August Gołembowski – „O fabrykacji piwa w Winiarach” – 1858 r. – część 1/3

Witam,

   Dzisiaj rozpocznę trzyczęściowy cykl przedstawiający technologię produkcji piwa w połowie XIX w. Artykuł na ten temat napisał August Gołembowski, który przez kilka lat pracował w browarze w Winiarach. Poniżej krótka notka na temat autora (która jest przypisem do artykułu):

„Zmarły przed paru laty August Gołembowski był jednym z najzdolniejszych uczniów, jakich wydał Instytut Marymontski, po ukończeniu którego odbywał on podróż agronomiczne przez lat kilka za granicą, a następnie praktykował w słynnych z wzorowego naówczas gospodarstwa dobrach Winiary, w Kaliskim powiecie położonych. Jego trafny pogląd na stosunki włościańskie spowodował, że Komisja Rządowa Spraw Wewnętrznych i Duchownych zawezwała Gołembowskiego do swego biura, gdzie w sekcji opieki włościan czas jakiś jako sekretarz pracował. Tu właśnie w samym kwiecie wieku tyfoidalna gorączka przecięła pasmo życia tyle obiecującego dla kraju młodzieńca. Prace jego, które otrzymaliśmy jako rękopisma pośmiertne, tym chętniej ogłaszamy w Gazecie Rolniczej, iż jakkolwiek nieco dawniej skreślone, wieje z nich zawsze myśl zdrowa praktyczna, a Samodzielny pogląd piszącego, nadaje pracom tym znaczenie prawdziwej użyteczności.”

   August Gołembowski zmarł ok. 1855 r., nie wiem kiedy napisał swój artykuł na temat produkcji piwa, w każdym bądź razie został on opublikowany w „Gazecie Rolniczej” w latach 1858-59.

   Jeszcze krótka informacja o browarze w Winiarach z tej STRONY: „Radna Ewa Witczak zaapelowała do władz miasta o ratowanie zrujnowanego budynku po byłym browarze przy ul. Lubelskiej 8 w Winiarach. Jak się okazuje, Miasto nie może zrobić w tej sprawie nic. Radna w swojej interpelacji przypomniała historię starego browaru. Po śmierci gen. Józefa Zajączka w roku 1826 dobra opatóweckie, a wraz z nimi Winiary, otrzymał na mocy testamentu Józef Radoszewski. Browar w winiarskim folwarku wzniesiony został ok. roku 1835. W roku 1878 doszło do licytacji, na której Winiary wraz z Opatówkiem, Brzezinami i Zajączkami kupił Karol Schloesser, właściciel przędzalni w Ozorkowie. Niezwłocznie rozbudował on browar i wydzielił jego część na gorzelnię. Swoje funkcje produkcyjne obiekty te przestały pełnić prawdopodobnie w dwudziestoleciu międzywojennym, przy czym część budynku zaadaptowana została na pokoje hotelowe. Część mieszkalna pozostawała w użyciu do połowy lat 90., a dawne pomieszczenia produkcyjne wykorzystywano w tym czasie jako magazyn. Po roku 2000 Miasto sprzedało budynek prywatnemu nabywcy. Od tego czasu nie podjął on żadnych istotnych prac przy tym obiekcie, czego efektem jest postępująca dewastacja – twierdzi E. Witczak, domagając się wyjaśnień, dlaczego właściciel nie wywiązuje się z ustawowego obowiązku troski o zabytek.”

kufelzdj. Dave Jones

O FABRYKACJI PIWA W WINIARACH – 1858 r.
RZECZ WYJĘTA Z NOTATEK GOSPODARSKICH Ś.P. AUGUSTA GOŁEMBOWSKIEGO[1]

