Napisy w karczmach w Polsce oraz napisy okolicznościowe – Jan Stanisław Bystroń – 1927 r.

Witam,

   Dzisiaj artykuł Jana Stanisława Bystronia o napisach w karczmach oraz jako bonus o napisach okolicznościowych.

   Na ilustracji wstępnej karczma w Orońsku.

NAPISY W KARCZMACH W POLSCE – 1927 r.

   Dom zajezdny, karczma, gdzie dużo ludzi się przewija, gdzie dużo czasu spędza się bezużytecznie i gdzie z jednej strony gospodarz stara się o to, by wystąpić najokazalej i zachęcać przechodniów czy przejezdnych do zatrzymania się w jego domu, z drugiej zaś, gdzie gościom często w wesołej kompanii lub też w wyczekującej samotności przychodzi ochota do psich figlów w lepszym czy gorszym guście – karczma ta jest oczywiście miejscem podatnym na wszelakiego rodzaju inskrypcje. Nie mówimy tu oczywiście o ścianach popisanych w najrozmaitszy sposób o ławach i stołach, na których wycina się lub wypisuje rozmaite znaki czy słowa, ale o tych napisach, które należą do zwyczajowego zdobienia karczmy, które są czymś pośrednim pomiędzy szyldem, zdobieniem lokalu i uprzytomnieniem obecnym popularnej filozofii życiowej bywalca traktierni. W Niemczech wszystkie zajazdy, piwiarnie czy winiarnie starszego stylu pełne są malowideł ściennych i napisów niemieckich czy łacińskich, niejednokrotnie bardzo uczenie wykoncypowanych i obejmujących praktyczne rady czy wezwania na każdą chwilę życia, wiążące się z gospodą i trunkiem, w czym czasem nie brak pomysłów trafnych i zabawnych. Kilka takich lokali znamy także i u nas; tak np. w nowym lokalu sławnej firmy Hawełki (jednej z osobliwości quasi-turystycznych Krakowa) widzimy cały szereg zabawnych scen z żywota wesołych ludzi, przeplatany sentencjami łacińskimi.

   I ta literatura nie byłaby może tak całkiem błaha! Inskrypcje karczem mają z pewnością takiż dostojny wiek, jak poważniejsze od nich napisy na bramach domów, na kominkach itd.; u nas co prawda nie będą one rodzime, lecz chyba bez wyjątku za wzorami Niemiec idące. Bardziej swojskiego chowu będą rozmaite napisy bardzo prymitywne, dzięki tej właśnie niezgrabności zabawne, które do dziś dnia widzieć możemy na karczmach bardziej zaniedbanych przedmieść i po wsiach (napisy te giną zresztą z dnia na dzień, chociażby pod jaskrawymi arkuszami czy też blachami afiszów, umieszczanych zewnątrz i wewnątrz lokali).

   Na proste te a nawet najczęściej prostackie napisy i obrazki zwrócił już uwagę J. I. Kraszewski, ów krajoznawca o kapitalnej bystrości obserwacji i świetnym zrozumieniu historycznego krajobrazu; skarży się on we „Wspomnieniach Wołynia, Polesia i Litwy” (Wilno, 1840, I, 196-198), na ubóstwo i małą pomysłowość tej twórczości karczemno-inskrypcyjnej. Zwiedzając okolice Sławuty, pisze Kraszewski: „zastanawiały mnie okiennice karczem malowane w różne obrazki, co u nas rzadko widzieć. Z przyjemnością upatrywałem się w tem próby popularyzacji sztuk, ale z żalem przekonałem się, że panowie okiennic malarze nie malowali scen z życia swojego kraju, ale jakieś ogólniki, najwięcej scen myślistwa. W jednem tylko miejscu powitałem czule niedźwiednika z niedźwiedziem Marucha – to było oczywiście swojskie. Mówiono mi także, że gdzieś pod Konstantynowem na gościńcu jest odmalowany na okiennicy Bachus z seledcem, na beczce siedzący, z nahajką przez plecy – prawdziwy kozacki Bachus, z napisem:

Prybywajte czumaki
Popiwat ósmaki.

   Wreszcie próżno szukałem po okiennicach jakiej wesołej krajowej sceny – bo na co też mi było myśleć, że się ktoś z talentem podejmie bazgrania karczemnych okiennic”.

