Polski gorzelnik w Afryce pod koniec XIX w.

Witam,

   Z zaskoczeniem odnalazłem wczoraj list polskiego gorzelnika z Afryki, a konkretniej z portugalskiej wówczas koloni Mozambiku. Jak widać nasi wszędzie trafiali – albo jako misjonarze, albo gorzelnicy! Od dziś Mozambik obok zmarłego na początku tego roku wybitnego piłkarza – Eusebio, kojarzyć mi się będzie z owym listem. Dodatkowo list przedstawia piękną, lecz niestety wypartą przez sms-y i maile, sztukę pisania listów – epistolografię.

LourencoMarques kartka 1911Kartka z z Lorenço Marques, 1911 r.

LIST

Ressano-Garcia de Louvrence-Marques Mosambique, Afryka, d. 8-go września 1896

   Szanowny Panie Redaktorze!

   Odebrawszy w tych dniach list Pański wraz z „Przeglądem Gorzelniczym” pospieszam serdeczne złożyć podziękowanie za przesyłkę, a głównie za okazaną mi przyjaźń. Ciepłe wyrazy listu Pańskiego dowodzą, że odczułeś Pan sercem, jak przykrem jest mi nieraz znieść to moje dobrowolne osamotnienie i niepokój o zdrowie i życie w zabójczym klimacie tutejszym. Przyjemnem jest pomiędzy swoimi mieszkającemu odebrać list od miłych sercu osób, lecz na tak dalekiej obczyźnie list każdy od rodaka prawdziwem jest dobrodziejstwem. Wdzięczny jestem kochanemu koledze p. Wojcińskiemu za to, że mówiąc Panu o mnie, przyczynił się do zawarcia tej naszej listownej przyjaźni, która, jak tuszę, po powrocie do Ojczyzny zamieni się w osobistą.

   Cieszy mnie bardzo, gdy czytając numery przysłanego mi „Przeglądu Gorzelniczego” dowiaduję się, jak kochani rodacy, pracujecie nad sobą, jak staracie się iść równo z postępem i nie zostawać za drugimi. Z prawdziwą przyjemnością wstąpię do Towarzystwa jako członek i cieszę się naprzód tą miłą dla mnie myślą, jak kiedyś znajdę się w gronie Waszem.

   Na pytanie łaskawego Pana, czy nie życzyłbym sobie ważniejszych wiadomości o rozwoju Towarzystwa i tamtejszych stosunkach odbierać, oświadczam, iż z wdzięcznością takowe przyjmę, gdyż żywo obchodzi mnie wszystko, co nas Polaków dotyczy, chociaż do tego czasu po większej części pomiędzy obcymi pracowałem, odbierając od nich dowody mej pracy i ocenienia takowej. Pisma polskiego nie odbieram tutaj żadnego, natomiast kilkanaście; niemieckich politycznych i ilustrowanych, dostarczanych mi uprzejmie przez mego dyrektora Dr. Fr. Druki mają tu dla nas w braku stosunków towarzyskich większą, jak w kraju własnym, wartość.

MapaAfryki okMapa Afryki w owych czasach

   Co do pytania o warunkach mej pracy, to chwilowo nie mogę tego jeszcze ocenić, ponieważ fabryka nie jest jeszcze wykończoną i to dla chorób ciągłych tutaj panujących. Przy końcu przyszłego miesiąca zaczniemy palić, lecz nie dłużej jak sześć tygodni. Ruch fabryczny będzie musiał być przerwany dla ogromnych upałów, które w czasie tutejszego lata dochodzą na słońcu do 60° C, a w cieniu 45-50° C.

   Obecnie rozpoczyna się tutaj wiosna i temperatura dochodzi w cieniu do 35° C. Później zaczniemy palić na nowo i fabryka będzie w ruchu przez 200 dni dniem i nocą. Chwilowo całą czynnością moją jest przyglądanie się budowie; dla rozrywki pomagam przy ustawianiu maszyn albo idę na polowanie.