   Jakkolwiek wszystkie skargi na zbyteczne używanie wódki przez klasy niezamożnych, na mały bardzo stosunkowo pokup piwa po karczmach i szynkach w swej zasadzie są bardzo słuszne, to z drugiej strony należy wyznać że może więcej winni pod tym względem mianowicie w okolicach zamożniejszych produkujący trunki wyskokowe, aniżeli takowe konsumujący, – mówię w okolicach zamożniejszych – konsumpcja bowiem wódki jak wiadomo powiększa się w miarę nędzy, konsumpcja piwa w miarę zamożności mieszkańców – pierwsza nadużyta wprawiając w ohydny stan pijaństwa, daje kilkugodzinne zapomnienie nędzy; drugie trudne do nadużycia, a nawet nadużyte nie pociągające za sobą takich okropnych skutków, stanowi trunek posilny, rozgrzewający, stosowny do klimatu i zupełnie w klasie pracującej wódkę zastąpić mogący. Trudno jednak, powtarzam, klasę pracującą i konsumującą obwiniać o zamiłowanie w wódce, o brak gustu do piwa; trudno żeby gust do tego napoju utworzył się na płynie rzadkim i mętnym, kwaśnym i gorzkim zarazem, sprzedawanym zwykle pod nazwiskiem piwa, zwłaszcza przy pospolitej u nas nieuczciwości szynkarzy i karczmarzy pochodzącej z niedbałego dozoru, wprowadzających jeszcze dla swego zysku, znaczną ilość wody surowej do piwa, tak że w rezultacie napój ten zaledwie kolorem i słabym smakiem chmielowej goryczy od wody się różni. Że jednak włościanie nasi wcale nie mają wstrętu do tego trunku, dowodem tego mogą być dobra Opatowskie, gdzie piwo w browarach Winiarskim i Opatowskim produkowane w znacznej ilości po szynkach wychodzi, że konsumpcja tegoż ze wzrastającą zamożnością ciągle powiększać się będzie.

   Ponieważ zaś i małe gospodarskie browarki, równie dobry trunek jak i wielkie fabryki produkować mogą, wyznać nam przychodzi, że może brak umiejętności (bardzo dziwny – gorzelni bardzo dobrych mamy dosyć, chociaż gorzelnictwo niezawodnie jest trudniejszą fabrykacją), z ciężkim niedbalstwem połączony, stanowi główną przyczynę tak małego upowszechnienia tego, w porównaniu z wódką, zbawiennego trunku.

   Browar Winiarski przerabiający rocznie wspólnie z Opatowskim do 3500 wierteli słodu i do 4500 f. chmielu jest złączony w jednym budynku z gorzelnią; gdzie kocioł parowy w gorzelni umieszczony dostarcza potrzebną ilość pary i do browaru. Osobny budynek piętrowy służy na skład jęczmienia na słód przeznaczonego, na słodownię i na skład gotowego słodu: składy te są umieszczone na pierwszym piętrze budynku, na parterze znajduje się kadź zalewna, suszarnia angielska na drutach wraz z mieszkaniem piwowara, rostnik w sklepach, szwelki na poddaszu.

   Gdy uprawa słodu stanowi najgłówniejszą czynność w robocie piwa, opiszę tu sposób postępowania, zapewniający otrzymanie najlepszego słodu, o którym własne doświadczenie mnie zapewniło.

SŁODOWANIE

   Celem słodowania zbóż jest utworzenie w nich pierwiastku zwanego diastaz posiadającego własność zmieniania pod wpływem temp. 51° – 54° R. (63,75° – 67,5° C.), mączki w cukier, owocowym zwany. Owies i żyto słodowane wywiązują najmniejszą ilość tego pierwiastka; pszenica wywiązuje go tyle ile jej potrzeba do zamiany mączki przez nią posiadanej w cukier[2], i dlatego z samej pszenicy można by piwo robić; jęczmień zaś tworzy tego pierwiastku najwięcej i właśnie dla tego nadmiaru używa się go w gorzelniach, gdzie zmienia mączkę w ziemniakach zawartą w cukier owocowy.

   Najgrubszy jęczmień jest na słód najlepszy, gdyż stosunkowo najwięcej mąki w sobie zawiera i stąd przy kupnie jęczmienia na słód przeznaczonego, najkorzystniej jest kupować ziarno najlepsze chociażby ono i o wiele drożej kosztowało.

   Przy wyborze jęczmienia na zalew z wielką przezornością postępować należy; ze zmieszanego z różnych lat ziarna nie można równego słodu otrzymać, gdyż jeżeli jedna część jego dostatecznej miękkości nabędzie, druga nie będzie dosyć do kiełkowania przygotowaną; następnie na rostniku kiełkowanie podobnego, jęczmienia należycie się nie uskuteczni, gdy nie dosyć nasycony wodą jęczmień w wypuszczeniu korzeniowych włókien się opóźni, i w tym jeszcze szkodliwie wpłynie że część jęczmienia należycie przygotowana do kiełkowania za wiele sobie przyswoi wilgoci przez co jednocześnie porost dobrego jęczmienia zostanie wstrzymany. Jeszcze większa następuje strata jeżeli zmieszany z różnych lat jęczmień tak długo w kadzi zalewnej leży, dopóki cała masa należycie wodą się nie nasyci, w tym bowiem razie jęczmień młodszy, który za wiele wody w siebie wciągnął, albo wcale na rostniku nie kiełkuje, albo też jednocześnie włókna korzeniowe z piórkiem wypuszcza.