1800 scena w karczmie21800 r. scena w karczmie

   Narzeka też Kraszewski na ubóstwo tych znaków i napisów w miastach, tak odbijającą od barwności zachodu: w Wilnie widział jedynie szyld szewca pod Duchem świętym, winiarnię pod gronem, traktjer pod gęsią. „Najmocniej się wysilił jeden właściciel traktjeru, który pod dwoma emblematycznemi kijami bilardowemi na krzyż, dopisał: Zajdźmy tu. Był to fortel, który znalazł plagjatorów nawet”.

   Być może, że napisy te rozpowszechniły się dopiero w drugiej połowie ubiegłego wieku wraz z umiejętnością czytania i pisania, może też były więcej znane w Koronie; dzisiaj nie są one jeszcze taką rzadkością, mimo, że szybko znikają. Typową taką karczmę, opatrzoną szyldem: Wstąp, bracie przedstawia nam Reymont (w „Przedborzu” Reymont: „Na Jasną Górę”, 103). „Iście średniowieczna nora. Ściany całe okryte scenami pohulanek i zabawy; malunki owe jaskrawe, ale jest szczerość w oddawaniu nastrojów pijackich. Na jednej ze ścian siedzi dwóch z waszecia a pomiędzy nimi wiersz:

Dzień dobry kolego.
Każ dać Co Dobrego
Każ dać, ale Zapłać.
Bo kredyt Umarł.
Borg nie żyje

   itp., i cała ta starannie malowana ścienna poezja aż się pstrzy od wielkich liter i znaków pisarskich”.

   Znany zbieracz starożytności łowickich, Wł. Tarczyński, notuje kilka podobnych napisów, umieszczanych swego czasu w karczmach Łowicza na szybach (Wisła, XIV, 473)

Kto wchodzi bez groszy, Kij go wypłoszy.
Kredyt umarł, to na burg nie dają,
Tylko za gotówkę, wódkę tu sprzedają.
Kto tę karczmę omija,
O pierwszy kamień się rozbija.
Dziś za pieniądze, jutro za darmo.

   Ostatni ten napis, fascynujący tym mistycznym oczekiwaniem, szczęśliwego jutra, w którym można pić darmo, jest bardzo częsty; sam widziałem go kilkakrotnie (np. na karczemce w Zwierzyńcu pod Krakowem). Adalberg notuje sentencję tę w „Księdze przysłów polskich” (s. v. dziś), co świadczy niewątpliwie o powszechności tego wersetu pijackiej biblii.

   Rozmaite koncepty pisywali też na ścianach goście. Może poważnym historykom, zapatrzonym w wielkie tematy i drobiazgową ścisłość wyda się takie twierdzenie bezbożnym, ale chyba śmiało powiedzieć możemy, że zachowanie się pewnej ilości takich napisów, dajmy na to siedemnastowiecznych, rzuciłoby więcej światła na życie obyczajowe tych czasów, aniżeli niejeden rękopis czy tablica fundacyjna, pieczołowicie chroniona jako cenny ślad przeszłości! Pośrednio tylko wiemy o takich napisach. Henryk Rzewuski, który w dziełach swych tyle tradycji staroszlacheckich wyrwał niepamięci każe Soplicy, czekającemu w karczmie pod Lublinem czytać „po oknach i ścianach różne popisane koncepta”.

   Koncepty te nie zawsze były bezinteresowne; załatwiano tu, jak to często do dziś dnia się dzieje, rozmaite porachunki osobiste. Jan Chryzostom Pasek opowiada w pamiętnikach swoich, ilustrujących żywiołowy talent patrzenia i pisania przy tępym barbarzyństwie umysłowości, jak to Litwini żalili się, że ich mazowiecki awanturnik spostponował w tablicy właśnie napisach: „najbardziej nas boli, że napisał wyjeżdżając z tej gospody na ścianie, które wiersze narodowi naszemu hańbę czyniące, są takie… Brat na to odpowiedział: „Odpisać mu wiersze za wiersze”.

