Wyrób napojów z miodu i owoców – K. Lewicki – 1898 r.

Witam,

   Dzisiaj krótki tekst o wytwarzaniu miodów pitnych, który napisał jeden z najbardziej zasłużonych i najsłynniejszych polskich pszczelarzy Kazimierz Lewicki.

   Na obrazku wstępnym mamy wizerunek Kazimierza Lewickiego oraz front ufundowanego przez niego Muzeum Pszczelniczego.

   Kazimierz Lewicki urodził się w 1847 r. we wsi Bordziłówce pod Konstantynowem podlaskim w rodzinie szlacheckiej. Od 12 roku życia hodował pszczoły i interesował się bartnictwem. W wieku 20 lat objął od ojca folwark Ławki, niedaleko Łukowa, gdzie urządził wzorową pasiekę z uli ramowych własnego pomysłu. Ożenił się z córką bogatego warszawskich kupca towarów kolonialnych Kazimierą Krupiecką, dzięki czemu stał się współwłaścicielem posiadłości w Warszawie na Koszykach. Niestety wskutek nieszczęśliwego wypadku zaczął tracić wzrok. Wówczas postanowił ufundować w Koszykach Muzeum Pszczelnicze, poprzez które chciał przekazać swoją bogatą wiedzę na temat pszczelnictwa. Muzeum to otworzono  pod koniec czerwca 1882 r. W tym samym roku wydał książeczkę „Pszczelnictwo”. Kazimierz Lewicki zmarł 1902 r. – został pochowany na Powązkach.

   Mam nadzieję, że znajdę jeszcze kilka artykułów K. Lewickiego o produkcji miodów pitnych.

Dave Sutherland - Butelki wina miodowego Butelki z miodem pitnym, zdj. Dave Sutherland

WYRÓB NAPOJÓW Z MIODU I OWOCÓW – 1898 r.

   Bardzo wiele już osób wzięło się do przerabiania miodów w napoje, i w handlu dużo jest miodu pitnego na różne ceny. Po większej części jednak jest to napój bez należytego smaku i tęgości, bo wyrabiany naprędce i jak najrychlej sprzedawany. Chcąc mieć miód pitny prawdziwie dobry, mogący współzawodniczyć z winami zagranicznymi, należy go przyrządzać według pewnych, wypróbowanych przepisów, jak na przykład podane w książce „Ul gospodarski”, i dać mu się dobrze wystać.

   Teraz właśnie, kiedy jest miód świeży, oraz różne jagody i owoce, a pora roku najgorętsza, wszyscy pszczelarze powinni by brać się do wyrabiania napojów. Miód sycony wśród lata prędko się wyburzy, a na jesień już się dobrze ustoi. Gdyby kto jednak miał w ogrodzie krzew winny, to niech najlepszy, czysty miód zachowa do czasu, aż zaczną dojrzewać winogrona, i wtedy niech wszystek sok zużytkuje na domieszkę do miodu. Miód winogroniak będzie zawsze wybornym napojem, chociaż i inne miody z dodatkiem różnych soków, na przykład z derenia, z jarzębin, z borówek, z jeżyny i innych jagód, mogą też być bardzo smaczne. Sok z jagód morwy w połączeniu z miodem daje także napój bardzo przyjemny i zdrowy.

   Nowsze doświadczenia wykazały, że najlepszy napój otrzymuje się wtedy, gdy się do niego przed burzeniem doda drożdży winnych. Drożdże takie sprowadza się z zagranicy z jakiej znanej winiarni, albo można i samemu zarabiać z rodzynków, na przykład z gatunku zwanego malaga, lub z sułtańskich. Miodosytnicy twierdzą, że drożdże rodzynkowe nie tylko w dobrym miodzie rozmieszanym z wodą, ale i wodzie z cukrem wytworzą w czasie kiśnienia zapach i alkohol ze smakiem winnym. Niech jednak jeszcze każdy wpierw sam spróbuje tego sposobu w jakim dwu lub trzygarncowym gąsiorze szklanym. Chociaż bowiem miodosytnicy dowodzą, że w większej ilości płynu, w dużym naczyniu, na przykład w beczce 30-garncowej, burzenie lepiej się odbywa; ja jednak stanowczo twierdzę, że się ono bardzo pięknie odbywa w sporych gąsiorach szklanych, zwłaszcza gdy się je trzyma w cieple jednostajnym. Przez szkło widać, kiedy burzenie się rozpoczyna i kiedy zaczyna ustawać. Jak tylko się zaczyna, zaraz na wierzchu płynu staje przy szkle biała pianka i rozszerza się, aż kożuch pieniący się przykryje całą powierzchnię płynu. Stopniowo też widać, jak wszystki płyn mętnieje z powodu coraz większego rozrostu drożdży, aż nareszcie pierwsze gwałtowne burzenie się ustaje i drożdże zaczynają opadać, a pod wierzchem, pod tym kożuchem zaczyna płyn jaśnieć czyli oczyszczać się. Zbliżywszy się do gąsiora nie czuje się już wtedy tak bardzo kwasu węglowego, który w nosie kręci, tylko prawdziwy zapach alkoholowo-winny. Wtedy trzeba przytknąć gąsior korkiem, ale nie bardzo mocno, i z ciepłego miejsca przenieść najlepiej do chłodnej piwnicy.

Miód2Szklaneczka miodu pitnego, zdj. Brent Ellabarger

   Niejeden, co jeszcze nie próbował wyrabiać napojów, może myśleć, że to robota bardzo wielka i trudna, szczególniej jeśli mu się zdarzyło być w miodosytni i widzieć wielki kocioł miedziany, różne beczki i kadzie, oraz tłocznię do wyciskania soków. Tymczasem są to wszystko rzeczy, bez których można doskonały miód robić. Byleś miał jaki-taki kociołek pobielany, czy nawet garnczek nowy polewany do gotowania miodu z wodą, to już możesz brać się do roboty, i prędzej się z nią załatwisz, niż gdybyś miał ugotować krupnik lub rosół do obiadu. Sok z jagód nietrudno też wycisnąć choćby w czystym woreczku od sera. Więc bez żadnych szczególnych naczyń i przyborów można w parę godzin przyrządzić napój, postawić, żeby się burzył, i potem tylko kiedy-niekiedy zaglądać, żeby za długo nie stał otwarty i nie zwietrzał za bardzo; bo jakby alkohol wyparował, to w słabszym płynie nastąpiłoby powtórne burzenie octowe czyli kwaśnienie.

   Mało kto pewnie obliczał, jaki to wielki dochód można mieć z pasieki, gdy się przerabia miód w dobre napoje. Gorzałka i piwsko pójdą w kąt, nawet i wino będzie musiało ustąpić przed domowym napojem. Kupców więc nie zabraknie, byle był towar na sprzedaż. A czemuż by go nie miało być? Przy dobrej gospodarce dostanie się z ula pięć garncy miodu. Dodawszy do tego potrzebną ilość wody i soku zrobi się 15 garncy płynu; z garnca będzie pięć butelek, więc razem może być 75 butelek napoju. Niech by więc ktoś, komu bardzo pilno, sprzedawał tylko po półrubla butelkę, to już będzie miał wielki zysk z pasieki; a po roku przecież może za taki napój brać co najmniej rubla za butelkę. Im zaś dłużej da się napojowi wytrawiać, tym większej nabierze on mocy i zapachu, a przez to i wartość jego się zwiększy.

K. Lewicki

(413)

No comments yet.

Dodaj komentarz