   Ponieważ tym sposobem starszemu jęczmieniowi przez nadmiar wody w młodszym na wilgoci nie zbywa, stąd kiełkowanie się w nim szybko odbywa w skutek czego otrzymuje się słód zły z zanadto wyrośniętymi piórkami.

   Kadź zalewna przed wsypaniem w nią jęczmienia, winna być do połowy wodą napełniona, aby przy wsypywaniu tenże z wodą dobrze przerobiony być mógł i aby wszystkie lekkie ziarna do kiełkowania niezdatne jako niedojrzałe na powierzchnię wody sprowadzić i po upływie 1-2 godzin zebrać można było.

   Dotychczas opisana kolej postępowania przy zalewie zwykle bywa obserwowaną; lecz rzadko gdzie uwzględniają potrzebę częstego zmieniania wody w kadzi zalewnej, co jednak na otrzymanie dobrego słodu wielki wpływ wywiera. Pierwsza woda pod żadnym względem dłużej w kadzi zalewnej nad 4-5 godzin zostawać nie powinna; istoty bowiem rozpuszczalne w wodzie zimnej a w jęczmieniu się znajdujące i nieczystości, po upływie tego czasu wodę na żółto zafarbują a w przeciągu 12-24 godzin tworzą zgniliznę która mocno osłabia w jęczmieniu własność tworzenia diastazu.

   Z tego powodu po upływie 4 godzin należy pierwszą wodę z kadzi zalewnej wypuścić, nowej dostarczyć i następnie to działanie co 12 godzin powtarzać; w zimie jednak przy niedostatku wody, można jej zmienianie co 18 godzin odbywać. Woda powinna na jęczmieniu stać wszędzie w równej wysokości, we wszystkich punktach posiadać równą temperaturę; w przeciwnym razie otrzymuje się nierówno porosły słód. Jeżeli w zimie dla przyśpieszenia zmięknienia jęczmienia dodaje się cokolwiek wody ciepłej, to należy za każdą zmianą wody jęczmień przemieszać. Najstosowniejsza temperatura wody do zalewu jest 12° R. (15° C.); przy tym stopniu ciepła jęczmień pozostaje świeży i nie jest się zmuszonym takowy zbyt długo w kadzi zalewnej trzymać.

   Czas konieczny do należytego zmięknienia jęczmienia, zależy od grubości zewnętrznej pokrywy ziarna, świeżości jęczmienia, temperatury i miękkości wody. W większej liczbie przypadków dobrze zebrany świeży jęczmień wymaga 48, stary 96 godzin.

   Pszenica z powodu cieńszej i miększej pokrywy, w krótszym czasie nabywa dostatecznego stopnia miękkości.

   Powszechnie znane oznaki dostatecznej miękkości jęczmienia są: ziarno powinno na paznokciu dać się zgiąć. Przy mocnym naciśnięciu mączka winna odłączyć się od otręby. Ziarno winno białą rysę na drzewie zostawiać. Na koniec przerznięte w swej długości winno mieć na wewnętrznej stronie otręby wodniste paski, w środku zaś ziarna winien być mały punkcik zupełnie biały tj. część mączki która jeszcze wodą nie przeszła.

   Wszystkie wyżej przytoczone próby tworzą zasady, które przez doświadczenie prowadzą do pewności; ostatnia jednak próba zdaje się najpewniejszą. Zresztą najważniejszą jest rzeczą ażeby jęczmień dopóki się w kadzi zalewnej pod wodą znajduje w jak najświeższym stanie utrzymać; stąd też otrzymany słód tym jest lepszy, im więcej staramy się zabezpieczyć jęczmień do czasu kiełkowania od nieczystości w wodzie i powietrzu zawartych.

piwo6zdj. Danielle Scott

ROSZCZENIE

   Gdy jęczmień należyty stopień miękkości otrzyma, przychodzi na rostnik. Rostnik przede wszystkim tworzyć powinien zupełnie równą bez szpar powierzchnię, gdyż ziarno opadłe w szpary nie tylko się traci, ale jeszcze gnijąc szkodliwie wpływa na przyległy roszczący się jęczmień; rostnik winien nie być jasny, posiadać temperaturę 8-12° R. (10-15° C.), nie być narażonym na cugi, a ciągle mieć dostateczny przypływ świeżego powietrza. Podłoga najlepiej kamieniem lub cegłą stosownie do tego celu przysposobiona, spojona dobrym cementem, wyłożona jest najstosowniejsza. Jeżeli temperatura rostnika jest wyższą od 12° R. (15° C.), to podwyższenie temperatury w kupach do słodowania przeznaczonych jest za nadto łatwe i jęczmień za mocno zagrzać się może.