   Potocki znów, opisując wizytę u sąsiada, który dom dziadowski przewrócił do góry nogami, zcudzoziemczył i zaprzepaścił, na odjezdnym (Potocki: „Moralia”, III, 347):1890 Kazimierz Pochwalski w karczmie

Wsiadając na wóz, piszę na ścianie to lemma:
Przypomni, dawny domie, stare sobie wieki,
Jakoż ci od dziada dziś panuje daleki!

   Na drzwiach karczem znaczono kredą nazwisko znacznego gościa, które miało być wskazówką dla innych, że gospoda jest już zajęta i nie ma po co do niej wchodzić. Liborjusz Naken, który w końcu XV wieku jako sekretarz wielkiego mistrza krzyżackiego podróżował po Polsce opowiada, jak orszak krzyżacki podczas pobytu we Lwowie popada w zbrojny konflikt z szlachtą dobrzyńską; burmistrz i rada miejska przekazali jakąś gospodę krzyżakom, wypisując to wyraźnie kredą na jej bramach, zaś Dobrzynianie przemocą zajęli kwaterę i wymazali nazwisko na drzwiach napisane i tylko użycie siły zmusiło ich do ustąpienia (X. Litke: „Cudzoziemcy w Polsce”, Lwów 1876, str. 16). Na ilustracji 1890 r. Kazimierz Pochwalski „W karczmie”.

   Znany polihistor Jan Bernoulli, który czterysta lat później (1778) podróżuje po Polsce, wspomina również o awanturniku polskim, mieniącym się hr. Litzen, który jadąc ze skargą do cara na drzwiach wszystkich zajazdów wypisywał: „Hrabia Litzen jedzie do Petersburga” (Liske, 255).

   Komu ściany wydawały się nazbyt mało poetycznym miejscem, umieszczał twory swej fantazji pisarskiej na oknach, wyrzynając brylantem pierścionka napisy czy rysunki, które miały nad ściennymi tę wyższość, że były o wiele trwalsze. Jeden z takich napisów przeszedł nawet do historii, co prawda nie polskiej; jest to sławna, tyle razy powtarzana sentencja, którą Franciszek I wypisał diamentem na szybie okna niewielkiego pokoju w zamku Blois (ok. 1530):

Souvent femme varie
Fol est qui s’y fie.
(kobieta jest zmienna, głupi, kto jej ufa)

   Napis ten do dziś oglądają pobożnie liczni turyści, normalnie zainteresowani ciekawostkami, zwłaszcza personalnymi. Nie mamy w Polsce tak dostojnych napisów, ale sam zwyczaj był też i u nas znany. Krasicki w swej zabawnej, przeplatanej wierszami podróży po kraju (Krasicki: „Dzieła”, ed. Barberata 1830, str. 147. Wiersze z prozą) opowiada, jak zajechawszy do Syrokomli w Lubelskiem nie może znaleźć karczmy, gdyż w budynku z ozdobnym przysionkiem i facjatą nie mógł się spodziewać zajazdu, który normalnie przedstawiał się jak najnędzniej. Zobaczywszy jednak napis „Podróżnym ku wygodzie” spędza tam noc, chwali dziedzica i wreszcie „wyrzyna na szybie wdzięczność” w następujących słowach:

A jakto nie dziękować na drzwiach lub na oknie,
Gdy nasycon podróżny ma wczas i nie moknie.

   J. I. Kraszewski, który tak precyzyjnie umiał patrzeć na drobne objawy obyczajowe opisuje podobne napisy w karczmie w Międzyrzeczu koreckim (Kraszewski: „Wspomnienia Wołynia, Polesia i Litwy”, 1840, I, 204) „Czytałem napisy na oknach. Wieleż to brudu i głupstw na szybach, wiele konceptów…

– Tu nocowałem, pisze jeden, w r. 183… dnia… miesiąca. Zaiste, ważna wiadomość dla potomności!
Kochana Marynia! Droga Marynia! 182… dnia… miesiąc… Zapewne żeby za kilka miesięcy policzyć mógł, jak długo była mu drogą i kochaną Marynia.
Dalej cyfry bez końca.
Niżej – wiele wody upłynie, nim będę tak szczęśliwą… i kropki. To rozumiem. Ale na cóż zwierzać się ze swoich uczuć całemu światu i gdzież jeszcze? – w karczmie!
Połowy napisów czytać nie można, cóż dopiero pisać. Najpocieszniejsze są te, którym towarzyszy polemika grubiańska. Słyszałem, że jeden właściciel huty na Wołyniu zastawszy podobne napisy na oknach annopolskiej austerji dał kilka skrzyń szkła, żeby te głupstwa zniszczyć.
Uwagi nad literaturą szybową przerwał mi pan Antoni”.

