokolwiek przyczyna przywiodła Mahometa do zakazu wina, ten punkt Koranu godzien naśladowania.

   Co się tyczy skarg Pana starego winiarza, mam honor spytać się Imć P. Łykaczewskiego, jakby takiemu doktorowi odpowiedział, któryby się przed nim uskarżał na to iż zaraźliwe choroby istnieją.

   Winszuję i sobie i publiczności iż oprócz dnia jednego wszystkie inne w tygodniu trzeźwości konsekruje mój korespondent, tym zaś się bardziej cieszę, im pewniejszy jestem iż w przeciągu dni sześciu, w których się nie upija, pozna iż i siódmego upijać się nie godzi.

(1115)

1 comment

Dodaj komentarz