   Jęczmień na rostniku powinien być do czasu kiełkowania co 12 godzin przerabiany w ten sposób, aby ziarna pod spodem leżące na wierzch, a wierzchnie na spód poszły, aby przez to w całej masie jeden stopień wilgoci utrzymać; ziarna bowiem nadto wodą przesiąkłe za prędko puszczają nie tylko włókna korzeniowe, ale i piórka – lub też wcale nie rosną gdy zarodek jest zamokły; w jęczmieniu zaś zbyt suchym wysuszona za mocno zewnętrzna powłoka wstrzymuje wypuszczenie włókien korzeniowych: stąd też kupa jęczmienia nieporuszonego do czasu kiełkowania nie może wydać dobrego słodu. Dokładne przerabianie jęczmienia na rostniku stanowi najtrudniejszą a zatem najważniejszą część mechanicznych czynności przy słodowaniu; bo od należytego jej wykonania zależy równe wyroszczenie.

   Jednocześnie z początkiem kiełkowania daje się postrzegać w kupach podwyższenie temperatury; a kiedy takowe we wszystkich wewnętrznych punktach kupy dojdzie 16 ½° R. (20,625° C.) wtedy należy natychmiast kupę przerobić. Od czasu kiedy w kupach roszczących się po raz pierwszy podwyższenie temperatury do 16° R. (20° C.) miało miejsce, taż sama temperatura po każdym przeszuflowaniu co 6 godzin się wraca, jeżeli jak się zwykle dzieje kupy na 3/4 łokcia są wysokie a temperatura rostnika 12° R. (15° C.) wynosi. Zagrzanie się jęczmienia do 16° R. (20° C.) następuje zwykle przy należytym zamoczeniu jęczmienia w 48-60 godzin od spuszczenia tegoż na rostnik; od tego czasu wypada zwykle przez 2 dni co 6-8 godzin to jest 4-3 razy na dobę kupę szuflować, po upływie zaś tego czasu zwykle szufluje się jeszcze 3 razy co 12 godzin robiąc już wyższe kupy – i wtedy w największej liczbie przypadków słód jest już do użycia lub suszenia gotów.

   W ogóle dobroć słodu zależy głównie od długości czasu na kiełkowanie przeznaczonego – doświadczenie bowiem przekonało że słód tym jest lepszy im dłużej kiełkował – stąd też słód nazwany przez Niemców Filzmalz w przysposobieniu którego temu warunkowi zadość się czyni, za najlepszy uważany być może. Przygotowywanie słodu podług tej metody w naszym kraju bardzo mało upowszechnione – w Winiarach uskutecznia się częściowo o ile miejsca na rostniku wystarcza; jak się bowiem z poniżej umieszczonego opisu, sposobu postępowania przygotowania słodu zwanego Filzmalz, pokaże jedyną jego niedogodnością jest to, że wymaga większej przestrzeni rostnika.

   Pierwotne postępowanie z ziarnem w kadzi zalewnej i na rostniku do początku kiełkowania jest takie same jak z jęczmieniem zwykłym sposobem słodowanym; dopiero kiedy jęczmień zacznie kiełkować rozpościera się go na rostniku nie grubiej nad 2 ½ – 3 cali.

   Gdy włókna korzeniowe mocno się z sobą powiążą, wtedy się słód w kwadraty lub podłużne pasy kraje i na drugą stronę odwraca, co dopóty się powtarza, dopóki włókna korzeniowe 1 ½ – 2 razy długości ziarna nie nabiorą, a piórko znajdujące się jak wiadomo pod zewnętrzną pokrywą ziarna, przynajmniej 3/4 długości ziarna nie dosięgnie.