   Jest to, o ile wiem, jedyny ustęp o „literaturze szybowej” w naszej literaturze krajoznawczej.

1910 Pozostała jedyna z kilku karczem Babińskich przy st. Oratowo 21910 r. Pozostała jedyna z kilku karczem Babińskich przy st. Oratowo

NAPISY OKAZYJNE (uroczystościowe i satyryczne) W POLSCE.

   Z okazji świąt i uroczystości stawiano bramy tryumfalne, ozdabiane zielenią, figurami alegorycznymi, cyframi i napisami. Opisy obchodów, ingresów, jubileuszów wspominają bardzo często o napisach takich, czasami bardzo licznych, układanych troskliwie przez okolicznościowych poetów, najczęściej po łacinie.

   Koźmian w młodości swej przypomina sobie wierszowane napisy, którymi w Lublinie czczono Stanisława Augusta jako twórcę konstytucji 3-go Maja, porównując go do Solona i Likurga; napisy te układał Alojzy Orchowski, jeden z poetów trybunalskich (K. Koźmian: „Pamiętniki”, II, 96).

   Jacek Przybylski był autorem napisów na bramie tryumfalnej, którą witano w Krakowie cesarza Aleksandra, jadącego na kongres wiedeński (A. Grabowski: „Wspomnienia”, II, 209):

Te veniente triumphus
Te redennte salus.

   Polska lubowała się w uroczystościach, napisów tych musiało być więc dużo, nie zawsze jednak autorami ich byli ludzie wykształceni. Przypuszczać należy, że na prowincji niejednokrotnie dość zabawne wyrastały inskrypcje tryumfalne, tak jak to zresztą do dziś dnia na wsiach jest zupełnie możliwe. Aleksander Fredro (A. Fredro: „Trzy po trzy”, 54) w kapitalnych swych pamiętnikach przytacza zabawny napis, który zresztą może jest jedynie satyrą na napisomanję staroszlachecką, a który miał witać na transparencie przejeżdżającego Augusta w Kaliszu:

O Sasie
O dobrym czasie
Drugi raz walisz
Przez Kalisz.

   Z kroniki lokalnej dałoby się niewątpliwie niejeden taki zabawny napis wynaleźć! Prócz napisów na bramach tryumfalnych czy frontowych budynków umieszczano też pochwalne napisy w salach; przypuszczać należy, że wiele wierszy pochwalnych, od których roją się zbiory poetów staropolskich, przeznaczonych było pierwotnie na publiczne ogłoszenie w związku z jakąś uroczystością. Koźmian (K. Koźmian: „Pamiętniki”, I, 77) opisując bal, wydany w Lublinie na cześć marszałka trybunału Jana Małachowskiego w r. 1787 wspomina o licznych napisach, sławiących solenizanta, wśród których naczelne zajmował miejsce koturnowy czterowiersz:

Tu się Litwa z Koroną na zawsze złączyła
Tu jedność w trybunale jak nigdy nie była.
Wzorem stryjów zacząłeś twój zawód młodzieńczy.
Sprawiedliwość cię wsławia, a powszechność wieńczy.

   Napisami ulicznymi posługiwano się też dla celów ideowych, politycznych czy także po prostu dla zabawy; do dziś dnia zwyczaj ten dość żywy, choć ciekawe napisy należą do rzadkości. We Francji, gdzie w ogóle więcej się żyje życiem ulicy i gdzie ulica ta bardziej jest ożywiona, więcej widać takich doraźnych inskrypcji, najczęściej kredą lub węglem znaczonych po ścianach domów; u nas ten sposób propagandy ożywia się właściwie tylko w czasie kampanii przedwyborczej.

   W dziejach tych napisów nie brak jednak także ciekawszej epoki, gdy taki dorywczo kładziony napis zastępował dziennik satyryczny, którego by cenzura nie przepuściła, gdy jednym słowem był uzewnętrznieniem opinii szerokich warstw, znajdujących się pod baczną opieką policyjną. Znany szeroko jest napis, który zdumieni przechodnie zobaczyli na pomniku Sobieskiego w Łazienkach na drugi dzień po odsłonięciu go przez Stanisława Augusta:

Sto tysięcy kosztował, jabym dwakroć łożył
By Stanisław skamieniał, a Jan III ożył.