   Fabryka nasza stoi w posiadłościach portugalskich, nad samą granicą Transwaalu, dokąd z pewnością okowita nasza po większej części będzie wywieziona. Właścicielami tej fabryki naszej są Francuzi, związani w Towarzystwo akcyjne, z siedzibą w Paryżu. Towarzystwo to posiada więcej takich fabryk w Hiszpanii, Portugalii, Ameryce itd.

   Wielka gorzelnia nasza jest pierwszą taką na wielkie rozmiary urządzoną i jak się zdaje kilka tutejszych małych gorzelń przestać będą musiały palenia, gdyż okowita nasza będzie więcej czysta i tańsza.

   W Pretorii, stolicy Transwaalu, jest także wielka fabryka spirytusu, połączona z wyrobem drożdży prasowanych i stamtąd zamierzamy sprowadzić pierwsze drożdże. Na przyszłą kampanię sprowadzić zamierza dyrektor Dr. Fr. z Berlina drożdże czystej hodowli z Berlina w stanie zasuszonym, jeżeli tutejszemi drożdżami nie miałoby się osiągnąć dobrych rezultatów. Jako produkta przerabianą będzie po większej części kukurydza a także dari i ryż: słód o ile możności prowadzić zamierzamy jęczmienny. Dziennie czyli w 24 godzinach przerabiać ma się 200 cent. zboża.

   Budynek fabryczny postawiony jest przez pewną firmę z Brukseli i to cały ze żelaza, prócz fundamentów, które są murowane i słodowni, nad którą znajduje się spichlerz, także ze żelaza, ściany w budynku są podwójne, aby w lokalach obniżyć można temperaturę. Później jeżeli będzie mi możebnem, przyślę Szanownemu koledze fotografię naszej fabryki. Mamy cztery kotły parowe kornwalskie, dwa parniki z mieszadłami wewnątrz, zaciernią uniwersalną Paukscha, aparat do zacierania brzeczki, a oprócz tego drugi do studzenia tejże.

Lourenco Marques2 okStara pocztówka z Lorenço Marques – miejscowości w której powstawała opisywana destylarnia. na widokówce widoczny jest budynek z wysokim kominem – może to jest to?

   Kadzie do drożdży są drewniane, kadzie zacierowe żelazne, o zawartości 18000 litrów. W słodowni stoi sześć żelaznych zalewni z przypływem wody od dołu. Słodownia zwyczajna z rostownią cementowaną. Przypuszczenie Szanownego kolegi, że temperatura tutejsza do prawidłowego uprawiania słodu jest za wysoką, jest uzasadnioną, lecz nie mamy pneumatycznej uprawy słodu, tylko ustawiona jest maszyna do fabrykowania lodu, jak we wielkich browarach. W słodowni, a także w lokalu fermentacyjnym przeprowadzone są rury, przez które pumpuje się zimne powietrze tak, że dowolnie regulować można temperaturę.

   Studzenie brzeczek odbywać się będzie za pomocą wody lodowej i takaż samą regulować się będzie temperaturę w kadziach fermentacyjnych za pomocą wężownic, znajdujących się we wszystkich ośmiu kadziach. Aparat destylacyjny oraz aparat rektyfikacyjny pochodzą z fabryki Bachen und Haagen z Meklemburgi, lecz noszą firmę Paukscha. Konstrukcyą przypominają aparaty te Siemensa destylatory. Wywar odchodzić będzie do rzeki, która o 200 kroków od fabryki płynie, gdyż do tego czasu hodowla bydła nie jest jeszcze zaprowadzoną. Oświetlenie jest elektryczne.