   Wtedy należy słód porozdzielać, ponieważ jednak czynność ta przez ludzkie ręce wykonywana byłaby za nadto żmudną, lepiej jest w tym celu posłużyć się maszyną, nadzwyczaj prostego składu i nie kosztowną. Maszynkę tę stanowią dwa walce drewniane 1 ½ stopy długości, 1 stopę średnicy mające, osadzone w skrzyni drewnianej; jeden z tych walców stale umocowany i nieporuszalny ma przez całą długość 1 rząd żelaznych kołków 1 ½ cala od siebie odległych, a w ten sposób osadzonych, aby rzędy kołków znajdujących się na całej powierzchni poruszalnego walca, pomiędzy kołki stałego wchodzić mogły. O ile miejsca próżnego w stałym walcu wzmiankowane kołki tworzą, tyle rzędów kołków winno się znajdować w walcu poruszalnym.

   Filzmalz zdarzyło mi się widzieć w użyciu przy kilku gorzelniach, ponieważ jednak potrzeba słodu przy tych fabrykach jest dosyć szczupła, ręce ludzkie zastępowały tę tak prostą maszynę; upowszechnienie jej pozwoliłoby używać Filzmalzu do browarów co by wpłynęło niezawodnie na polepszenie fabrykacji piwa.

   Po każdorazowym skończonym roszczeniu, rostnik winien być oczyszczony wodą, wapnem, piaskiem; w piwowarstwie bowiem nawet pedantyczną czystością zgrzeszyć nie można – również szwelki zwykle podłogą opatrzone, gorącą wodą wymyte i wysuszone być winny.

piwo5zdj. rustumlongpig

SUSZENIE SŁODU

   Z rostnika wzięty słód albo się od razu używa, albo też dla możności przechowania go suszy się – temperatura przy suszeniu nigdy wyższą od 30° R. (37,5° C.) być nie powinna. Z początku należy w ½ godziny, potem co godzina, a po upływie 6 godzin, 10-12 razy przeszuflować co 2-3 godzin, do zupełnego wysuszenia.

   Gdy słód suchy i jeszcze ciepły, powinien być od kiełków przez przedeptanie, jakoteż od nieczystości i kurzu oswobodzony.

   Słód suszony na szwelkach nie ma żadnego przed suszonym na lasach pierwszeństwa, nawet przy szrutowaniu jako wilgotniejszy więcej się zagrzeje.

   Suszarnia Winiarska posiada lassy angielskie druciane i kanały ogrzane powietrze doprowadzające[3], pięciokątne z cegieł i dachówek ułożone – dziennie na 24 godzin wysuszyć na niej można do 30 wierteli słodu.

   Powyżej opisany sposób słodowania uważając za najlepszy, napisałem wyżej że słód powinien być suszony w temperaturze nie wyższej od 30° R. (37,5° C.); rozumiem bowiem że wyższa temperatura jedynie może wpłynąć na zrumienienie i następne nadanie ciemnego koloru piwu, rezultat którego dopiąć można (nie narażając się na straty niezawodnie wypływające z podwyższonej przy suszeniu temperatury) małą ilością słodu jak kawa upalonego. W Anglii wprawdzie używają jeszcze słodu w bardzo wysokiej temperaturze suszonego; ale też w Anglii przechowują niektóre piw gatunki po lat parę, którą to trwałość nabywa podobno piwo przez wysuszenie słodu, zbliżające się prawie do zeszklenia, ale u nas gdzie trunek wyprodukowany nie czeka jak parę miesięcy na zużycie, środek ten jest niepotrzebny: zresztą trwały trunek można otrzymać i z najbladszego słodu, dowodem tego są nasze krajowe portery, między innymi porter Winiarski, wyrabiany z bladego słodu w temperaturze 30° R. (37,5° C.) suszonego; który przecież wcale nie traci na wartości, dłużej będąc przechowywanym.

   Browar Winiarski jak poprzednio wspomniałem, umieszczony w jednym budynku z gorzelnią, jest w ten sposób urządzony, że robota piw i porteru parą lub na gołym ogniu może być uskutecznioną. Do gotowania brzeczki służy kocioł miedziany wielkości 400 garncy; kadź zacienia obok w jednym poziomie umieszczona mogąca w sobie mieścić do 1000 garncy, opatrzona jest dwoma ścianami z blachy miedzianej, pomiędzy które wchodząca para ogrzewa zacier i dnem potrójnym, z których spodnie drewniane, środkowe wewnętrzne i środkowe zewnętrzne są miedziane. Środkowe zewnętrzne dno cokolwiek ku środkowi pochyłe, stanowi prawie w 1/4 swej powierzchni bardzo delikatne cedzidło i oszczędza zwykle dawany w miejscu tegoż pokład słomy. Pomiędzy środkowymi wewnętrznym i zewnętrznym dnami umieszczony z boku kruczek, służy do odpuszczania przecedzonej brzeczki do poniżej stojącej kadki, z której takowa za pomocą pompki przelewa się do kotła dla następnego odgotowania; pomiędzy zaś dnem środkowym wewnętrznym miedzianem, a dnem spodnim drewnianym, znajduje się drugi kruczek do odpuszczenia wody pozostałej z oziębionej pary, pomiędzy dwie ściany kotła wchodzącej – wodę tam uzbieraną dopiero po skończonej czynności się wypuszcza, by nie ostudzić dna środkowego wewnętrznego, na którym przecedzona brzeczka spoczywa.