   Rozmnożyły się te napisy w czasie reakcji popowstaniowej. W Krakowie, na wzgórzu św. Bronisławy pod kopcem Kościuszki był przy kościółku mały cmentarzyk, a na nim figura Pana Jezusa; gdy w r. 1836 zaczęły się prześladowania byłych powstańców przez władze austriackie, ktoś włożył frasobliwemu Panu Jezusowi w rękę kartkę z napisem[1]:

O mój Ojcze! Zmiłuj się nademną, bo sam już nie wiem, co mam począć z tymi Niemcami, którym rady dać nie mogę.

   Na pomniku dla wiernych carowi Polaków (w r. 1830), który dopiero wojna światowa zniosła z oblicza Warszawy, umieszczono napis:

Zaświadczy pomnik światu, czego Polak życzył,
Car zliczył swoich wiernych i siedmiu naliczył.

   W r. 1851 na kościele popijarskim, przemienionym na cerkiew prawosławną ukazał się znów niecenzuralny napis (A. Grabowski: I, 231):

A gdy przyjdą nasze pułki
Zrzucą one te kopułki
Bo dla naszej wiary,
Pokutne Pijary.

   Historia lokalna każdego chyba większego skupienia zna takie napisy, które przez czas pewien bawiły mieszkańców! Nie zawsze dotyczyły one wypadków politycznych; czasami chodziło tu po prostu o figiel lub też łobuzerstwo. Ambroży Grabowski, który tyle tradycji lokalnych przekazał pamięci pokoleń, opowiada nam o napisie, który ze zdumieniem zobaczył obywatel Kochanowski, żonaty z krewną bogatego Florjana Straszewskiego (twórcy „plant”), przy pomocy którego budował sobie dom (A. Grabowski: II, 196):

Panie Jacku buduj dworek,
Póki jeszcze żyje Florek.
Bo jak zamrze Florek,
To się zamknie worek.

   St. Morawski opowiada w swym nadzwyczajnie ciekawym pamiętniku z uniwersyteckich lat wileńskich („Kilka lat młodości mojej w Wilnie”, 414) koło r. 1830 że gdy nielubiany kanonik Zienkowicz na domu swoim kazał przybić tablicę z dyplomatycznym napisem: Dom K. Zienkowicza, natychmiast znalazła się na niej kartka:

Co to K. znaczy?
Czy Kpa, czy Kanonika?
Należy do czytelnika
Niech sobie wytłumaczy.

   Bardziej makabryczny był pomysł tejże młodzieży wileńskiej, by na pogrzebie znienawidzonego gubernatora Rückmana wyprowadzić świnię, kirem okrytą, dźwigającą napis[2]:

Rykman ryknął,
Trzaskin trząsł,
Któż nam będzie świnie pasł?

   Ale takich rozmaitych lepszych i gorszych konceptów można by przytoczyć bez liku; są to rzeczy zawsze żywe.

Jan St. Bystroń

[1] A. Grabowski: „Wspomnienia”, II, 276. Przypomina to staropolską dykteryjkę o Jezuitach, którzy jakoby chcąc się przypodobać królowi, zdjęli Chrystusa z postumentu i umieścili tam posąg króla. Ktoś przylepił na złość Jezuitom kartkę:
Eiecit hinc Christum posuitque insignia regis
Perfida gens alium quaerens habeere Deum.
Natychmiast odpowiedzieli uczeni w dysputach ojcowie:
Prae foribus vigilant reges, tenet intima numen,
Eh, serve Dominum perfide nosce tuum,
Anegdoty te podaje K. Koźmian w „Pamiętnikach”, I, 36.

[2] „Kilka lat młodości mojej w Wilnie”, 415. A . W . Darowski str. 77 wymienia ów dwuwiersz w „Przysłowiach Polskich”, Poznań 1874, dając inne objaśnienie np. Trzaskin miał być gubernatorem Witebskim, Rykman zaś policmajstrem.

(406)

No comments yet.

Dodaj komentarz