Lourenco MarquesI jeszcze jedna ładna pocztówka

   Robotnicy są krajowcy, prócz czterech Niemców, którzy znaleźli się tutaj przypadkowo. Porozumiewamy się z krajowcami na migi, chociaż ja już dość dużo podczas mego tutaj pobytu języka ich się wyuczyłem. Język ten tak bardzo jest we wyrazy ubogi, że i oni także pomiędzy sobą najwięcej gestami się porozumiewają. Tutejsi murzyni są prawie wszyscy dobrze zbudowani i dość przystojni, lecz bardzo leniwi do pracy. Białym są posłuszni w ogóle dość sprytni. Chodzą z małymi wyjątkami nago, przepasani są tylko w pasie kawałem skóry lub płata, tak samo kobiety lub mężczyźni, a mieszkają w małych chatach, wybudowanych z trzciny i trawy, która tutaj do trzech metrów wysokości wyrasta. Pożywieniem ich jest ryż i mięso zwierzyny w sidła chwytanej lub upolowanej, gdyż w lasach tutejszych znajdują się nie tylko lwy, lamparty, hyeny, tysiące małp wielkości człowieka, lecz i bawoły, antylopy, gazele, zające, kuropatwę i najrozmaitsze inne ptactwo. – W rzece żyją konie rzeczne (hipopotamy) i setki krokodyli, których ja dotychczas trzy ubiłem.

Afryka1 640 ok

   Okolica tutejsza jest piękna, górzysta, lecz niezdrowa z powodu panującej bezustannie febry. Z nas sześciu, którzy przybyliśmy tutaj w grudniu r. p., po siedmiu tygodniach morskiej podróży, podczas której dokuczała nam morska choroba, jeden już w początku marca wrócił do Europy, drugi – podgorzelnik – w czerwcu dla ciągłej choroby musiał być odesłany; maszynista w tych dniach po trzymiesięcznej chorobie wrócił z lazaretu, a drugi podgorzelnik także już przeszło trzy miesiące przebywa w lazarecie i zapewne do Europy będzie musiał być odesłany. W miejsce tych dwóch przybędzie w październiku dwóch podgorzelników. Jedynie Dr. Fr. i ja, dzięki Bogu, do tego czasu jako tako się trzymamy i mamy nadzieję wytrzymać przy pomocy Bożej do ukończenia się naszego kontraktu, chociaż i nas febra nie minęła. Dr. Fr. i ja przynajmniej po dziesięć razy przechodziliśmy ją, lecz po każdym napadzie prędko przychodzimy do siebie.

   Na dzisiaj kończę list mój jeszcze raz dziękując za list i gazety oraz serdeczne życzenia, które dodały mi znów otuchy i odwagi do spełniania obowiązków na tem trudnem i niebezpiecznem stanowisku. Wyrażam miłą nadzieję, że przyjaźń nasza, chociaż listowna, utrwali się, a miłem jest to uczuciem wiedzieć, że losami naszemi interesują się szczerze życzliwe osoby. Gdy fabryka nasza będzie w biegu, nie omieszkam donieść Szanownemu koledze o warunkach pracy technicznej i osiągniętych rezultatach.

   Jakże w tym roku stoją ziemniaki w Księstwie Poznańskiem i jakie widoki dla gorzelników w bliskiej tegorocznej kampanii? Chociaż od 1889 r. gościem tylko byłem w Księstwie, to wiadomości stamtąd zawsze mnie interesują i jeżeli Bóg szczęśliwie do Ojczyzny powrócić mi pozwoli, to chętnie pozostałbym tamże, gdybym odpowiednią otrzymał posadę.

   Szanownym kolegom rodakom, chociaż nie rychlej, to na przyszłem zebraniu Towarzystwa racz Pan oświadczyć serdeczne pozdrowienie od kolegi, dzielącego dolę tych ziomków, którzy jak żydzi na wygnaniu tułamy się po całym świecie. Trudno jest mi rozstać się z Wami, bo kreśląc list ten zapominam, że jestem poza cywilizacją, lecz wiem, że znajdę wyrozumienie. Racz przyjąć Szanowny kolego serdeczne pozdrowienie oraz wyrazy szacunku, z jakim zostaję

sługa i przyjaciel

W. Łukomski.

   Mam nadzieję, że kolejne listy nadejdą?

Afryka13

(889)

No comments yet.

Dodaj komentarz