   Para dostarczona z parowego kotła, w gorzelni umieszczonego służy do kadzi zaciernej i do rakiety, gdzie się wodę przeznaczoną na zacier przygotowuje; w kadzi zaciernej, para ogrzewa zacier albo pośrednio wchodząc pomiędzy ściany kadzi, albo bezpośrednio wpuszczona wprost do zacieru. Poniżej poziomu dna kotła, umieszczone są dwa kilsztoki wewnątrz budynku, tak że brzeczka odgotowana wprost rurą spływa na kilsztok.

   Oprócz kilsztoku browar Winiarski nie posiada żadnego aparatu przyśpieszającego ostudzenie brzeczki – w przyszłości jednak, gdy robota szlachetniejszych piwa gatunków mianowicie Bawarskiego w większej ilości uskuteczniać się ma, kilsztoki będą zaopatrzone leżącymi na ich dnie poziomo wężami blaszanymi, którymi woda zimna ciągle przechodząc czas studzenia znacznie skróci. Wreszcie kadź fermentacyjna poniżej poziomu den kilsztoków umieszczona, posiada wielkość odpowiednią objętości kotła.

   Pod częścią budynku browar w sobie mieszczącą znajdują się sklepy, służące do fermentacji piwa w beczkach i przechowania trunku już wyfermentowanego.

   Browar Winiarski fabrykuje kilka gatunków piwa i porter; opisywać sposób postępowania zachowywany przy robocie każdego gatunku piwa, byłoby zbytecznym i pociągnęłoby za sobą kilkokrotne powtarzanie i wszystkie bowiem gatunki piwa robią się jednym sposobem i podług tych samych prawideł, różnica zaś pomiędzy niemi wynika nie z odmiennych metod postępowania, ale głównie z rozmaitego koloru; tęgości piwa zależącej od ilości słodu. Trzy główne czynności do otrzymania piwa służące są: zacier, warzenie brzeczki i fermentacja. (Część dalsza nastąpi)

[1] Zmarły przed paru laty August Gołembowski był jednym z najzdolniejszych uczniów, jakich wydał Instytut Marymontski, po ukończeniu którego odbywał on podróż agronomiczne przez lat kilka za granicą, a następnie praktykował w słynnych z wzorowego naówczas gospodarstwa dobrach Winiary, w Kaliskim powiecie położonych. Jego trafny pogląd na stosunki włościańskie spowodował, że Komisja Rządowa Spraw Wewnętrznych i Duchownych zawezwała Gołembowskiego do swego biura, gdzie w sekcji opieki włościan czas jakiś jako sekretarz pracował. Tu właśnie w samym kwiecie Wieku tyfoidalna gorączka przecięła pasmo życia tyle obiecującego dla kraju młodzieńca. Prace jego, które otrzymaliśmy jako rękopisma pośmiertne, tym chętniej ogłaszamy w Gazecie Rolniczej, iż jakkolwiek nieco dawniej skreślone, wieje z nich zawsze myśl zdrowa praktyczna, a Samodzielny pogląd piszącego, nadaje pracom tym znaczenie prawdziwej użyteczności. (Przypisek Redakcji).

[2] Nam się zdaje że chyba przez wykiełkowanie wszystkich tych ziarn utworzy się więcej w nich diastazu niż potrzeba do scukrowania własnej ich mączki, ale w słodzie jęczmiennym rzeczywiście jest najwięcej tego ciała. Jęczmień dlatego głównie używa się do roboty słodu, że ze wszystkich ziarn najłatwiej na słód przerobić go można, pszenica jest droższa i łatwiej ją zepsuć przy słodowaniu jeśli piórko wypuści co bardzo łatwo następuje. (Redakcja).

[3] To zapewne kanały w których gorące powietrze z paleniska krąży i tym sposobem ogrzewa je, a od nich ogrzewa się następnie powietrze pod płaszczyzną siatkową. (Redakcja).

(285)

No comments yet.

Dodaj komentarz