Opowieści dziwnej treści – „Troche interesujących szczegółów o piołunówce”

Witam,

   Dzisiaj w kolejnym wpisie z serii „Opowieści dziwnej treści” ciekawy artykuł o absyncie z 1915 r. z poczytnej krakowskiej gazety Ilustrowanego Kuriera Codziennego. Na miano opowieści dziwnej treści zasługuje z pewnością podane w tekście, ciekawe a ucieszne francuskie podanie ludowe o powstaniu absyntu.

  Jako obrazek wstępny – fragment obrazu ‚Absinthe Drinker and the Hostile Silence” Pameli Wilson (2011).

   Podobają mi się także ilustracje do tego wpisu – obrazu V. Olivy nigdy wcześniej nie widziałem.

ROZKOSZE SZTUCZNE
Trochę interesujących szczegółów o „piołunówce”

   Nałóg pijaństwa jest tak stary jak świat. Wszak wiemy już z Pisma św., że „nasz praszczur Noe – wody się jak ognia bał, a wino pijał dzbanem”, a nawet Cham, niegodny a trzeźwy syn jego został przeklęty za to, że się wyśmiewał z pijanego rodziciela. Za przykładem wielkiego patriarchy rodu ludzkiego piły dalsze pokolenia. Z historycznych przykładów przypomnimy tylko choćby Dawida, który dobrze miał w głowie czyniąc publiczne pląsy przed Arką; i król Salomon otaczał szczególniejszą pieczołowitością winnice i „Sulamitki” i niejeden kielich wychylił z piękną murzyńską królową Saby.

   Germanie wcześnie wpadli na genialny pomysł warzenia piwa i podczas gdy późniejsi Francuzi doprowadzili do perfekcji wyrób wina – my, Polacy zaczęliśmy zrazu – od miodu. Pił go, jak historia poucza świątobliwy Piast Kołodziej i Mieszko Stary, a jak mówi żartobliwa piosnka ludowa, „Kazimierz Wielki suszył butelki, a swoje serce oddał Esterce”. Cóż mówić o czasach saskich, o czasach porozbiorowych w Polsce?

   Każda nacja ma swój trunek, jak mawiał ś.p. Zagłoba. U nas, że się tak wyrazimy „szlachetne pijaństwo” (w przeciwstawieniu do „ordynarnego”) schroniło się w zacisze klasztorne i do magnackich domów. Słynne dawniej mieszczańskie winiarnie znikły z powierzchni ziem polskich. Jedynie może tylko winiarnia Fukiera w Warszawie i miodosytnia Wójcikiewicza w Krakowie odpowiada godnie tradycji dawnych dobrych czasów.

   U nas obecnie nagminnie panuje „wódeczka” z The Absinthe Glass by Pablo Picasso 1914należytym uwzględnieniem „piweczka”. Wódkę piją wszystkie stany, choć w różnej formie a może tylko w odmiennym szkle. Pije szanowny mecenas u Hawełki swój „jarzębiaczek”, pije u „Kulcypra” miętóweczkę dwa razy wzmocnioną „Józek z Floryańskiej”.

   Ale jeżeli u nas część skondensowanego alkoholu jest wielką, jeżeli objaw ten przypisujemy brakowi kultury, to możemy się pocieszyć – choć marna to pociecha – że i w wysoce kulturalnej Francji zapijają się ludzie nie na żarty wódką.

   Absynt, wermut – (po naszemu pieszczotliwie „piołunóweczka”) – stała się we Francji demonem wysysającym zdrowie i żywotne soki społeczeństwa. Od szeregu lat hołdują Francuzi nadmiernemu spożywaniu absyntu, a ogólna namiętność wzrosła w obecnych czasach do tego stopnia, że rząd republiki zamyśla na serio o ustawowym położeniu tamy „epidemii absyntowej”. (obok rzeźba „Szklanka absyntu”, Pablo Pisasso, 1914 r.).

   Absynt, wermut, a po polsku piołun jest pospolitym zielskiem rosnącym obficie niemal w każdej strefie i na każdej glebie. W średnich wiekach przypisywano mu obszerne własności lecznicze. Miał być bardzo skutecznym przeciw szałowi, bezsenności, ukąszeniu jadowitych much i węży, przeciw febrze, truciznom, etc. Ks. Seb. Knajp ceni również wielce jego zalety aptekarskie.

   W jaki sposób wpadli Francuzi na pomysł robienia z piołunu wódki – poucza nas o tym ciekawe a ucieszne podanie ludowe. W pewnej wiosce żył zamożny chłop, który z wielkim poświęceniem czasu i pieniędzy oddawał się rozrywce pijackiej. Żona jego zwróciła się o poradę do znachorki, a ta poradziła jej jako „antidotum” wrzucenie do flaszki z wódką – zęba z umarłego człowieka. Mąż znalazł na dnie butelki ludzki ząb – zirytował się bardzo, żonę zbił – i pił dalej. Wobec pierwszego niepowodzenia dała jej czarownica wiązkę jakichś ziółek ze wskazówką, by żona pijaka namoczyła je w wódce, którą następnie miał wypić małżonek. Mąż skosztował i od razu zasmakował mu ten płyn. Mało tego! dał żonie skosztować, a i ta znalazła, że wódka jest znakomita, no – i od tego czasu upijali się już oboje.

   W naszych czasach miesza się piołunówkę z miętówką i uzyskuje się zielonkawą, silną wódkę. Likier ten mało jest u nas w użyciu, ale we Francji stał się „Grande Absinthe” nałogiem pociągającym za sobą najzgubniejsze skutki. W większych ilościach sprowadza on zaburzenia w systemie nerwowym, objawiające się zrazu zawrotami głowy i ospałością, później melancholią i stałą depresją umysłową, o ile jest stale w organizm wprowadzany. Dzięki chwilowemu podnieceniu jakie sprowadza – nazywany jest we Francji od czasu Musseta „Muse verte” (Zielona Muza).

The Absinthe Drinker - Viktor Oliva„Pijak absyntu” pędzla czeskiego malarza Viktora Olivy

   Wszystkie oficjalne pouczenia i zakazy rządowe nie na wiele we Francji się zdały. Między godziną 4 a 6-tą po południu – podobnie jak u nas godzina herbaty – jest w Paryżu „l’heure de l’absinthe” (godzina absyntu).

   Rząd francuski jął się za przykładem Szwajcarii ostrych środków walki z absyntem. Ponieważ jednak w niektórych departamentach uprawa uszlachetnionego piołunu jest niemal jedynym źródłem dochodów – był rząd zmuszony do masowego zakupywania zbiorów tej trującej rośliny. I tak np. w miasteczku Orly w departamencie Jory-sur-Seine wykupił rząd za przeszło 100.000 franków piołunu i spalił go na miejscu. Wielka jednak kwestia czy tym kosztownym, a niemoralnym systemem zapobiegnie rząd Republiki „epidemii absyntu” niszczącej na równi z kiłą i tuberkulozą społeczeństwo francuskie.

Kruk.

(814)

No comments yet.

Dodaj komentarz